Woźniak wspomina tragedię katowicką: Pamiętam czerwień krwi ludzi i ptaków

HALA tragedia -2

POMORZE/MEDIA. Pod zawalonym dachem hali zginęło 65 osób i setki gołębi. W katastrofie zginęło siedem osób z Pomorza. – Pamiętam czerwień krwi ludzi i ptaków na blaszanych ścianach, na elementach metalowych konstrukcji – wspomina red. Tadeuszem Woźniakiem, gołębiarz z Pomorza, świadek tej tragedii. – Pamiętam też dzwonki telefonów. Ranni wspominali później, że w jednym momencie rozdzwoniły się telefony komórkowe.

Dzisiaj mija 10 lat od tragedii – śmierci 65 osób pod zawaloną halą targową w Katowicach.

Rozmowa z red. Tadeuszem Woźniakiem, dziennikarzem, hodowcą gołębi przeprowadzona przez red. Dorotę Abramowicz (Dziennik Bałtycki)

– Dobrze pamiętasz sobotę, 28 stycznia 2006 roku?
– Takich dni się nie zapomina. Dzień wcześniej przyjechałem do Katowic, w sobotę od rana byłem na wystawie. Kilka tysięcy osób z całej Polski i Europy, wspaniała atmosfera. Z wieloma uczestnikami wystawy dobrze się znałem, spotykaliśmy się od kilkunastu lat na podobnych imprezach, wymienialiśmy się doświadczeniami, rozmawialiśmy. Tuż przed katastrofą przeszedłem środkiem sali między stoiskami, rozmawiałem ze znajomymi wystawcami. I pewnie  o 17.15  byłbym nadal w  środku, gdyby dwóch kolegów z Ciechanowa – Mirosław Dutkiewicz i Waldemar Kozłowski – nie zaproponowali wspólnego wyjścia do restauracji. Restauracyjki wewnątrz hali były zatłoczone, wyszliśmy więc na zewnątrz do lokalu przylegającego do budynku i oddzielonego odeń ścianą ze szkła pancernego. Wszystko przez tę szybę widziałem.

– Pierwsza reakcja?
– Szok. I świadomość, że doszło do ogromnej katastrofy. Jako dziennikarz dobrze pamiętałem tragedię wybuchu gazu w wieżowcu we Wrzeszczu. Szybko zrozumiałem, że   pod zawalonym dachem hali musi być wielu zabitych i rannych. Natychmiast zadzwoniłem do żony.  Prosiłem, by się nie martwiła o mnie, gdy usłyszy o tej katastrofie, ja nie ucierpiałem.  Kolejny telefon był do ówczesnego naczelnego Dziennika Bałtyckiego, Macieja Wośko, że napiszę stąd, z Katowic relację. Maciek jeszcze nic nie wiedział o katastrofie. Jaką relację? – zdziwił się. Dopiero gdy włączył telewizor i zobaczył pierwsze informacje na czerwonym pasku, zrozumiał, o czym nerwowo mówiłem.

– Co się potem działo?
– Trwała wielka akcja ratownicza, miałem uczucie, jakbym znalazł się na polu bitwy.   Wyły karetki, pędziły na sygnale wozy straży pożarnej. I tak przez całą noc. Noc bardzo mroźną, termometry pokazywały minus 15 stopni. Jeszcze przed katastrofą w środku w hali  było bardzo gorąco.  Dlatego  wcześniej zdjąłem kurtkę i zostawiłem ją na skraju hali, na stoisku Zarządu Głównego Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. Po katastrofie wróciłem po nią na rumowisko, odszukałem pełzając na czworaka; w kieszeni miałem aparat fotograficzny. Robiłem zdjęcia, na jednym z nich jest ranny, unieruchomiony przez blachy człowiek. Na innych gołębie. Ptaki, tak jak ludzie, były w szoku. Siedziały przerażone bez ruchu. Nie wiedziałem, co mam z nimi robić.
W końcu mogli po nie wrócić właściciele… Jeśli przeżyli i nie zostali ranni… Pod zawalonym dachem hali zginęło 65 osób i setki gołębi.  Pamiętam czerwień krwi ludzi i ptaków na blaszanych ścianach, na elementach metalowych konstrukcji.  Pamiętam też dzwonki telefonów. Ranni wspominali później, że w jednym momencie rozdzwoniły się telefony komórkowe. Należące do tych, którzy wybiegli, zostawiając je gdzieś na stoisku i tych, którzy zostali w środku. Telefony stopniowo cichły, wyczerpywały się baterie. My także próbowaliśmy ustalić, co stało się z naszymi kolegami…

W katastrofie zginęło siedem osób z Pomorza. Przypomnijmy ich nazwiska: Leszek Pałac z Łeby, Kazimierz Radtke z Żelistrzewa, Grzegorz Ogórek z Kleszczewa, Witold Zaporowski z Pszczółek, Wiesław Jereczek z Pszczółek,  Aleksander Lewandowski z Łęgowa i Mieczysław Biesek z Czerska.

Wszyscy zmarli to moi dobrzy znajomi. Grzesiek Ogórek  od jakiegoś czasu pracował i mieszkał w Anglii, przyjechał stamtąd bezpośrednio do Katowic. Dał koledze pieniądze dla matki, planował bezpośredni powrót na Wyspy. Czekała na niego narzeczona, planowali ślub. Wśród ofiar byli także znani mi hodowcy z innych regionów Polski. W samochodzie Witka Kucharskiego z Koszalina, który zginął w katastrofie,  leżały nasze bilety powrotne na pociąg. Poszliśmy na dworzec, chcieliśmy zapłacić za przejazd u konduktora, nie musieliśmy kupować nowych biletów, okazało się, że PKP oddała bezpłatnie do dyspozycji „gołębiarzy” całe przedziały.

– Czy na Pomorzu także były deklaracje pomocy?
– Nie tylko deklaracje, była realna pomoc. Wiele dla rodzin ofiar i dla rannych zrobił ksiądz Ireneusz Bradtke z Caritasu Archidiecezji Gdańskiej. Pomógł Urząd Miasta w Gdyni i doktor Andrzej Sokołowski z Clinica Medica, gdzie za darmo kilka osób było przed dłuższy czas rehabilitowanych. W tym Waldek Ossowski., ciężko ranny mieszkaniec Trąbek Wielkich. Waldek był przez tydzień w śpiączce, kilka miesięcy spędził w szpitalu. Lekarze bardzo ostrożnie mówili o rokowaniach. Wyzdrowiał w pełni, pracuje, nadal hoduje gołębie; widzieliśmy się kilka miesięcy temu na imprezie plenerowej hodowców gołębi i ich rodzin, ze wzruszeniem patrzyłem jak Waldek grał w piłkę. Pomocą prawną rodzinom poszkodowanych do dziś służy mecenas Adam Car z Sopotu.

– Nie zrezygnowałeś po tamtej katastrofie z uczestniczenia w wystawach gołębi?
– Nie, chociaż tamte wydarzenia na zawsze pozostawiły ślad w psychice, mojej i wielu znajomych hodowców, którzy przeżyli tą tragedię. Są tacy, którym do dziś trudno się przemóc, by wejść do zatłoczonej, dużej hali. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku hali na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich doszło do wielu ewidentnych nadużyć. Nie można więc mówić tylko o nieszczęśliwym zrządzeniu losu, ale o skutkach ludzkich błędów.
(źródło: Dziennik Bałtycki) 

Msza św. za dusze tragicznie zmarłych hodowców

Msza św. za dusze gdańskich hodowców, tragicznie zmarłych 28.01.2006 r. podczas Ogólnopolskiej Wystawy Gołębi Pocztowych w Katowicach, śp. Kolegów:

  • Wiesława Jereczka, lat 42,
  • Aleksandra Lewandowskiego, lat 33,
  • Grzegorza Ogórka, lat 35,
  • Leszka Pałaca, lat 55,
  • Kazimierza Radtke, lat 55,
  • Witolda Zaporowskiego, lat 52,

Na dzisiejszą Mszę Św. przybyli: członkowie rodzin tragicznie zmarłych; ich przyjaciele i koledzy, hodowcy Okręgu Gdańsk Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych wraz z rodzinami; znajomi i sąsiedzi. Przy ołtarzu stanęły poczty związkowych sztandarów:

  • Okręgu Gdańsk PZHGP,
  • Oddziału Puck PZHGP,
  • Oddziału Gdańsk PZHGP,
  • Oddziału Wejherowo PZHGP.

Zdjęcia z archiwum red. Tadeusza Woźniaka

HALA Trag.1a HALA Trag.3a HALA tragedia -2 HALA tragedia -3 HALA tragedia -4 HALA tragedia -8

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *