Ręce precz od Budynia

W MEDIACH. O tym, że bomba w sprawie Pawła Adamowicza tyka, wiedzieli w Gdańsku niemal wszyscy. I to od dawna. Nieznany był jedynie moment eksplozji. Dlaczego ładunek odpalono teraz? Czemu nie jesienią, kiedy informacja o nieprawidłowościach w oświadczeniu podatkowym gdańskiego włodarza, mogłaby wpłynąć na wynik wyborów?

Problemy prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza zaczęły się w roku 2012. Wówczas to agenci CBA prześwietlili mu oświadczenia majątkowe. Funkcjonariuszom nie podobały się dokumenty z lat 2007 – 2012. Wcześniejsze – sprzed 2009 roku – już się przedawniły. Kolejne – jeśli wymiar sprawiedliwości będzie działał tak, jak w przypadku prezydenta Sopotu – wkrótce podzielą ich los.

W 2013 r. prokurator generalny zlecił poznańskiej prokuraturze apelacyjnej sprawę oświadczeń majątkowych gdańskiego prezydenta. W tym czasie po Trójmieście krążyły już plotki, że „Budyń” – tak Adamowicza nazywają gdańszczanie – ukrywa przed Urzędem Skarbowym mieszkania, że raz ma siedem lokali, a za chwilę dwa, że nie wiadomo skąd bierze pieniądze na ich zakup, i że wartość nieruchomości przekracza dochody urzędnika. Coraz głośniej mówiło się też, o niejasnych powiązaniach „Budynia” z deweloperami, którym – w zamian za rzekome ulgi w zakupie mieszkań – miał iść na rękę przy przeprowadzaniu zmian w planie zagospodarowania przestrzennego. To samo dotyczyć miało banków, które jakoby udzielały korzystnych kredytów prezydentowi, za co ten miał wynajmować im lokale miejskie na preferencyjnych warunkach…

Tyle plotki i domniemania. Jak było naprawdę dowiemy się być może po ogłoszeniu zarzutów przez prokuraturę. Na razie wiadomo tylko, że dwa z pięciu obejmują nieprawdziwości w oświadczeniach majątkowych na temat posiadanych zasobów pieniężnych i nieruchomości, za co grozić może nawet trzy lata więzienia.

Zaradna teściowa i pan Zapominalski

Mity na temat bogactwa Adamowicza i jego rodziny znane są daleko poza granicami Pomorza. Wraz z żoną, w ciągu ostatnich piętnastu lat, „Budyń” zebrał majątek wartości niemal 4 mln zł. Jedynie w ubiegłym roku zarobił 426 tys. zł – w tym jako prezydent 176.997 zł, a reszta to wynagrodzenie za zasiadanie w radach nadzorczych oraz zyski z wynajmu mieszkań…

I tu zaczyna się problem, bo Adamowicz zdaje się nie wiedzieć, ani ile lokali posiada, ani do kogo one należą… Nie zna też wysokości dochodu z ich wynajmu… Wszystko to – być może – byłoby zabawne, gdyby przytrafiło się pensjonariuszowi domu pogodnej starości, a nie prawnikowi i b. prorektorowi Uniwersytetu Gdańskiego, w dodatku pełniącemu od 17 lat funkcję prezydenta dużego miasta.

Na pytania, jak ze swojej pensji był w stanie kupić siedem mieszkań, Adamowicz tłumaczy się, że w zakupach pomagała mu rodzina, a zwłaszcza zaradna teściowa. Jeśli zaś chodzi o pomyłkę w oświadczeniu majątkowym – to wynikła ona z mechanicznego przepisania wcześniejszej pomyłki.

I w zasadzie to wszystko, co pan Zapominalski ma do przekazania swoim wyborom. Na pierwszej po ogłoszeniu zarzutów konferencji prasowej „Budyń” powiedział wprost: „postępowanie się toczy i potrwa dobrych kilka miesięcy. Ja, jako podejrzany będę miał szansę wglądu w akta sprawy. Będę miał szansę ustosunkowania się do tych zarzutów”, co oznacza że sprawa jest poważna. Na tyle poważna, że podejrzany polityk musi uważać na każde słowo – dlatego nie chce nic mówić, nim dowie się, czego konkretnie dotyczą zarzuty.

Za i przeciw

Jak się można było domyślić, sprawa Adamowicza podzieliła obserwatorów sceny politycznej – opozycja żąda od niego ustąpienia z zajmowanego stanowiska, koledzy z PO uważają, jak zwykle, że „nic się nie stało”.

Wiceminister sprawiedliwości, Jerzy Kozdroń na falach Radia Gdańsk zauważył: „Zarzutów jest sporo, ale dopiero okaże się, czy są mocne”. Inny poseł PO, Jerzy Borowczak przyznał, że „zarzuty dla Pawła Adamowicza to kłopot wizerunkowy nie tylko dla Platformy, ale dla Gdańska”. Jednocześnie jednak podkreślił: „dopóki wina nie jest udowodniona, to byłoby źle, gdyby zrezygnował”.

Podobnej linii trzyma się premier Ewa Kopacz, która w wywiadzie dla TVN24 powiedziała tak: „Nie jest moją rolą, aby być nadzorcą wszystkich prezydentów w Polsce. Mówimy tu o członku Platformy Obywatelskiej. Żądam od niego, jako szefowa partii, aby zachował się zgodnie z obowiązującymi w tej partii standardami i tak się zachował. On w tej chwili zawiesił swoje członkostwo, a reszta należy do organów ścigania, które będą wyjaśniać sprawę”.

Były premier Leszek Miller ma na kwestię „Budynia” zdanie odmienne. Na pytanie Agnieszki Michajłow z Radia Gdańsk, czy obecny prezydent Gdańska powinien podać się do dymisji, szef SLD odpowiedział: „Oczywiście, że powinien, ale pewnie tego nie zrobi. Odnoszę wrażenie, że po 20 latach rządzenia pan prezydent utracił słuch społeczny…” Wiceszef Sojuszu Lewicy na Pomorzu, Marek Formela, dodał, że Adamowicz powinien poddać się referendum, tak jak w maju 2009 r. po wybuchu sopockiej afery korupcyjnej zrobił Jacek Karnowski. Referendum domagać się będzie najprawdopodobniej również Prawo i Sprawiedliwość. Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Gdańska, która miała miejsce 18 marca br. radni PiS próbowali odwołać prezydenta. Za przyjęciem apelu o dymisji głosowało 12 radnych, przeciwko było 21.

Oni już go uniewinnili

To, że Pawła Adamowicza bronią partyjni koledzy, w tym oskarżony o korupcję sopocianin Jacek Karnowski, nikogo chyba nie dziwi – w końcu nawet żołnierze sycylijskiej mafii wiedzą, jak istotna jest lojalność. Problem w tym, że za prezydentem murem stanęli również dziennikarze mainstreamu!

Sprawa Adamowicza przypomina pierwsze dni „afery Karnowskiego”. Również wtedy politycy i dziennikarze związani z włodarzem Sopotu, próbowali lansować tezę, jakoby Karnowski był niewinny, a żądanie ustąpienia ze stanowiska to barbarzyństwo, wręcz chamstwo. Karnowskiego bronili wówczas działacze PO nawet wbrew premierowi, który oficjalnie stał na stanowisku, że w związku z oskarżeniami prezydent Sopotu powinien zostać wyrzucony z partii. Tusk mówił nawet, że do czasu wyjaśnienia afery, samorządowiec powinien zaprzestać działalności publicznej, a po ewentualnym postawieniu zarzutów, zrezygnować ze stanowiska. W jedenastym dniu „afery” w Gazecie Wyborczej pojawił się wywiad z Jarosławem Gowin, ówczesnym poseł PO i późniejszym ministrem sprawiedliwości, który stanowił zasadniczy zwrot w narracji. Gowin powiedział wówczas: „Jestem przekonany, że Karnowski jest niewinny”! W sprawie Adamowicza ten ton w pomorskich mediach dominuje od samego początku.

Od chwili ogłoszenia zarzutów nie minęły jeszcze dwa tygodnie, a mainstream już wie, że Adamowicz jest niewinny i musi zostać! Roman Daszczyński z „Gazety Wyborczej Trójmiasto” twierdzi, że: „jeśli wczytać się w paragrafy z jakich postawiono zarzuty Adamowiczowi, to są one słabo zagrożone karą (sic! przyp. kmz), bo zaledwie do 3 lat”. W tej samej wypowiedzi dziennikarz przywołał „aferę Karnowskiego”, „gdzie zarzuty były dużo cięższe i jednak Karnowski w zasadzie wyszedł z tego obronną ręką” – twierdzenie to jest ewidentną manipulacją, ponieważ proces sopockiego samorządowca zakończy się najwcześniej dopiero w czerwcu tego roku… W identyczny sposób faktem oskarżenia i rzekomego obronienia się Karnowskiego manipulował w Radiu Gdańsk przywoływany już poseł PO, Jerzy Borowczak. Co najdziwniejsze, jego przeinaczeń w żaden sposób nie korygowała prowadząca audycję redaktor Michajłow. Zachowanie Pawła Adamowicza chwalił także Marek Ponikowski z gdańskiej TVP, który powiedział: „Nie ukrywam, że znam Pawła Adamowicza od lat i uważam go za przyzwoitego człowieka. To, że on zawiesił członkostwo w PO, wynika właśnie z tego stylu działania”.

Zdeprawowany matecznik

„Każda władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie” – przekonywał Lord John Acton. Wygląda jednak na to, że pomorskie środowiska liberalno-demokratyczne, z których w większości wywodzą się politycy Platformy, nie słyszały nigdy o wybitnym, XIX-wiecznym chrześcijańskim liberale, a tym bardziej o jego maksymie. A jeśli nawet niektórzy coś słyszeli, to raczej nie ma wśród nich ani Pawła Adamowicza, ani Jacka Karnowskiego.

O Lordzie Actonie nie słyszał zapewne także Sławomir Nowak – który do swojego oświadczenia majątkowego  „zapomniał” wpisać zegarka (w listopadzie ubiegłego roku sąd skazał go za to na 20 tys. zł grzywny). Ani też europoseł Krzysztof Lisek, skazany rok temu (wyrokiem nieprawomocnym) za przestępstwa gospodarcze na 2,5 roku więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę…

W aglomeracji Tuska, Bieleckiego, Lewandowskiego, Wałęsy i paru innych mężów opatrznościowych, o brytyjskim liberale, polityku i teoretyku wolności pamięta dziś niewiele osób. Jeszcze mniej chce pamiętać o aferach pierwszej dekady III RP, i o tym, w jaki sposób niegdysiejsi dysydenci i gołodupcy przepoczwarzyli się w inwestorów, biznesmenów, właścicieli gigantycznych fortun… Być może kiedyś prokuratura wróci do tych wątków i wyjaśni kto z kim, i jak?

Krzysztof Maria Załuski

(źródło: sdp.pl)

Może zainteresuje Cię:

2 komentarze

  1. Małgorzata pisze:

    Budyń jest „słodki”, gęby przecz od Budynia

  2. miernota Jaworski pisze:

    Sprawa w prokuraturze do wyjaśnienia i dobrze ale bawi sztuczny szum wokół tego:)
    Nie chodzi o korupcje itd itp tylko o błędne wpisanie majątku a za cyrkiem jaki jest teraz robiony widać wyraźnie Pana Jaworskiego 🙂
    Trzy razy z przegrał wybory w Gdańsku i nie nie może znieść że gdańszczanie go nie chcą 🙂
    Może niech PiS wystawi Jaworskiego w jego rodzinnym Włocławku? Tyle go tam nie było że może ktoś na niego zagłosuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *