Grając ze znajomymi w planszówkę, karty, na konsoli, czy uprawiając jakiś sport trafia się czasem taki moment, kiedy człowiek podejmuje ryzyko. Wie, że może mu to przynieść znaczną korzyść, nawet przesądzić o losach całej rozgrywki, więc odrzuca standardowe i bezpieczne zachowania na rzecz niestandardowych i często dezorientujących dla innych uczestników gry. Czasem jest to blef, czasem nagła zmiana strategii, ale zawsze ogranicza się to do dwóch rozwiązań – uda się lub nie. Naturalnie nie lubimy ryzykować, bo bardzo cenimy sobie bezpieczeństwo, ale jak mówi jedna z mądrości życiowych „kto nie ryzykuje ten nie ma”.
Wychodzimy z bezpiecznej skorupy
Grając z innymi udowadniamy sobie i im naszą wartość. Nie ważne czy są to strategiczne szachy, czy dynamiczny mecz koszykówki, przez większość czasu trzymamy się ustalonego planu działania i czekamy na odpowiedni moment. Tego nie idzie tak po prostu poznać, to się czuje. Przypadek, ślepy los, czy jak kto woli przeznaczenie podsuwa nam pokusy. Kalkulujemy więc, czy przeciwnik się spodziewa ataku lub zagrania. Oceniamy szanse na nagrodę, a co ważniejsze szukamy możliwości wypracowania przewagi. Tym właśnie rządzi się ryzyko – obietnicą skarbów lub alternatywą sromotnej porażki. Raz na jakiś czas wychodzimy więc z bezpiecznej skorupy pewności i pozwalamy, by to los zadecydował, czy warto było tak postąpić dla tego krótkiego acz intensywnego skoku adrenaliny.
Ciągła kalkulacja
Działanie psychiki osoby, która zamierza zaryzykować nie jest wcale tak trudna do opisania. O wiele bardziej skomplikowany jest proces przewidzenia ruchów przeciwnika, czy zauważenie, że osoba przy naszym stole do pokera blefuje (a więc ryzykuje zasłaniając się pewnością siebie). No właśnie, zasłona. To jeden z częstszych elementów ryzyka. Blef, który ma nam dać małą przewagę, byśmy mogli zaskoczyć przeciwnika i przeprowadzić zamierzone działanie, kiedy oponent będzie zastanawiać się jak mogło do tego dojść. Poza tym ciągła kalkulacja zysków i strat. Czy się opłaca? Czy uda się w razie czego odrobić utracone pieniądze, punkty, pozycję? Im większe ryzyko tym większe zdenerwowanie. Nierzadko zdarza się, że gracz wycofuje się, gdyż rachunek, jaki wykonał w swoich myślach, jednoznacznie mówi mu, że nie warto. To już jednak jest bardzo indywidualna sprawa, gdyż każdy ustala granicę według własnych zasad.
Kiedy należy się obawiać?
Wbrew pozorom istnieje coś takiego jak bezpieczne ryzyko. Jest to sytuacja, gdy wiemy, że nasze działania mogą przynieść stratę, ale zgadzamy się na to bo wiemy, że nie jest ona tak duża. Godzimy się więc na odjęcie punktów, stratę żetonów, czy spadek w rankingu, chociaż w głowie cały czas majaczy nam mniejsza, ale jednak wygrana. Bardzo łatwo jednak uzależnić się od ryzyka, a wtedy zaczynają się schody. Człowiek uzależniony z czasem chce otrzymywać coraz większą dawkę tego, co teraz sprawia mu taką frajdę. Będzie on ryzykował coraz bardziej, aż w końcu straci panowanie. Uzależnienie od ryzyka powoduje bowiem wypatrzenie mechanizmów kalkulacji. Takiej osobie odtąd zawsze wydaje się, że nie tylko ma dużą szansę na wygraną, ale również, że w każdej chwili może się odegrać lub skończyć. Tymczasem kolejne punkty znikają, pieniądze odpływają do rąk krupiera kasyna, a końca „zabawy” nie widać. Jeśli zaś chodzi o gry zespołowe to taka osoba szybko przestaje się liczyć z resztą drużyny, kosztem wspólnych wyników. Zaczyna samodzielnie próbować szczęścia, ryzykuje, a na zarzuty odpowiada tym, że kiedyś to ryzyko się opłaciło, więc może niedługo znowu się tak stanie.
Portal Ryzykowany-Pieniądz.pl wsparł nas merytorycznie.

