Zatrzymajmy szaleńców z KOD

SONY DSC

Na manifestacji KOD posłanka PO Henryka Krzywonos-Strychalska. Fot. Janusz Wikowski

MEDIA. Lewactwo, liberałowie i działacze LGBT znowu chcą wyjść na ulicę. Znowu, jako „oburzeni obywatele” i „prawdziwi polscy patrioci”. 13 grudnia, w minioną niedzielę, próbowali zawłaszczyć pamięć wprowadzenia stanu wojennego. Tym razem wybrali sobie pierwszą niedzielę po rocznicy tragedii Grudnia ’70.

Aktywiści Platformy i jej projektu ratunkowego nazwanego przewrotnie „.Niezależną”, mają oczywiście pełne prawo do manifestacji. Również w soboty i niedziele, kiedy urzędy samorządowe, w których wielu z nich ma pracę, są nieczynne. Mają też prawo – i korzystają z niego nader często – do publicznego wyrażania swojego stanowiska na temat powyborczej rzeczywistości. Problem w tym, że aby manifestować trzeba mieć powód. A w wypadku bojowników KOD powodu tak naprawdę nie ma.

Czy nowa władza kwestionuje prawo do zgromadzeń? Czy ogranicza swobodę wypowiedzi? Czy cenzuruje media – chociażby te publiczne, opłacane z kieszeni podatników – pomimo, że aktywiści Platformy wykorzystują je do histerycznych ataków na demokratycznie wybraną nową władzę?

Politycy opozycji mogą do woli gardłować, że premier Beata Szydło jest niesamodzielna i niekompetentna, że jej polityka jest mściwa, ksenofobiczna, antypostępowa i niedemokratyczna… Że „tym krajem” rządzi tak naprawdę Jarosław Kaczyński – Hitler, Stalin i Belzebub w jednej osobie, który przeprowadza właśnie „pełzający zamach stanu” i „demontaż 25-letniej demokracji”. Mogą to wszystko wykrzykiwać osobiście, lub ustami propagandystów autoramentu Karoliny Lewickiej. Mogą – choć zakrawa to na nadużycie, a nawet naruszenie dóbr osobistych. Mogą – a mimo to lewackie trąby grają larum, by kto Polak stawał do walki w obronie demokracji, lub zagranicą się chronił, bo zagłada nadchodzi, śmierć kosi, a imię jej Prawo i Sprawiedliwość.

Urzędniczy spontan

Nie mam pojęcia, na czym ma polegać łamanie demokracji przez PiS. Ani czym prezes Kaczyński zasłużył sobie na miano szatana. Wiem natomiast, że kwestionowanie kompetencji nowego rządu, zaledwie kilka tygodni po jego powołaniu, do niczego dobrego nie prowadzi. Nie tylko nie służy sanacji polskiego państwa, lecz wiedzie wprost do jego demolki.

Ale może o to właśnie „KODerom” chodzi? Może chcą zakodować w umyśle ciemnego ludu, że status quo sprzed wyborów parlamentarnych, to jedyna słuszna opcja polityczna. Czyli mówiąc o demokracji, myślą o korycie, a gdy mówią o korycie, mają w domyśle demokrację. Czyż nie przypomina to odrobinę poetyki niejakiego Majakowskiego?
Podobno w ubiegłą niedzielę w „zaKODowanych” marszach wzięło udział 50 tysięcy prawdziwych patriotów zatroskanych o los „tego kraju”. W porównaniu z Marszem Niepodległości, organizowanym co roku przez środowiska narodowe, jest to jednak wynik bardziej niż mizerny – 11 listopada warszawski marsz zgromadził ok. 100 tysięcy uczestników.

Ponad to należy wziąć pod uwagę, że rząd Platformy zwanej Obywatelską, w ostatniej fazie budowy „taniego państwa” zatrudniał prawie pół miliona pracowników administracji państwowej. Oznaczałoby to więc, że na wiecach 13 grudnia stawiło się w całej Polsce zaledwie 10 proc. urzędników – bo to oni głównie byli uczestnikami wszystkich tych „spontanicznych manifestacji”.

Golden KOD

W Gdańsku pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców, prócz platformerskich posłów Henryki Krzywonos, Agnieszki Pomaski i Tadeusza Aziewicz, zjawiła się również Ewa Lieder z „Nowoczesnej” i były poseł Ruchu Palikota, Piotr Bauć. Przybył też prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i jego zastępca Piotr Grzelak. Prezydent Sopotu Jacek Karnowski nie pofatygował się wprawdzie osobiście, ale raczył oddelegować swojego zastępcę Marcina Skwierawskiego i b. działaczy opozycji demokratycznej: Aleksandera Halla i Jacka Taylora. Mieszkańcem Sopotu jest również główny organizator imprezy, b. działacz PO, obrońca praw homoseksualistów, a jednocześnie dzierżawca sopockiego klubu „Atelier”, Radomir Szumełda.

Ale to nie koniec urzędniczej spontaniczności „KODerów”… Do armii oburzonych doliczyć bowiem należy pomniejszych urzędników, ich rodziny, sąsiadów, działaczy organizacji pozarządowych, artystów alternatywnych oraz lokalnych biznesmenów, uzależnionych od postkomunistycznego układu różnego rodzaju koncesjami i przywilejami. Na obrzeżach manifestacji kręcili się zapewne również dziennikarze z gazet zaprzyjaźnionych z poprzednim rządem, przedstawiciele prokuratury, sędziowie i inni ważniacy zblatowani z ancien régime’em.
W Sopocie, prezydent miasta w szczytowym momencie swojej potęgi mógł liczyć na poparcie nawet 9 tys. osób, czyli jednej czwartej mieszkańców – grupę tę nazywano „Golden Team”. Podobne, nieformalne struktury działają w całej Polsce, i to właśnie one, a nie „oburzeni” Polacy wychodzą teraz na ulice. Sopot liczy ok. 36 tysięcy mieszkańców. Jeśli przyjąć, że miasto Tuska, Lewandowskiego, Nikosia i Słowika to model Polski w skali 1:1000, to liczba obywateli wyrażających troskę o „demokrację” powinna sięgać 8 milionów. 50 tysięcy stanowi zatem jakiś promil społecznego poparcia dla pomysłodawców „KOD”. Podejrzewam nawet, że gdyby nie donośny kwik polskojęzycznych mediów, opłacanych od lat z budżetu gmin, oraz państwowych i samorządowych spółek, nikt nie zwróciłby nawet uwagi na podskoki garstki byłych beneficjentów III RP.

‪Z ostatniej chwili

W najbliższą sobotę lewacy i postkomuniści ‪#‎przeKODowani‬ na liberałów i socjaldemokratów, zapowiadają kolejny protest w obronie „wolności słowa i praw obywatelskich”. Zgłaszają także „gotowość do obrony porządku konstytucyjnego, demokracji, autonomii kultury, wolności mediów i  przywiązania do obecności Polski w Unii Europejskiej”. Szykują już patriotyczne gadżety – oporniki, narodowe flagi, Matki Boskie, kotwice Polski Walczącej, orły w koronie i inne symbole, z których noszenia jeszcze nie tak dawno się naigrywali.

Podobno Henryka Krzywonos rozgląda się za moherową kufajką i zapowiada, że jak zmieści się do tramwaju, to jeszcze raz go zatrzyma. Duchowy przywódca „KODerów”, Lech Wałęsa nie wyklucza wojny domowej, do której poprowadzi Polaków skacząc przez stoczniowy mur. Ludzie Michnika i Urbana piszą już żywiołowe przemówienia, które „ludzie honoru” spontanicznie będą wygłaszać pod pomnikami pomordowanych przez komunistyczną władzę robotników…

„Zatrzymajmy marsz szaleńców po władzę…” – apeluje jeden z byłych Bojowników o Wolność i Demokrację… Patrząc na to wszystko trudno się z nim nie zgodzić.

Krzysztof Maria Załuski

(źródło: sdp.pl)

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *