Prof. Kik: zapalnik do przekonania, że zagrożona jest demokracja, a nie interes opozycji

MEDIA. – Mamy do czynienia w  III RP z tzw. demokracją pozorną, która opiera się raczej na PR i socjotechnice, niż rzeczywistych postulatach – -powiedział politolog, prof. Kazimierz Kik w rozmowie redakcji wpolityce.pl. – Czuję rozczarowanie, że młodzież dała się omotać demagogicznym i nieprawdziwym hasłom przegranej opozycji.

 

Prof. Kazimierz Kik, politolog (wpolityce.pl):

Czuję rozczarowanie, jak łatwo ta młodzież dała się omotać bardzo demagogicznym i nieprawdziwym hasłom opozycji, która przecież wszystko przegrała. Powtarzanie tych samych haseł i sloganów pokazuje intelektualną bezradność tych ludzi. Wspaniali młodzi obywatele ulegli propagandzie przegranych i dali się przekonać, że jest tak, jak twierdzi opozycja. Jest to taka ogromna łatwość ustawienia wspaniałej młodzieży przeciwko czemuś, w oparciu o wiarygodne – dla nich oczywiście – autorytety.

wPolityce.pl: Na ile protesty, które mają miejsce w Polsce, są Pana zdaniem dziełem spontanicznych odruchów, czy też może efektem sprytnej polityki opozycji?

Prof. Kazimierz Kik: Trzeba zwrócić uwagę, że jest jeden klucz do zrozumienia tego: tożsamość postulatów i haseł. Gdyby to były spontaniczne zrywy ludzi z Poznania i Krakowa, to praktycznie rzecz biorąc każda z tych grup miałaby swoje postulaty, a mamy to samo źródło inspiracji. Krótko mówiąc: „po hasłach ich poznacie”, a są one rozsyłane wszędzie jakby faksem. Zobaczmy też przykład Gdańska i wystąpienia Wałęsy. W jego otoczeniu są ci sami ludzie, którzy organizują demonstrację w Warszawie, ale przez to, że Wałęsa nie mógł w niej uczestniczyć – nie wnikajmy już dlaczego – wystąpił w Gdańsku, pozornie tak odległym od Warszawy, a jednak stając się uczestnikiem manifestacji warszawskiej w tym mieście.

Niestety, widzimy, że mamy do czynienia w  III RP z tzw. demokracją pozorną, która opiera się raczej na PR i socjotechnice, niż rzeczywistych postulatach. U nas, w III RP mamy do czynienia z dwoma światami: słów i czynów. Jeżeli chodzi o słowa, to mamy wszędzie wolność, a w przypadku czynów – to mamy bezczelność w działaniu. W moim przekonaniu, ta nasza liberalna demokracja jest przesycona nadmiarem socjotechniki i w wielu przypadkach, przenika ona do społeczeństwa poprzez sondaże. Polega to także na tym, by co jakiś czas przedstawiać Polakom, jak to obywatele nie lubią rządu. Ale jak widać, to się nie udaje.

A jeżeli chodzi o demonstracje, to jestem pełen podziwu, bo rzeczywiście jest to dobrze zorganizowane i okazuje się, że liberałowie są lepsi w socjotechnice niż PiS…

… Ale mają lepsze wsparcie od silnych grup PR-owych.

Nie tylko PR-owych. Pamiętajmy, że mają mocne wsparcie w grupach biznesowych i medialnych. Jeżeli popatrzymy na dwie telewizje: TVP Info i TVN24. Te dwie różne stacje stoją na na zapleczu dwóch stron konfliktu. Nie dziwmy się, że TVP Info pokazuje rządowy punkt widzenia. Ale zobaczmy, jaką telewizja jest TVN24 – to stacja opozycji, dominującej w PR i socjotechnice. Ta opozycja ma za sobą biznes i sama jest biznesem, to w końcu liberałowie. Musimy też przyznać, że jest lepsza w gadce i protestach. Natomiast sondaże mówią coś innego w stosunku do tego, co się dzieje na ulicy. Widać na niej wyłącznie przeciwników rządu i przedstawicieli opozycji, a przecież badania wskazują, że cała opozycja razem wzięta nie sięga poparcia dla PiS. Czy coś szwankuje po stronie rządowej? Być może nie chce doprowadzić do daleko idącej konfrontacji i chowa swoje aktywa, mając przewagę w parlamencie.

Gdyby zebrać np. klubu „Gazety Polskiej”, czy członków „Solidarności” zebrałaby się mocna grupa ludzi.

Oczywiście, wiemy dobrze, że strona rządowa dysponuje lepiej zorganizowanymi rezerwami, ale nie wykorzystując ich, wykazuje postawę odpowiedzialności. A opozycja wychodzi z założenia, że każdy kolejny sukces rządu to, kolejny gwóźdź do tej trumny politycznej. Stąd te histeryczne próby reakcji na każdy kolejny krok rządzących.

Jak oglądałem te protesty, to jako politolog muszę powiedzieć, że byłem dumny z tych ludzi. To były demonstracje odpowiedzialne, w zasadzie nie było incydentów i  uczestniczyła w niej głównie młodzież. We mnie, jako politologa, rosła dusza, gdy widziałem młodzież i inni ludzie w Polsce mają takie poczucie obywatelskości, że potrafią wyjść i zamanifestować. Ale z drugiej strony czuję rozczarowanie, jak łatwo ta młodzież dała się omotać bardzo demagogicznym i nieprawdziwym hasłom opozycji, która przecież wszystko przegrała. Powtarzanie tych samych haseł i sloganów pokazuje intelektualną bezradność tych ludzi. Wspaniali młodzi obywatele ulegli propagandzie przegranych i dali się przekonać, że jest tak, jak twierdzi opozycja. Jest to taka ogromna łatwość ustawienia wspaniałej młodzieży przeciwko czemuś, w oparciu o wiarygodne – dla nich oczywiście – autorytety.

Czy to zjawisko wsparcia mocnych grup PR-owych dla opozycji i publikacji typu instrukcji „wyłączenia rządu”, to coś niepokojącego? Jak to ocenić?

To niepokojące, ponieważ bierzmy pod uwagę charakter Polaków, którzy są zapalczywi i dosyć łatwi w porywaniu na barykady. I zdaje się, że doskonale zdają sobie z tego sprawy różne organizacje, nazywając je pozarządowymi, które – jak w przypadku Sorosa – tworzą swoje fundacje, w których prowadzi się badania nad psychologią tłumy, by przygotować różnego rodzaju scenariusze, realizowane w zależności od okoliczności. Tu chodzi o zapalnik, że można przekonać jakąś część Polaków do tego, że demokracja jest zagrożona, a nie interes opozycji. W ten sam sposób mogą uwierzyć, że zagrożona jest niepodległość i wtedy będą już o nią walczyć. Można postawić przed nimi fikcyjny cel czy sytuację, licząc się z takim a nie innym charakterem psychologii tłumu polskiego, i można narzucić demonstrantom fałszywą rzeczywistość. Słuszne hasła w zupełnie niesłusznej sytuacji. A jeżeli dziś mowa o demokracji i suwerenności – najśmieszniejsze jest to, że mówią o ich zagrożenie pod parlamentem i Pałacem Prezydenckim, obok policji, która nie bije… To jest straszne, że w Polsce mamy do czynienia niestety z bardzo niskim poczuciem kultury politycznej. Niby jesteśmy demokratami, a bardzo łatwo dajemy się zatruć każdą propagandą.

(źródło: wpolityce.pl)

Prof. Kazimierz Kik –  polski politolog, doktor habilitowany, wykładowca akademicki profesor Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach , publicysta.

W latach 1970–1990 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wcześniej był działaczem Zrzeszenia Studentów Polskich i Związku Młodzieży Socjalistycznej. Należał do współzałożycieli Polskiej Unii Socjaldemokratycznej, której był wiceprzewodniczącym. Partię tę opuścił wkrótce w proteście przeciw udzieleniu przez Tadeusza Fiszbacha poparcia dla kandydatury Lecha Wałęsy na stanowisko prezydenta RP. Następnie współtworzył Unię Pracy. W 2001 wstąpił do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W 2004 wybrany został w skład konwentu programowego SLD. Wkrótce potem opuścił partię. W 2007 był w regionalnym komitecie honorowym Platformy Obywatelskiej. W 2009 kandydował do Parlamentu Europejskiego z listy Porozumienia dla Przyszłości. Od 2011 roku ekspert Państwowej Komisji Akredytacyjnej.

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *