Wróblewski: Uliczna strategia KOD-u nie działa, KOD się moheryzuje

SONY DSC

Wiec KOD pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku. Fot. J.A. Wikowski

W MEDIACH. KOD się moheryzuje – czytamy w komentarzu Tomasza Wróblewskiego, redaktora naczelnego „Wprost”, dla Wirtualnej Polski. – Uliczna strategia KOD-u nie działa. Sam obóz zamyka się w swojej martyrologii, pochłaniają go coraz bardziej groteskowe rytuały i zamiast jednać sobie zwolenników, coraz bardziej antagonizuje…

Z PRZEGLĄDU MEDIÓW: KOD-owcom nie brakuje autentyczności, żywiołowości i polotu. Brakuje im otwarcia na świat. Jak przewrotnie by to nie brzmiało, to słabą stroną tego, bądź co bądź, sporego ruchu, potężniejszego niż partie polityczne, z których się wywodzą jego działacze, jest zasklepienie we własnych wyobrażeniach o reszcie Polski. Ale największą ironią losu jest to, że „obrońcy demokracji” stali się w swoich zachowaniach, retoryce i mistyce rewersem tego, z czego tak niemiłosiernie kpili jeszcze pół roku temu. Z całą misyjnością, moherowym oddaniem, ale też wszystkimi cechami charakterystycznymi dla zamkniętej i marginalizowanej społeczności – czytamy w komentarzu Tomasza Wróblewskiego, redaktora naczelnego „Wprost”, dla Wirtualnej Polski.

(…) Uliczna strategia KOD-u nie działa. Sam obóz zamyka się w swojej martyrologii, pochłaniają go coraz bardziej groteskowe rytuały i zamiast jednać sobie zwolenników, coraz bardziej antagonizuje.

W pierwszych tygodniach po wyborach, młodziutki jeszcze ruch „oporników” starał się demonstrować swoją inteligencką wyjątkowość. Trochę jakby rozbawiony, że ktoś usiłuje tworzyć rząd bez ich udziału. Z upływem czasu, kiedy nowe struktury państwa i mediów przyjmowały realny kształt, początkowy protekcjonalizm KOD-u ustępował miejsca agresji. Transparenty stawały się coraz bardziej obraźliwe, a narracja dzieląca społeczeństwo na „naszą” – „prawdziwą” Polskę i „tamtą” – jakby żywcem z programów Radia Maryja. Coś, czego zresztą ideolodzy i publicyści PO namiętnie słuchali i z rozkoszą wyszydzali na łamach lewicowych mediów. Nie wiem czy to zauroczenie, czy przekonanie o skuteczności metod, ale wiernie kopiują styl i konstrukcje logiczne ruchu.
(…)
Temperatura musi wzrastać w miarę, jak obiecane zwycięstwo się oddala. KOD nie mówi już o końcu demokracji, ale o państwie policyjnym. Straszy inwigilacją i prowokacjami. Dorabia teorię do nieistniejących zapisów w ustawie o monitorowaniu korespondencji. Okrzyki „Jarosław nie podglądaj” ciężko jednak pogodzić z coraz to nowymi doniesieniami o inwigilacji, jaką poprzedni rząd nam zgotował, a przestrogi przed prowokacjami z nagłośnioną właśnie „operacją widelec” – policyjną prowokacją przeciwko kibicom. Podobnie rzecz ma się z oskarżeniami o niszczenie wolności mediów, które ciężko uwiarygodnić w kontekście coraz to nowych doniesień o podsłuchiwaniu krytycznych dziennikarzy i z drugiej strony-subsydiowaniu tytułów przychylnych rządowi.

Im oporniejsze stają się fakty, tym agresywniejsza i bardziej surrealistyczna staje się narracja KOD-opozycji. Pojawiają się opowieści o tym, że PiS może siłą bronić swojej władzy nawet jeżeli przegra wybory. Chodzi oczywiście o te wybory, których nie ma, ale zaraz mają być, bo – jak twierdzi Petru – „PiS zaraz eksploduje od środka”. To, jak wiele innych rzucanych w emocjach zdań powoli staje się czytelne tylko dla wiernych KOD-u, gorliwie wyłapujących wszelkie nowinki utrzymujące ich w przekonaniu o „zagrabionym państwie”. Żyją plotkami i śmieją się z dowcipów z kluczem o „pchle szachrajce” o „kociarzach przepraszających za Jarka” i z niezwykłą nonszalancją interpretują niewygodne fakty. Wysokie notowania PiS w GW prezentowane są jako słabnąca przewaga. Dobre wyniki gospodarcze i wysoki wzrost PKB jako nic nie znaczące dane, „odnoszące się tylko do historii”, co brzmi równie niewiarygodnie co niegdyś „Polska w ruinie”.

Do tego dochodzi ikonografia – kolorowa mistyczna oprawa marszy i protestów. Obwieszanie się najrozmaitszymi znaczkami, symbolami, cotygodniowymi „sobotnicami”, tak jak w sprawdzonym modelu miesięcznic smoleńskich. Ulicy towarzyszą dramatyczne gesty, opuszczanie studia telewizyjnego, oddawanie orderów, pisanie oświadczeń – o tyle żałosne, że skierowane już do bardzo wąskiego grona ludzi roznamiętnionych własnym poczuciem krzywdy. Charakterystyczna jest też kategoryczność postaw i retoryki – „nigdy nie uznam tego rządu„, spotkamy się „w prawdziwej”, „demokratycznej” Polsce. Aż trudno uwierzyć, że wypowiadają to ci sami ludzie, którzy jeszcze pół roku temu kpili z marszy wolności i propagowanych tam haseł o „wolnej Polsce”, „prawdziwej Polsce.

W miarę jak z sobotnic wykruszają się ludzie po całym tygodniu wracający do rodzin i codziennej rutyny, w procesjach zaczynają dominować osoby starsze i „skrzywdzeni”. Chwilowo bez pracy, wpływów, pełni goryczy i chęci zemsty. Stąd pojawiają się tam abstrakcyjne dla młodszego pokolenia odniesienia do Marca ’68 czy PRL-owskich haseł. To, co osobom starszym dodaje wigoru i pozwala im skakać, dmuchać w trąbki wykrzykując „kto nie skacze podsłuchuje’, dla młodszego pokolenia zaczyna wyglądać żałośnie. Nie wiem czy poczucie braku społecznej akceptacji, czy kwestia wieku i goryczy, ale wszystko razem sprawia, że KOD się gwałtownie wulgaryzuje: „PiS, przeproście i spie…e”, „Błogosławione prącie i jego RP bananowa”, „Pisiorem zabawa niebezpieczna sprawa”. Z kolei uduchowione elity uciekają w coraz bardziej patetyczne hasła o faszyzmie, wolności, parafrazują Martina Luthera Kinga, Kennedy’ego, albo sięgają po równie utarte slogany – „Będziemy mieć tyle wolności, ile sobie wywalczymy. Wszystko jest w naszych głowach i naszych sercach”.

Obciach, który prześladował marsze wolności, spotkania rocznicowe, wszystko to, na czym politycy PO budowali swoją wyjątkowość i wyższość moralną, zaczyna być zmorą KOD-u. (…)

(…) Politycy nie mogą spokojnie działać w opozycji, budować konstruktywnego programu i czekać na moment, kiedy wrócą do władzy. Opozycja w Ameryce może być cierpliwa, w Polsce musi zapewnić wiernym byt, albo ich straci. Musi trzymać elektorat w nadziei, że wkrótce wszystko wróci do „normalności”. A kiedy to nie nadchodzi, podnosić temperaturę konfliktu. Przeć do starcia, nawoływać do bojkotu, solidarności: „Nie dajmy się podzielić”, „Opozycja musi być totalna”. Jak na ironię losu, im agresywniejszy i bardziej odrealniony będzie stawał się ten ruch, tym mniejsze będą szanse, że opozycja szybko znajdzie poparcie wyborców. PO powinna to wiedzieć najlepiej, w końcu straszenie oderwaną od rzeczywistości opozycją zapewniło rządy na dwie kadencje.

Tomasz Wróblewski dla Wirtualnej Polski

(źródło cyt. wp.pl)

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *