Prof. Roman Jabłoński: Jestem sentymentalny

jablonski ok 2 IMG_0125

Prof. Roman Jabłoński

GDAŃSK. Sierpniowe, upalne przedpołudnie. Dom przy ulicy Jaśkowa Dolina 58 obrastają krzewy, kwiaty. Furtka jest otwarta, a w oknie uśmiecha się do nas znana postać – prof. Roman Jabłoński. Światowej sławy wiolonczelista i pedagog, na stałe mieszkający w San Sebastian, przyjechał na urlop do rodzinnego domu. Chętnie zgodził się na spotkanie. Po wejściu do środka nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czas się zatrzymał.

Spotkanie z prof. Romanem Jabłońskim w rodzinnym domu w Gdańsku-Wrzeszczu przy ulicy Jaśkowa Dolina 58.

To tutaj, w domu, wybudowanym w miejscu zniszczonego przez bombę, zamieszkał po wojnie z żoną, Charlottą, kompozytor, wiolonczelista i pedagog, Henryk Hubertus Jabłoński.

Pomiędzy San Sebastian a Gdańskiem

Tu się urodzili, spędzili dzieciństwo i wczesną młodość synowie: Roman, Michał i Ludwik. Wszyscy są zawodowymi muzykami, od lat mieszkają za granicą. Po śmierci ojca, a później matki, nic się w tym domu nie zmieniło. Pozostały meble i przedmioty, w przepastnych szafach znajdują się teki z kompozycjami wybitnego gdańskiego twórcy, który w pamięci kilku pokoleń Polaków najsilniej zasłynął chyba dzięki piosence „Pierwszy siwy włos”. W salonie z fortepianem zaklęta jest nie tylko powojenna, ale i – dzięki rodzinnym opowieściom – przedwojenna historia życia muzycznego Gdańska.

Biografia Henryka Hubertusa Jabłońskiego posłużyć by mogła jako kanwa do długiej, barwnej, powieści. Gdańszczanin, studiował w Polskim Konserwatorium Macierzy Szkolnej w Gdańsku, którego dyrektorem był prof. Kazimierz Wiłkomirski. Uczelnia mieściła się w obecnej siedzibie Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej przy ulicy Dyrekcyjnej. Współpracował z rozgłośnią radiową Wolnego Miasta Gdańska. Po wojnie grał w Gdańskiej Orkiestrze Symfonicznej, prowadził dwa chóry – na Politechnice Gdańskiej i w Technikum Budowy Okrętów. Współpracował z Orkiestrą Polskiego Radia pod dyrekcją Stefana Rachonia oraz z rozgłośnią radiową w Gdańsku. Wykładał w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Gdańsku. Pozostawił bogaty dorobek kompozytorski: koncerty wiolonczelowy, skrzypcowy, fortepianowy, 2 symfonie, poemat symfoniczny Dolina milczenia (1980), widowisko operowe Pani Helena (1973), balet Gdańska noc (1970), utwory kameralne, pieśni, popularne piosenki.

– W ciągu roku jestem ze dwa, trzy razy w Polsce – mówi Roman Jabłoński. – A teraz będę przyjeżdżał częściej, bo przechodzę na emeryturę, przestaję uczyć w Konserwatorium w San Sebastian, planuję pomieszkiwać pół roku w Gdańsku, a pół roku w Hiszpanii.

Ostatni raz był tutaj z żoną dziewięć miesięcy temu. Teraz ścieżka prowadząca do wejścia pozarastała roślinnością do tego stopnia, że trudno przejść. Ogród, pielęgnowany przez panią Charlotte, wymaga ręki ogrodnika. Dom trzeba odkurzyć, sprawdzić, czy nie cieknie kran, popłacić rachunki.

Nie grają nic Huberta Jabłońskiego

Roman Jabłoński współpracuje z w Akademią Muzyczną im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku, prowadząc klasy mistrzowskie dla wiolonczelistów. Ostatni kurs odbył się wiosną 2014 roku. W tym czasie gdańska uczelnia – z okazji 100. Rocznicy urodzin Andrzeja Panufnika – zorganizowała trzy koncerty: fortepianowy, skrzypcowy i wiolonczelowy, pod dyrekcją Zygmunta Rycherta, w tym ostatnim Roman Jabłoński wziął udział. Przedsięwzięcie zakończyło się nagraniem bardzo udanej płyty.

Natomiast w gdańskiej filharmonii artysta nie występował od dawna.

– Ostatni koncert miałem za czasów dyrekcji Zygmunta Rycherta. – mówi Roman Jabłoński. – Dyrektor Roman Perucki nie zaprasza mnie. Nie wiem, co się stało, wręcz czuję ze strony instytucji ogromną niechęć, nawet jeszcze coś gorszego. Miesiąc temu otrzymałem maila, że Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina chce uczcić 100. Rocznicę Urodzin mojego Ojca i z tej okazji planuje wykonanie dwóch maleńkich, niewiele znaczących Jego utworów, których nawet nie znałem. Odpowiedziałem, że to nie jest uhonorowanie Jego dorobku, ale obelga, hańba.

Syn kompozytora zaproponował dyrekcji gdańskiej filharmonii spotkanie i zaoferował swoje doradztwo przy wyborze kompozycji do wykonania z okazji jubileuszu.

– W odpowiedzi dowiedziałem się, że dyrektor nie ma czasu, żeby się ze mną spotkać. – kontynuuje. – Jeśli do porozumienia nie dojdzie, złożę protest odnośnie proponowanego urodzinowego programu i w październiku 2015 roku koncertu w ogóle nie będzie. Uważam bowiem, że to jest działanie nie tyle przeciwko mnie, ale mojemu Ojcu, całej naszej rodzinie.

– Za dyrekcji Zygmunta Rycherta i jego poprzednika, Jerzego Katlewicza, przynajmniej raz w roku w programie koncertowym był Ojca utwór. Za kadencji obecnego dyrektora – nic nie grają. – dodaje. – Byłem w tej sprawie kilkakrotnie w minionych latach w gdańskiej filharmonii, proponowałem, za każdym razem spotkało mnie odtrącenie.

Od piosenek do symfonii

– Jestem sentymentalny, przywiązany do Gdańska, tu narysowany został mój życiorys – mówi Roman Jabłoński. – Mając lat osiemnaście wyjechałem na studia, ale do domu przyjeżdżałem regularnie, tu spędzałem wakacje, wiele w Gdańsku koncertowałem.

O tym, że stare przyjaźnie nie rdzewieją dowodzi bliski kontakt z Konstantym Andrzejem Kulką, kolegą ze szkoły muzycznej, który bywał częstym gościem w ich domu przy ulicy Jaśkowa Dolina. Hubert Jabłoński zadedykował skrzypkowi kilka swoich utworów, które ten prawykonał.

– Nasi rodzice też się przyjaźnili. Jak przyjeżdżam do Polski, spotykamy się u Andrzeja w Warszawie na bardzo miłej kolacji – opowiada Roman.

Rozmawiamy w salonie na dole. Pośrodku stoi fortepian. Duży stół z tradycyjnymi krzesłami, przy którym zasiadała cała rodzina państwa Jabłońskich, przyjaciele. Jest też, cudem zachowany, ponad stuletni, stoliczek jego babci ze strony Mamy.

– Śpiewaliśmy, obowiązkowo, kolędy na Boże Narodzenie, tata akompaniował. – wspomina. – Gdy byliśmy starsi najpierw śpiewaliśmy, a potem odbywał się rodzinny koncert, każdy grał na swoim instrumencie. I dopiero potem można było zobaczyć prezenty. Choinka stała w hallu.

W szafie i w szufladach przechowywana jest duża część imponującego, wszechstronnego dorobku Henryka Hubertusa Jabłońskiego, od piosenek do symfonii.

– Co najmniej dwa razy tyle utworów Ojca jest w bibliotekach, w tym w radiowej w Warszawie i w Centralnej Bibliotece Nutowej – mówi prof. Jabłoński. – I to wszystko moja Mama ręcznie przepisywała, benedyktyńska robota, nie było ksero.

Mój rozmówca jest także edytorem – przygotowuje partytury do druku. Współpracuje z dwoma wydawnictwami – Musica Jagiellonica, Eufonia w Gdyni i z Państwowym Wydawnictwem Muzycznym, dla tego ostatniego niedawno przygotował dzieła wszystkie Fryderyka Chopina.

Niedaleko kościoła Świętego Jana

Ważnym celem naszej wizyty było sięgnięcie do – przechowywanych w domu – kompozycji wokalnych Huberta Jabłońskiego związanych z powojennym Gdańskiem, a to z powodu spotkania organizowanego przez Towarzystwo Dom Uphagena na 26 września 2015 roku w Domu Uphagena, które przygotowuję i prowadzę. Wspomnieniami dzielić się będą mieszkańcy ulic: Chlebnickiej i Piwnej -Charlotte Martha Kłak, primo voto Makilla z domu Troll i prof. Gunnar Heinsohn. Spotkanie w ramach cyklu „Soboty u państwa Upgahenów”, finansowane jest ze środków Miasta Gdańska. Tego wieczoru nie mogłoby zabraknąć piosenek Henryka Hubertusa Jabłońskiego tym bardziej, że i jego biografia związana jest z jedną z tych dwóch ulic. Otóż w czasie wojny młody kompozytor, wtedy jeszcze Helmut Degler, mieszkał przy ulicy Piwnej. W 1945 roku, w wyniku bombardowania, cały jego dotychczasowy twórczy dorobek – dwieście utworów! – spłonął wraz z kamienicą. Stracił wszystko, ocalił życie. Pozostał w Gdańsku – jako Polak z wyboru – i przejął nazwisko swojej babci, ze strony matki, Rozalii,– Jabłoński.

Aby przypomnieć rodowód kompozytora zacytuję fragment artykułu nieodżałowanej Wandy Obniskiej: „W rodzinie Deglerów muzyka byłą chlebem powszednim. Nikt nie był zawodowym instrumentalistą, ale tradycje domowego muzykowania , tak powszechne wśród gdańskiego mieszczaństwa, pielęgnowano gorliwie. Rosło w tym domu jedenaścioro dzieci i prawie każde na czymś grało. Matka tej gromadki (z domu Jabłońska, gospodarna, zapobiegliwa, umiała stworzyć atmosferę rodzinnego ciepła. (…) A ponieważ w tym domu, jak w wielu w ówczesnym Gdańsku, nie było szowinizmu, więc niemieckie nazwiska zięciów przeplatały się w licznej rodzinie z polskimi, ba… nawet zdarzył się zięć – kupiec, Żyd, Samuel Moller, którego hitlerowcy zamordowali w 1942 roku. (…) Jednym z synów tej wielodzietnej rodziny był Herwardt Degler, gdański stoczniowiec, specjalista w dziedzinie budowy maszyn, grał nieźle na skrzypcach, muzyka była jego hobby. Gdy się ożenił z Alidią Springer , gdańszczanką, która także lubiła muzykę i sama grała na skrzypcach, w ich domu częstymi gośćmi byli muzycy amatorzy. Przychodzili na muzyczne wieczory. Grało się drobne utwory Glucka, Haendla. W 1915 roku urodził się Deglerom chłopak – jasny, niebieskooki. Dano mu na imię Helmut. (…)” *

– Nie wiem, pod którym numerem ojciec mieszkał przy ulicy Piwnej, w tym domu spłonęły nie tylko nuty, ale i muzyczne instrumenty, które kolekcjonował – mówi Roman Jabłoński. – Przed wojną Ojciec mieszkał z rodzicami – w jednej z dwóch przylegających do siebie kamienic – przy ulicy Świętojańskiej, niedaleko kościoła Świętego Jana. Budynki te w powojennych latach niszczały, zobaczyłem niedawno, że zostały pięknie odnowione.

– A przy ulicy Chlebnickiej mieszkała Elwira Hodinazowa, pianistka, z którą grałem wielokrotnie – wspomina Roman Jabłoński. – Towarzyszyła mi w recitalach i koncertach. Byłą Czeszką, pochodziła spod Bratysławy. Jej mąż, Adolf Władysław Malinowski, w latach 60., z ramienia Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej prowadził szkolne koncerty. Dobierał solistów, żukiem jeździliśmy do młodzieży. Miał wyjątkowy poczucie humoru, tryskał pomysłami, w jego towarzystwie nie można było przestać się śmiać.

Roman Jabłoński udostępnił nam rękopisy piosenek Ojca z lat powojennych o Gdańsku. Dr hab. Liliana Górska, artystka śpiewaczka i pedagog, wzięła materiały w swoje ręce i dokona wyboru repertuaru, jaki uczniowie z jej klasy wokalnej Szkoły Muzycznej II st. im. Fryderyka Chopina w Gdańsku Wrzeszczu zaprezentują podczas wrześniowego spotkania.

Katarzyna Korczak

Jablonski IMG_0035

Dr hab. Liliana Górska i prof. Roman Jabłoński w domu przy ulicy Jaśkowa Dolina 58 w Gdańsku – Wrzeszczu

Jablonski IMG_0013

Dr hab. Liliana Górska i prof. Roman Jabłoński.

Jablonski IMG_0066

Na ścianach rodzinne zdjęcia, w środku Henryk Hubertus Jabłoński, poniżej jego żona, Charlotte

Jablonski IMG_0046

Dr hab. Liliana Górska zainteresowała się zapisami nutowymi od lat nie wykonywanych piosenek o Gdańsku. Które wybierze do wykonania na sobotni wieczór?

Jablonski IMG_0048

Jablonski IMG_0138

W tym domu zawsze się śpiewało

Jablonski IMG_0123

Prof. Roman Jabłoński otworzył przed nami przepastne szafy i szuflady z kompozycjami jego Ojca, Henryka Hubertusa Jabłońskiego

Jablonski IMG_0156

Kwiaty w ogrodzie pamiętają troskliwą rękę Charlotty Jabłońskiej

Zdjęcia Marek Zarzecki

*„Kompozytorzy gdańscy. Monografie 1945 – 1978”. Szkice pod redakcją Janusza Krassowskiego. Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki. Gdańsk 1980.

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *