Wprost – publiczne pieniądze do prywatnej kasy. „Rozjazdowy” poseł Neumann

POMORZE. Poseł ze Starogardu Gd. Sławomir Neumann jest na liście rekordzistów, którzy pobierali publiczne pieniądze na jazdę prywatnym autem. „Wprost” ujawnia, że dużą kasę na służbowe przejazdy własnym autem zgarnął marszałek Sejmu Radosław Sikorski, minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i jego zastępca – poseł PO, Sławomir Neumann, którzy mają do dyspozycji samochody służbowe. Poseł Neumann wyjaśniał w TVN, że kilometrówkę można rozliczać także, gdy samochodem posła  jeździły osoby z jego biura poselskiego… A to – jak się okazuje – jest naruszeniem prawa.

Jak wynika z opublikowanych danych minister, poseł Arłukowicz na podróże własnym autem pobrał w 2012 r. 27 tys. zł. Natomiast rządowy „rekordzista” – Sławomir  Neumann (poseł PO) – według informacji „Wprost” w latach 2009-2013 co roku deklarował przejazdy za niebagatelną – ale co ciekawe tę samą co roku – kwotę 35 103 zł 60 gr. Z aptekarską dokładnością co roku przemierzał taką samą liczbę kilometrów (a być może, co wykażą oświadczenia – taką samą trasę, z dokładnością do jednego metra!!!).

– Każdy poseł na prowadzenie biura poselskiego dostaje taką samą kwotę. I te pieniądze może rozliczyć na różne sposoby – powiedział poseł Sławomir Neumann (wypowiedź w Dziennik Bałtyckim). – Jednym z elementów rozliczenia jest rekompensata za używanie prywatnego auta do celów służbowych. Oczywiście można jeździć taksówkami i wtedy rozlicza się taksówki. Można jeść służbowe obiady w restauracjach i wtedy rozlicza się te obiady. Ja nie rozliczam jazd taksówkami, ani służbowych spotkań w restauracjach…

Neumann tłumaczył w TVN („Fakty po faktach”), że kilometrówkę można rozliczać również wtedy, gdy samochodem posła w ramach wykonywania obowiązków jeździły osoby z jego biura poselskiego. Jako przykład podał Radosława Sikorskiego, który jego zdaniem „być może” rozliczał tak swoje wydatki. Jednakże według Kancelarii Sejmu z tej puli (kilometrówki poselskiej) nie można rozliczać podróży swoich pracowników.

„Wydatki związane z przejazdami Posła w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego dotyczą wyłącznie przejazdów posła i nie można w ramach tego rodzaju wydatków rozliczać podróży pracowników bądź asystentów”. (Oświadczenie, „Newsweek”)

Marszałek Sejmu Radosław Sikorski pobrał dziesiątki tysięcy złotych zwrotu kosztów za używanie prywatnego auta do celów służbowych – donosi „Wprost”. Za każdy przejechany kilometr własnym samochodem poseł dostaje z kasy Sejmu 83 gr. W dokumentacji wystarczy zaznaczyć, że poseł jechał własnym autem w  celach służbowych. Tej dokumentacji  z podpisem posła, ze rzeczywiście taką podróż odbył, jak wynika z praktyki administracji Sejmu – nikt już nie sprawdza. Dokumenty idą do księgowości i do dyspozycji przelewu kwoty na konto posła.

Nikt nie weryfikuje tych dokumentów, nikt nie sprawdza, czy poseł odbył podróż i czym jechał. Szczególnie podejrzane mogą być posłowie, którzy piastując stanowiska rządowe (ministrowie) korzystają z samochodów służbowych (zwykle z kierowcą lub nawet z BOR) i deklarują przejazdy swoim autem.

– Jeżeli prawdą jest, że marszałek Sikorski, który na co dzień miał przez 24 godziny na dobę ochronę BOR, będąc szefem dyplomacji, pobrał 78 tys. zł kilometrówki na prywatny samochód z puli poselskiej, co oznacza, że przejechał 100 tys. km, to mamy do czynienie z niebywałą aferą, jakiej jeszcze w Polsce nie było – powiedział  Jacek Kurski (TVP Info) – (…) Będąc szefem MSZ, korzystał z ochrony BOR. Do tego stopnia, że nawet po pizzę jeździli borowcy. Oznacza to, że pan marszałek Sikorski bez przerwy korzystał z limuzyny BOR. I – jako żywo – nie miał kiedy przejechać samochodem prywatnym około stu tysięcy km w latach 2009-2013. I nie miał – jako żywo – w jaki sposób pobrać 78 tys. zł należnej z tego tytułu kilometrówki.

 

Może zainteresuje Cię: