Z pozdrowieniami od Szymborskiej i Müller

plakat

Z pozdrowieniami od Wisławy Szymborskiej i Herty Müller – wystawa w Gdańskiej Galerii Miejskiej. Galeria zaprasza na wystawę „Z pozdrowieniami od Wisławy Szymborskiej i Herty Müller”, której wernisaż odbędzie się 11 lipca o godzinie 18:00 w Gdańskiej Galerii Güntera Grassa (ul. Szeroka 34/35-37 i Grobla I 1/2). 

Gościem wernisażu będzie Michał Rusinek – prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej a wieczór uświetni koncert poezji śpiewanej w wykonaniu Krystyny Stańko.
W ramach wystawy odbędą liczne wydarzenia towarzyszące: warsztaty edukacyjne, sympozjum naukowe, wieczór poetycki wraz z koncertem Natalii Grzebały oraz projekcje filmowe.
Herta Müller 2004

Herta Müller

Krótko potem jak przyjechałam z Rumunii, wiele podróżowałam. Chciałam napisać do przyjaciół i w miejscach, w których właśnie byłam, szukałam pocztówek. Jednak na czarno-białych kartkach widniały głupkowate sentencje, które rzekomo miały być zabawne. A pocztówki miały tak okropnie niedopasowane kolory. Nawet niebo było na wszystkich jaskrawo niebieskie, drzewa jaskrawo zielone, dachy jaskrawo czerwone. Któregoś dnia kupiłam białe fiszki, klej i zaczęłam w pociągu wycinać nożyczkami do paznokci czarno-białe obrazki i słowa z gazety. Przyklejałam następnie na kartce obrazek i kilka słów: UPARTE SŁOWO WIĘC, albo JEŚLI MIEJSCE NAPRAWDĘ ISTNIEJE, TO OCIERA SIĘ ONO O PRAGNIENIE, albo KIESZONKOWCEM JESTEM JA.

Byłam zdumiona, ponieważ pojedyncze słowa opowiadały całą historię, ponieważ kilka słów skrywało coś tajemniczego, ponieważ tak niewiele, sugeruje tak wiele – zauważyłam, że właśnie rozwija się cała historia, której nie ma na kartce. Teksty stawały się coraz dłuższe. Powstawały historie o różnych barwach i pisane różnymi stylami. Teksty wybrzmiewały, ponieważ odmienne barwy słów dźwięczały, a różna wielkość czcionki nadawała im odmienne tony. Na każdej kartce teksty rosły z obrazami jak na scenie, każda kartka inscenizowała swój własny mały teatr.

Być może dlatego zaczęłam również w domu wycinać słowa. Rozłożyłam je na stolnicy, po to aby można było je wynieść z kuchni, zawsze kiedy chcieliśmy jeść. Jednak słowa rozrastały się. Wkrótce musiałam użyć dla nich dużego, kwadratowego stołu, który należało obejść, aby zobaczyć je wszystkie.

Przez dwa lata miałam ten „stół na słowa“. Wyrazów przybywało, leżały bardzo blisko siebie. Z czasem były tak zakurzone, że nie mogłam ich już używać – kurz roztarł się wraz z klejem. Musiałam wyrzucić do kosza tysiące słów, z którymi nie chciałam się rozstać. Poza tym były to też niezliczone godziny pracy spędzone na wycinaniu wyrazów. Dlatego też od tego momentu słowa wylądowały w zamykanych na klucz „szafeczkach na słowa“ z szufladami. A w szafeczkach musiały zostać posegregowane alfabetycznie, żebym wiedziała, gdzie znaleźć słowo, którego potrzebowałam. Następnie z konieczności z wycinania i zbierania słów powstał regularny warsztat, ponieważ wkrótce doszła też szuflada na nazwy własne, rodzajniki i przyimki.

Im dłużej pracowałam ze słowami, tym dłuższe stawały się wyklejane teksty. Z czasem pisanie ze znalezionymi wyrazami stało się dla mnie oczywiste. Ponieważ słowa pochodzą z zupełnie różnych czasopism, ich odmienność czyni teksty bardziej zmysłowymi. To najbardziej intensywny kontakt z językiem, bo do każdego słowa trzeba podejść osobno. W ogóle ta praca jest zmysłowa i bardzo przypomina prawdziwe życie: przypadek, przez który spotykają się słowa, na kartce zmieści się tyle, na ile jej wielkość pozwala, nie można już zmienić tego, co raz zostało przyklejone. Niektóre wyrazy mam już od lat i widać po papierze, że się zestarzały. A kiedy jestem w podróży, wiem, że wszystkie moje słowa czekają na mnie w domu. Czasami myślę, że czekają w swoich szufladach, jak ja na dworcach, aż będą mogły pojawić się wreszcie w tekście. Innym razem uważam, że są szczęśliwe, gdy uda się tego uniknąć i mogą pozostać wraz z innymi w szufladzie. Ponieważ właściwie je wyratowałam. Ta cała wyklejanka ma być może związek z moim wczesnym okresem w Rumunii. Niezliczone kolorowe czasopisma, na tak dobrym papierze, z tyloma tekstami, które czytane są tylko powierzchownie i już wyrzucane – tego nie znałam z Rumunii. Tam były tylko szare, śmierdzące olejem smarowym gazety państwowe, nic więcej. Od samego przewracania kartek miało się czarne palce.

* * *

Liryka to najdokładniejsze narzędzie, żeby samego siebie opukać i zmierzyć – mawiał Günter Grass. To właśnie ona zainspirowała dwie wspaniałe noblistki – Wisławę Szymborską i Hertę Müller do stworzenia wyjątkowych kolaży, które zaprezentujemy na wystawie w Gdańskiej Galerii Güntera Grassa.

Wystawa wyklejanek Wisławy Szymborskiej została pokazana po raz pierwszy w lutym 2013 roku w krakowskiej PRACOWNI, w Pałacu pod Baranami, przy okazji obchodów pierwszej rocznicy śmierci Poetki. W roku 2013 była pokazywana w Rzymie, Madrycie, Norymberdze, Kórniku, Makau. W 2014 będzie pokazywana w Krakowie, Sofii, Budapeszcie, na Sardynii oraz w Gdańsku. Z kolei kolaże Herty Müller dotychczas znane jedynie z publikacji książkowej, zostaną zaprezentowane w Polsce po raz pierwszy.

PROGRAM TOWARZYSZĄCY WYSTAWIE:

  • koncert Krystyny Stańko z zespołem, inspirowany przede wszystkim albumem „Kropla słowa”, wydanym w 2012 roku i będącym – jak to określiła sama autorka – hołdem złożonym poetom. Na płycie znalazły się utwory skomponowane do poezji m.in. Wisławy Szymborskiej;
  • koncert Natalii Grzebały zawierający materiał z płyty „Piórko”, na której znalazły się utwory inspirowane wierszami gdańskiej poetki młodego pokolenia Barbary Piórkowskiej;
  • wieczór poetycki – performatywny odczyt poezji własnej oraz wierszy Wisławy Szymborskiej
    i Herty Müller
    w wykonaniu aktorek oraz poetek związanych z Trójmiastem. Wystąpią: Barbara Piórkowska, Ewa Miłek, Magdalena Gałkowska, Ewelina Jasicka, Iwona Prusko, Monika Milewska;
  • projekcje filmowe: „Chwilami życie bywa znośne” – film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej oraz film dokumentalny o Hercie Müller „Niemcy Twoi twórcy” autorstwa Angeliki Kellhammer;
  • sympozjum o noblistach literackich / dialog mistrzów: Wisława Szymborska, Herta Müller, Günter Grass – uhonorowanie twórców, poprzez szersze omówienie nie tylko ich sztuki, ale także różnorodnych kontekstów, w jakich powstawała i z którymi jest nierozerwalnie powiązana.
    W sympozjum wezmą udział: Urszula Usakowska-Wolff, Leszek Szaruga, prof. Leszek Żyliński, prof. Stanisław Rosiek;
  • cykl warsztatów edukacyjnych: plastycznych i literackich, przeznaczonych dla dzieci oraz dla osób dorosłych. Warsztaty poprowadzą: Aleksandra M. Perzyńska, Barbara Piórkowska, duet Prulla.
  • * * *
  • Wyklejanki Wisławy Szymborskiej

    Niewiele było trzeba: prostokąta matowego kartonika – mógł być błękitnawy albo kremowy, porządnego kleju do papieru, nożyczek, materiałów do wycinania, no i Wisławy Szymborskiej. Z wymienionych powyżej, w PRL-u – a wtedy Szymborska swoja twórczość wyklejankową rozpoczęła – elementem pewnym była tylko Szymborska.

    Kartoników nie było i, kto mógł, przywoził jej te kartoniki z zagranicy. Klej na ogół nie kleił, więc – domyślam się – musiała kleić jakimś sposobem, a i to – bywało – że wyklejanka się częściowo potem odklejała. Tępotę nożyczek też umiała przezwyciężać: nie widać na tych wyklejankach śladów mocowania się z narzędziem, ani z własnym ciałem. Materiały do wycinania znajdowała sama: z tytułów gazet, magazynów, reprodukcji zdjęć, starych pocztówek. Ale ona te materiały unieważniała. Nadal nosiły cechy własne, pierwotne, dawały się rozpoznać, ale – wycięte z kontekstu – zaczynały pod jej ręką budować nowe światy: nieco surrealistyczne, kipiące humorem i ciepłem, i poczuciem wolności. Także dlatego, że zostały przekornie uwolnione od swego miejsca pochodzenia, wpisane w świat Szymborskiej, i już nie były przywiązane mocno i beznadziejnie do gazety, magazynu, zdjęcia, pocztówki, już były wyjęte z dotychczasowej konieczności.

    Wysyłała je do przyjaciół, ludzi bliskich, a miała ich na tyle sporo, że zrobienie wycinanek musiało zajmować wiele godzin. Wiedziała, że przyjaciele czekają, szczególnie pod koniec grudnia, na takie właśnie życzenia noworoczne, i prawie nigdy ich nie zawodziła. Pamiętała także o szczególnych okazjach każdego z przyjaciół, które wyklejankami komentowała. Podpisywała je inicjałami, imieniem i nazwiskiem, albo samym imieniem. Z charakterystycznym “W”, które raczej przypominało “V”. Równymi drobnymi ale czytelnymi literkami.

    Wyklejanki są dziełem sztuki, to jasne. Są także sygnaturą Wisławy Szymborskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na ich sens, chyba najważniejszy: są śladem przyjaźni i wezwaniem do przyjaźni.

    Wisława Szymborska (1923-2012) – jedna z najwybitniejszych i najbardziej znanych poetek polskich (jej wiersze tłumaczone były na ponad 40 języków), laureatka licznych nagród i wyróżnień, m.in. literackiej nagrody Nobla (1996) i Orderu Orła Białego (2011). A przy okazji tłumaczka, autorka zabawnych felietonów o książkach, kolekcjonerka starych pocztówek, miłośniczka zabaw literackich, twórczyni kolaży i organizatorka słynnych loteryjek, na których można było wygrać niebywałe kurioza.

    Od 1931 r. mieszkała w Krakowie, w latach 1945–1948 studiowała filologię polską i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutowała w marcu 1945 wierszem Szukam słowa, ogłoszonym w dodatku do „Dziennika Polskiego”. W latach 1953-1981 pracowała w krakowskim tygodniku „Życie Literackie”, gdzie prowadziła dział poezji i stałą rubrykę Lektury nadobowiązkowe. Wybór tych felietonów opublikowany został kilkakrotnie w formie książkowej.

    Szymborska wydała 13 tomików wierszy: Dlatego żyjemy (1952), Pytania zadawanie sobie (1954), Wołanie do Yeti (1957), Sól (1962), Sto pociech (1967), Wszelki wypadek (1972), Wielka liczba (1976), Ludzie na moście (1986), Koniec i początek 1993, 1996), Chwila (2002), Dwukropek (2005), Tutaj (2009) oraz – wydany pośmiertnie, niedokończony tom Wystarczy (2012). Publikowała także przekłady poezji, głównie z francuskiego i niemieckiego.

    Wyklejanki są dziełem sztuki, to jasne. Są także sygnaturą Wisławy Szymborskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na ich sens, chyba najważniejszy: są śladem przyjaźni i wezwaniem do przyjaźni.

    Prof. Leonard Neuger

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *