Kto? W czyje? Otóż ci, którzy winni być oczkiem w głowie. Nas wszystkich, a już na pewno SDP. To młodzi żurnaliści rozpoczynający życiową przygodę z pracą zawodową.Jeden z ważnych PiS-owskich bonzów na moje krytyczne uwagi o Telewizji Polskiej, w czasie prywatnej rozmowy, rzekł: „to daj mi to wszystko, na maila”. Dobrze rzekłem. Ale teraz się zastanawiam. Lepiej napiszę to tu i teraz.

Przychodzi nowy, dostaje etat, a potem i kamerę. Musi się wykazać. Instynkt mu podpowiada – rób co każą. Otrzymanie pracy jest trudne, utrzymanie się w niej jeszcze trudniejsze. Bo i jak tu wyczuć co można skrytykować, a od czego wara. Więc uczą się szybko, albo wylatują. Uczą się od „starszych”, którzy się tu utrzymali przez lata. Stare wygi z niejednego pieca chleb jadły. Sprytni, ale jednocześnie poddali się sztampie, więc wymienia się ich na nowych. Nowi mają niby coś wnieść tylko nie bardzo wiadomo co, bo i tak wyżej… nie podskoczą.

Naładowani na studiach zasadami etyki mają teraz dylemat. Słuchać szefów, którzy są dla nich pierwszym progiem do sukcesu lub porażki, czy też zabiegać, by prawda trafiła na ekran telewizora. Jeśli się takiego „młodego” raz złamie to on jakoś tam usprawiedliwi się przed samym sobą: w końcu co się stało, że zmontował materiał korzystnie dla przedstawiciela władzy (bo tacy są dziś szefowie), a pominął istotną krytykę. Grzeczny reporter będzie wysyłany dalej by robił następne materiały. Ludzie to przełkną a świat się nie zawali. Potem, raz złamany, będzie to już robił  bez oporów. Wiele w jego relacjach będzie już nie takie jak w rzeczywistości jest, ale takie jak ma się „państwu”, tzn. ludziom wydawać, że jest.

Manipulacja nie musi być prowadzona brutalnie. Do zła można nakłonić, namówić, a nawet przekonać. Bo zło nie jedno ma imię.

Jeśli adept widzi, że nawet jego gorliwy w wypełnianiu poleceń władzy szef, wylatuje nagle i brutalnie – to cóż on właściwie znaczy? Najmita chce pracować, załapał się na wymarzone miejsce, wszystko wokół jest bardzo ciekawe. I praca intratna. Tylko ta niepewność bytu. Bo przecież, gdyby co, to żadne związki zawodowe obsadzone kukiełkami, ani stowarzyszenia twórcze działające wybiórczo nie wybronią go.

TYLKO PRAWDA JEST CIEKAWA – mówił odważny i szlachetny pisarz. I skończył w nędzy. Na barykady ryzykując życie wychodzili robotnicy i stracili swoje stocznie, kopalnie, huty, pracę na roli. Tym co się „powiodło” mają miliony, ale większość bojowników nędzną rentę.

Dziennikarz to zawód szczególny. Kłamanie powinno eliminować z profesji. Tymczasem okazuje się, że złe ręce urobią szybko nawet najuczciwszego. Odpowiedź, że inni też łżą nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Gdy krytykowano na zachodzie morderczy reżim radziecki odpowiadano – a u was Murzynów biją.

Mianowanie ludzi na decydentów ma w mediach złą sławę. Albo to miernoty zawodowe, albo cyniczni gracze, którzy wygodne teorie dopasowują sobie do hańbiącego postępowania. Młodzi nie są głupi. Są nawet lepiej wykształceni  niż ich szefowie (to często  niemoty językowe). Ale na „władzę nie poradzę” – jak mówi paser w filmie Machulskiego.

Władza złą propagandą od ludzi się odgradza. Ludzie uczciwi, a nie bezwolni aparatczycy powinni być dla tej władzy na wagę złota. Doraźne zyski ze służalczości i posługiwania się kłamstwem w mediach  nie będą wieczne. Wykipi. Zostanie dekalog. Ale po co były nauki o rzetelności i uczciwości na studiach.

17 X 2017

                                   Stefan Truszczyński

(źródło: sdp.pl)