GDAŃSK. Jak zaczęła się pani fascynacja muzyką francuską? Prof. Jadwigą Lewczuk: Studiowałam w klasie prof. Jerzego Sulikowskiego, który wrócił po studiach w Paryżu i otworzył mi oczy na tę muzykę. Do tej pory gram ją z upodobaniem. Dobrze czuję się w repertuarze dwudziestowiecznym, a także w muzyce klasycznej. Jeśli chodzi o romantyzm, to przede wszystkim Fryderyk Chopin…
Rozmowa z prof. Jadwigą Lewczuk, pianistką, kameralistką, akompaniatorką, pedagogiem, obchodzącą 40-lecie pracy artystycznej
– Aż trudno uwierzyć, że to już czterdzieści lat!
– Wzięłam pod uwagę tylko staż pracy w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Natomiast koncerty kameralne zaczęły się 45 lat temu.
– Zarówno program koncertu jubileuszowego, jak i skład wykonawców, nie są przypadkowe.
– Chcę przypomnieć zarówno repertuar, który grywałam wcześniej, jak i ten grywany teraz. Kompletując zespół zwróciłam się do moich dawnych partnerów. A ponieważ niektórzy z nich nie uprawiają już czynnie muzyki, inni rozjechali się po świecie, zaprosiłam także przedstawicieli młodszego pokolenia artystów. I tak, z wiolonczelistką, Małgorzatą Kuziemską, koncertmistrzem Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina, ostatni raz występowałyśmy razem prawie ćwierć wieku temu. W ostatnich latach akompaniuję przeważnie klarnecistom, repertuar na ten instrument jest dość przyjemny, są to utwory w większości XX wieczne. Ale w środowy wieczór zagram też z znacznie młodszym Dominikiem Grędzińskim Sonatę na klarnet i fortepian kanadyjskiego kompozytora Michela Lysighta. Zaprosiłam śpiewaka Piotra Kusiewicza, z którym na estradzie wykonywaliśmy, a właściwie „prawykonywaliśmy” pieśni Konrada Pałubickiego i dużo nagrywaliśmy dla Polskiego Radia w Warszawie. Wykonamy pieśni Krzysztofa Pendereckiego i Francisa Poulenca. Na zakończenie zabrzmi Kwartet fortepianowy Wolfganga Amadeusza Mozarta g-moll. Wystąpię w towarzystwie: Karoliny Piątkowskiej -Nowickiej – skrzypce, Michała Markiewicza – altówka, Krzysztofa Pawłowskiego – wiolonczela, członków NeoQuartetu.
– Jak zaczęła się pani fascynacja muzyką francuską?
– Studiowałam w klasie prof. Jerzego Sulikowskiego. Wtedy wrócił po studiach w Paryżu i otworzył mi oczy na tę muzykę. Do tej pory gram ją z upodobaniem. Dobrze czuję się w repertuarze dwudziestowiecznym, a także w muzyce klasycznej. Jeśli chodzi o romantyzm, to przede wszystkim Fryderyk Chopin, mam w repertuarze jego trio i utwory kameralne. Występowałam też ze śpiewakami.
– Jaki wpływ wywarł na panią Ryszard Bakst?
– To był wspaniały pianista i muzyk. Pięknie grał Chopina, zwłaszcza mazurki. Trzy razy spotkałam się z nim na kursach. Grałam pod jego okiem Andante Spianato i Poloneza. Powiedział – „No dobrze, tylko że tu nie ma legato” i kazał mi usiąść zupełnie inaczej. I oto usłyszałam, że spod palców wydobywa się inny dźwięk. Pracowaliśmy też nad mazurkami. Wybrał mnie do koncertu kończącego kurs w dworku w Dusznikach, wyszłam na estradę, z potworną tremą, ale po występie publiczność długo biła brawo. Ciepło wspominam Ryszarda Baksta.
– Na czym się pani obecnie koncentruje?
– W gdańskiej akademii muzycznej akompaniuję i prowadzę przedmiot, który się nazywa nauka akompaniamentu, przygotowuję następców.
– Kogo chciałaby pani spotkać na koncercie jubileuszowym?
– Miło by było, gdyby przyszły koleżanki i przyszli koledzy, z którymi grałam. Chciałabym również, żeby zjawili się studenci. Wszystkich miłośników muzyki serdecznie zapraszam?
– Czego można pani życzyć z okazji jubileuszu?
– Żeby mnie i tym, z którymi pracuję, granie jak najdłużej sprawiało radość. I żebym mogła przekazać młodym jak najwięcej doświadczeń.
Katarzyna Korczak

