Red. Woźniak: media publiczne pod rządami PO wymarły

SONY DSC

Tadeusz Woźniak

W MEDIACH. To dobrze rokuje, że sprawy mediów nareszcie konsultuje się z organizacjami dziennikarskimi, a nie tak jak za poprzedniej formacji, kiedy głosu dziennikarzy nie brano w ogóle pod uwagę – powiedział red. Tadeusz Woźniak, prezes gdańskiego oddziału SDP. – Chodzi o to, by wybrać dobrych fachowców, którzy są w stanie wywiązać się z postawionego zadania – stworzenia mediów obywatelskich, publicznych.

Mam nadzieję, że decydować będą względy merytoryczne  – publikacja w „Dzienniku Bałtyckim”.

Z Tadeuszem Woźniakiem, prezesem Gdańskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członkiem Zarządu Głównego SDP rozmawia Ryszarda Wojciechowska (Dziennik Bałtycki).

Prezydium SDP zleciło oddziałom regionalnym w trybie pilnym szukanie kandydatów do kierowania mediami publicznymi w regionach.

Nie w tak bardzo pilnym trybie, skoro nasze rekomendacje mamy nadsyłać do 10 stycznia. To dobrze rokuje, że sprawy mediów nareszcie konsultuje się z organizacjami dziennikarskimi, a nie tak jak za poprzedniej formacji, kiedy głosu dziennikarzy nie brano w ogóle pod uwagę. Chodzi o to, by wybrać dobrych fachowców, którzy są w stanie wywiązać się z postawionego zadania – stworzenia mediów obywatelskich, publicznych.

Rozumiem, że gdańskie SDP zaproponuje takie kandydatury?

Ostatecznie o nazwiskach zdecyduje cały zarząd Oddziału. Dyskusja głównie będzie dotyczyć gdańskiej telewizji. Bo naszym zdaniem Radio Gdańsk jest bardzo dobrze przez dotychczasowe kierownictwo prowadzone. Robić zmiany dla samej zmiany  i tylko po to, żeby przykleić partyjną nalepkę, to bez sensu.  Uważam, że to co robi kierownictwo Radia Gdańsk daje bardzo dobre rezultaty. Mamy świetne, regionalne radio, które ma bardzo dobry kontakt z odbiorcami. Do tego prezentuje różne, polityczne poglądy. W komentarzach ścierają się różne poglądy i sympatie polityczne. Wystarczy posłuchać audycji z Piotrem Semką i Markiem Ponikowskim, żeby się przekonać, ile takie starcia na antenie mają w sobie medialnego wdzięku, chociaż przyznam, że najbardziej wsłuchuję się w wyważone opinie Romka Daszczyńskiego. Mógłbym się rozpływać nad bogatym i różnorodnym programem Radia Gdańsk, bo jestem jego wiernym słuchaczem. Jego bogactwo programowe i wysoki poziom to kwestia ostatnich lat, zasługa obecnego kierownictwa. Wcześniej to Radio było dobre, ale teraz jest lepsze.

A Telewizja Gdańsk?

Trochę z nią jestem na bakier. Przyznaję, że dużo rzadziej oglądam. Jako Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich z poprzednimi szefami Gdańskiego Oddziału TVP toczyliśmy boje w obronie zwalnianych i szykanowanych dziennikarzy, nie znajdując zrozumienia odwoływaliśmy się prosząc o interwencję Marszałka Senatu RP Bogdana Borusewicza i Posła Leszka Milera. Dodam, że większość tych dziennikarzy nie była członkami SDP, ważne były dla nas racje zawodowe a nie organizacyjne. Uogólniając mogę powiedzieć, że w Gdańskim Oddziale TVP nie zawsze działo się dobrze, a Gdański Oddział SDP ma moralne prawo interesować się rozwojem sytuacji w Oddziale.

Ale dyrektor Marek Wałuszko od niedawna nią dopiero rządzi?
Nie znam go osobiście. I nie twierdzę, że nie warto mu dać szansy. Ale jeśli się kogoś nie zna, to trudno go rekomendować. Jak już jednak powiedziałem, rekomendacji udzieli Zarząd Oddziału SDP, a nie sam prezes. Zwróciłem się także do niektórych innych naszych członków, o dużym autorytecie i wiedzy o mediach, prosząc o opinie na ten temat.

Może trzeba usiąść przed telewizorem i obejrzeć kilka programów?

Na pewno ośrodek gdańskiej telewizji wymaga większego zainteresowania, nie tylko ze strony SDP. Przede wszystkim muszą się znaleźć dużo większe środki na jego dobre funkcjonowanie. Nie wiem, kto w tej chwili jest  w stanie to zapewnić. Musi to być ktoś, kto włoży w tę telewizję dużo serca i potrafi skupić wokół siebie fajnych, zdolnych ludzi. Tak, żeby to była telewizja naprawdę dobra.

Ale nowemu dyrektorowi regionalnej telewizji warto chyba podarować chociaż 100 dni. A SDP, jak widzę, nie bardzo się do tego pali?

Pismo Zarządu Głównego SDP dotyczy całego kraju. Ja nie wiem czy dyr. Marek Wałuszko zostanie odwołany, ja na pewno o to nie będę występował. Cały czas mam nadzieję, że decydować będą względy merytoryczne. Problem jest o wiele bardziej złożony. W obecnych realiach niewiele można zrobić. Bo telewizja w terenie została w pewnym sensie zasuszona. Właściwie mamy trzy programy centralne z kompletnie zredukowanym terenem. Ale telewizja centralna też jest nieciekawa. Wystarczy, że coś się dzieje ważnego w Polsce albo na świecie, a my jesteśmy „skazani” na TVN. Bo TVP dopiero na drugi dzień się budzi i reaguje. Nie twierdzę, że to tylko kwestia ludzi, ale też możliwości finansowych i organizacji pracy. Nie znam szczegółów ale ten pomysł ze zwolnieniem dziennikarzy i przeniesieniem ich do zewnętrznych firm, był pomysłem chorym. Mam więc nadzieję, że w tej ustawie o mediach publicznych pojawi się jakiś pomysł na odrodzenie się telewizji.

Naprawdę? Właśnie przegłosowano tak zwaną „małą” ustawę medialną, z której wynika, że to minister skarbu a de facto prezes Jarosław Kaczyński będzie jednoosobowo decydować o tym, kto ma być prezesem radia czy telewizji. To będzie dobre dla mediów?

Za mało wiem na ten temat, żeby to komentować. Mówię tylko o potrzebie zmiany mediów publicznych. O potrzebie ich odrodzenia się.

Ale wicemarszałek Sejmu z PiS Ryszard Terlecki wyraźnie powiedział, o co chodzi w małej ustawie. To fragment jego wypowiedzi: „Jeżeli media wyobrażają sobie, że będą zajmować Polaków w najbliższych miesiącach krytyką naszych zmian, to trzeba to przerwać”.

Jako bojownik o demokrację, sam nieraz odnoszę takie wrażenie, że nie ma nic lepszego, niż monarchia (śmieje się). Przekonałem się już o tym przed laty. Pamiętam, że we wszystkich miasta były wybory powszechne, a w Gdyni Franciszka Cegielska powiedziała, że jej następcą będzie Wojciech Szczurek i wszyscy się z tym zgodzili. Uszanowali jej wolę. I co? Źle wybrała?

Ale mówimy o mediach niezależnych, które teraz mogą być mediami partyjnymi, trzymanymi za uzdę przez ministra skarbu.
Mała ustawa ma obowiązywać jedynie do końca czerwca 2016 roku. Do tego czasu przygotowane zostanie przekształcenie obecnych mediów w media narodowe, które przestaną być spółkami skarbu państwa, a więc i podlegać ministrowi skarbu. A nowe zasady finansowania mają znacząco dotlenić te media, aby mogły pełniej realizować swoją niekomercyjną misję. Jeżeli zreformowane media będą partyjne, to nie będą mediami publicznymi. Ludzi nie zmusimy do oglądania telewizji, do słuchania upartyjnionej stacji radiowej.

I co wtedy SDP?

Zobaczymy. Za wcześnie na oceny, to byłyby wróżby. Lepiej oceniać fakty. A na razie fakty są takie, że media publiczne pod rządami PO wymarły.

Marcin Wolski, prezes warszawskiego oddziału SDP powiedział, że trzeba poszerzyć ofertę w telewizji o inne twarze i programy. I jakich twarzy mu brakuje? Na przykład w publicystyce widziałby Rafała Ziemkiewicza, a w rozrywce Jana Pietrzaka. I to ma być nowe?

To uproszczona recepta na dobrą telewizję. Sądzę, że red. Wolski powiedział dużo więcej na temat dobrej telewizji a na pewno wie jaka ona powinna być. Znane twarze to za mało, żeby stworzyć dobre media publiczne, które mają obiektywnie informować, uprawiać dobrą publicystykę i  nie manipulować.

Tomasz Lis jest wyrazisty. Zbyt wyrazisty jednak dla SDP, które przyznało mu Hienę Roku…

To bardziej propagandysta, niż dziennikarz. Bywa niegrzeczny do potęgi. Angażował się zdecydowanie tylko po jednej stronie. Jego zaangażowanie polityczne widać było jak na dłoni podczas marszu KOD-u w Warszawie.
Rozumiem, że mógł się czuć rozżalony z powodu Hieny…

Ale on akurat nie czuje z tego powodu rozżalenia. Chyba was nawet zaskoczył, mówiąc, że chce odebrać tę antynagrodę?

Nie zaskoczył. Raczej mnie zmartwił, bo to oznacza, że on to potraktował jako show. A my przyznając mu tę Hienę, sądziliśmy, że ta antynagroda zreflektuje go. Że on się zacznie liczyć z tym, że jest jakieś grono, któremu jego zachowanie skrajnie nie odpowiada. Jemu się ta Hiena od dawna należała. Za ten sposób szydzenia z pani Premier i Prezydenta. Za ten język, daleki od dziennikarskiego. On nie musi lubić PiS. Ale manifestowanie tej niechęci do ludzi, którzy mają inne niż on przekonania, jest bardzo rażące.

Ale na drugim biegunie mamy braci Karnowskich. Też nie sa to owieczki dziennikarskie. Na okładce tygodnika „wSieci” „ubrali Piotra Kraśkę w mundur z czasów stanu wojennego. To oczywiście fotomontaż. Ale taki żart z kogoś, kto w stanie wojennym był dzieckiem? I to SDP jakoś nie razi.

Bracia Karnowscy są podobnie jak Lis wyrazistymi postaciami w mediach. To prawda. Ale oprócz nich są też dziennikarze, którzy nie łamią standardów etycznych i zawodowych. Lis  dochrapał sie w końcu tej Hieny za historię z fałszywym wpisem na koncie córki prezydenta Kingi Dudy. Uznaliśmy, że to już było za dużo. Co prawda  szybko próbował się z tego wywinąć, przepraszał. Ale w świat poszła taka, a nie inna wypowiedź jego i Tomasza Karolaka. Obaj chcieli w ten sposób spostponować Prezydenta Dudę przed wyborami, co świadczyło o walce nie fair. Byłem w tym gronie, które mu Hienę przyznawało. I uważam, że jemu jak nikomu innemu się należała. Nie chodzi o potknięcie, czy nawet o schlebianie pewnym poglądom. Ale o wredne zachowania, które nie licują z etyką dziennikarską i z pozycją zawodową, jaką zajmuje. Tym programem wspiął się na szczyt. A przecież siła rażenia jego programu jest wielka. To nie jest redaktor  uprawiający politykę w gazecie o nakładzie kilkuset egzemplarzy. Lisa oglądają tysiące widzów.

Stefan Bratkowski, rozstał się z SDP dlatego, że uznał je w pewnym momencie za przybudówkę PiS.

I co ja mogę powiedzieć? Stefan Bratkowski ma prawo tak uważać. Ale myślę, że więcej jest dowodów na to, że on jest agendą PO, niż na to, że my jesteśmy przybudówką PiS. On się zaangażował po tamtej stronie. Jego wybór. Nie twierdzę, że w naszym Zarządzie nie ma ludzi pozbawionych sentymentu do Prawa i Sprawiedliwości. Poglądy można mieć. A nawet trzeba. Można się nie zgadzać, ale powinno się innych szanować. Cały czas zmierzam do tego, że dziennikarstwo musi być na wysokim poziomie, bez tej żółci i zapiekłości, którą teraz obserwujemy.

Ale czy możliwe jest dobre dziennikarstwo w mediach publicznych, uprawiane w takich warunkach, w których prezes czy dyrektor, zgodnie z małą ustawą medialną może być w każdej chwili odwołany?

Sądzę, że możliwe. Ten zawód ma to do siebie, że nawet w trudnych warunkach potrafi się rozwijać. Przykładem niektóre media komercyjne, w których nie ma kadencyjności, a zmian dokonuje się nieraz z dnia na dzień, bez podania powodów.

(źródło: Rozmowa z Ryszardą Wojciechowską, Dziennik Bałtycki).

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *