Viktor Heese: Robi się niespokojnie na starym kontynencie

MEDIA. Czego pragnie AfD (Alternatywa dla Niemiec)? Istotne zagadnienia ekonomiczne przedstawia dr Viktor Heese, analityk ekonomiczny, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego.

Robi się niespokojnie na starym kontynencie – AfD nie jest odosobniona

Niemcy i Europa potrzebują dogłębnych zmian politycznych i ekonomicznych. Ten, kto poszukuje porównań historycznych, powinien spojrzeć na rok 1989. Wówczas po upadku komunizmu w Europie do głosu doszedł globalny kapitalizm i zaczęła się umacniać UE. Po 30 latach oba te twory pilnie potrzebują reform. Krótkie spojrzenie na sytuacje w Niemczech wyjaśnia, dlaczego to jest konieczne. Republika Federalna nie jest w oczach rosnącej liczby jej obywateli ani „bogatym krajem” ani „wzorowym państwem prawa”, jak to obwieszcza dumnie Angela Merkel i jak mogą sądzić mniej obeznani obcokrajowcy. Szczególnie u jednostek dobrze poinformowanych, zamożnych, wykształconych i pragnących ze swego państwa wyemigrować, teza ta budzi poważne wątpliwości. Mało tego, tylko w 2015 roku ponad 900 tys. dobrze sytuowanych Niemców opuściło swoją ojczyznę. Jeśli obecnie kraj ten odnotowuje dodatnie saldo migracji, to tylko w wyniku napływu do tutejszych „systemów socjalnych” biednych emigrantów. Samowystarczalni do Niemiec nie imigrują.

Berlin i dominująca nad nim Bruksela są ostatnimi dużymi bastionami w Europie, które z desperacją bronią się przed atakami dzisiejszych „populistów”. Podobnie jak w 1989 roku, kiedy bez upadku byłej NRD nie rozsypałby się komunizm. Tak dzisiaj istnienie EU w obecnym kształcie, zależy od sytuacji politycznej w Berlinie. Tutaj dochodzi do głosu nowa siła polityczna w Niemczech, AfD (Alternative für Deutschland), domagająca się radykalnego zahamowania trendów rozkładowych państwa, przez co panujący establishment próbuje ją dyskwalifikować, jako ruch marginesowy, populistyczny i antyeuropejski. Skąd my to znamy? „Bunt” AfD nie jest zjawiskiem odosobnionym w Europie, gdzie kipi i wrze.

Gospodarka europejskiego prymusa zaczyna się kruszyć

Sytuacja ekonomiczna Republiki Federalnej jest dzisiaj jeszcze dobra, jednakże tylko w porównaniu z „biedniejszą” resztą Europy. Niezależnie od tego tworzą się widoczne rysy na wzorowym niegdyś kraju. Takie problemy ekonomiczne, jak wzrastająca redukcja stałych miejsc pracy, nowe obszary biedy, rosnąca liczba osób żyjących z zasiłków socjalnych, kurczący się stan średni, wzrost obciążeń socjalnych, niedobór mieszkań i niebotyczne czynsze, nierówność społeczna czy wreszcie niepewność ekonomiczna przyszłych emerytów nie stanowią dzisiaj bynajmniej tematu tabu. Przeciwnie, wyznaczają one kierunek nowych dyskusji społecznych i telewizyjnych talkshows. Gdy tak dalej pójdzie Niemcy przekształcą się z państwa socjalnego w państwo ludzi żyjących na garnuszku rządowym, co przed laty przepowiedział Thilo Sarrazin w swoim bestselerze „Niemcy likwidują się same”. Wszystko to wzbudza niepokój ludzi żyjących jeszcze aktywnie ekonomicznie jak wykazują sondaże społeczne. Przecież nie wszyscy chcą i mogą żyć z zasiłków socjalnych! Tym bardziej, że postawa taka zaprzecza gruntownie niemieckiemu typowi homo oeconomicus?

Również w gospodarce światowej Niemcy uchodzą dziś pod względem innowacji i gospodarki digitalnej raczej, jako partner drugorzędny. Świadczy o tym miedzy innymi malejąca liczba międzynarodowych patentów. Jedynie eksport kraju jest jeszcze w pełni konkurencyjny na rynku światowym dzięki dwuwiekowej tradycji w wyspecjalizowanym przemyśle maszynowym. Sam silny eksport nie jest jednak w stanie wyrównać rosnącej słabości gospodarki  wewnętrznej. Zwłaszcza, że wypracowane przezeń nadwyżki nie trafiają z powodu niskich podatków w wystarczającej mierze do budżetu. Nie przyczynia się on tym samym do finansowania rozładowania napięć społecznych. To czy w końcu niemieckie problemy wynikają z warunków wewnętrznych, czy mają swoje przyczyny w globalizacji i sytuacji Unii Europejskiej jest dla rozwścieczonych obywateli bez znaczenia.

AfD jako alternatywa do mitu braku rozwiązań alternatywnych

Niemiecki establishment polityczny nie neguje wcale wymienionych negatywnych tendencji – oficjalnie zwanych „wyzwaniami”, ale interpretuje je jako „nie mające alternatyw”. Uważa się, że problem tkwi w czynnikach zewnętrznych, takich jak przymus globalizacji, wydarzenia światowe, traktaty międzynarodowe, konieczność obrony zachodnich wartości (dlatego sankcje wobec Rosji!) i wreszcie nie dająca się powstrzymać fala uchodźców. Winę, zatem ponoszą inni, podczas gdy miejscowi politycy postępują profesjonalnie i optymalnie w wyznaczonych ramach. Nie wszystkie bolączki nie dają się przecież optymalnie rozwiązać. Rozwiązanie problemów jest możliwe tylko przy użyciu wspólnych sil unijnych i poparciu całego społeczeństwa wykorzystującego stare niemieckie cnoty (pracowitość,  sumienność, punktualność itd.) – tymi apelami i frazesami udaje się Angeli Merkel rządzić. Każdy widzi że zagrożona jest władza establishmentu i jak ta jednocześnie bezsilność elit sprzedawana jest jako zagrożenie „idei europejskiej”. W celu uspokojenia wyborców stosuje się sprawdzone metody: gra na zwlokę, „wysiadywanie” problemów (na wzór byłego mistrza w tej dyscyplinie Helmuta Kohla), koncentracja na tematach nieważnych i wreszcie zwalczanie konkurencyjnej AfD wszelkimi nieczystymi metodami, łącznie z oszczerstwami rożnego typu (faszyści, rasiści, anty islamiści). Podobny styl rządzenia stosuje establishment w innych krajach europejskich.

Czy opisane zjawiska to tylko powtórka starej walki politycznej czy już początek nowego trendu ogólnoeuropejskiego? Osobiście wydaje mi się, że to drugie jest bardziej realne. Należy odróżnić powtarzające się przejściowe zakłócenia od długotrwałych tendencji zmian. Jak wyraził się swego czasu Mahatma Gandhi „Najpierw ciebie ignorują, następnie się z ciebie sieja, następnie ciebie zwalczają. A na końcu to ty wygrywasz.” Czy tak będzie z AfD? Obserwatorzy widza ja dzisiaj już na trzecim etapie skali Gandhiego.

Kilka aspektów w programie ekonomiczno-społecznym AfD

Pięć czynników przemawia za tym, ze ruch odnowy Niemiec zainicjowany przez AfD nie jest przejściową modą polityczną, ale nowym trendem społeczno-ekonomicznym.

  1. Skrót AfD (Alternatywa dla Niemiec) pokazuje naocznie, w którą stronę wiatr wieje. Partia stawia nie tylko na protest, ale przede wszystkim na politykę realną, zgodnie z powiedzeniem Kurta Schumachera, polityka SPD i prekursora idei zjednoczonej Europy z czasów de Gaulla: „Polityka zaczyna się od obserwacji rzeczywistości”. Nawet, jeśli partie systemowe będą próbować skopiować tezy AfD, to muszą się z tym liczyć, że wielu preferuje oryginał niż kopie. Coraz mniej wyborców dużych partii ludowych (CDU, SPD) nie wierzy, ze chcą one zasadniczych zmian, jeśli im tak dobrze z istniejącym status quo. Podobnie było swego czasu w byłej NRD, gdzie mówiono socjalizm nie jest reformowalny. Ludzie mieli racje.
  2. Członkowie partii, sympatycy i wyborcy rekrutują się głównie ze sfer ekonomicznie aktywnych, płacących podatki i ze stanu średniego. Właśnie te sfery odczuwają boleśnie rosnące obciążenia fiskalne i denerwują się dzień w dzień na nadużycia i przerost w sferze socjalnej. Również emeryci o dużym potencjale intelektualnym popierają ponad proporcjonalnie nowy ruch. Sama partia liczy na razie około 22 tys. członków, co stanowi prawie 20 razy mniej niż w partiach ludowych. W porównaniu z liczbą uzyskanych głosów (miedzy 12% a 24%) w ostatnich wyborach do Landtagów świadczy to o jej wielkim potencjale. Establishment dostrzegł to niebezpieczeństwo.
  3. Coraz więcej Niemców jest tego samego zdania, co AfD, że rządzi nimi „kartel polityczny” i że nie ma de facto opozycji. Nawet, gdy wykluczony będzie udział nieakceptowanej Lewicy (Linke) i AfD, zawsze znajdzie się jakaś oportunistycznie sklecona większość parlamentarna chętna do rządzenia. Zanikają różnice miedzy programami poszczególnych partii. Im większa liczba „stołków” do podziału, tym większy oportunizm i poprawność polityczna. Jeśli przy wyborach – dzięki sukcesowi AfD – partiom ludowym nie starczy mandatów na utworzenie „dużej koalicji”, może dojść do zagrożenia stabilności systemu. Fakt ten przysparza elitom rządzącym troski i niespokojne noce.
  4. Wielu Niemców zauważalnie tęskni za starą zasadą Leistungsprinzip, co w języku polskim odpowiada mniej więcej przysłowiom: „Jaka praca taka płaca” albo „Bez pracy nie ma kołaczy„. Jeśli dziś, co siódmy mieszkaniec w wieku produkcyjnym może bezstresowo spędzić życie na „socjalu” to jest bez stałego zatrudniania i dochodów, to sytuacja taka niszczy wysiłek ekonomiczny i rating kraju. Wbrew oczekiwaniom (niepopularne?) zadanie ograniczenia socjalnej dobroczynności państwa przynosi AfD więcej głosów, niż kłamliwa propaganda o jej „nieczułości socjalnej” ich odbiera.
  5. W programie partii znajduje krytyczny oddźwięk zagrożenia ze strony politycznego islamizmu, niezależnie od sloganów z Berlina, masowego ślepego poparcia ze strony kościoła, mediów i wielu organizacji systemowych. Oprócz zagrożeń kulturowych i bezpieczeństwa, dyktat imigracyjny niszczy finanse gmin, zmuszonych do przyjęcia nieproszonych gości, ponieważ rząd federalny nie zwraca w pełni kosztów. Zjawiska te mają wymiar realny a nie tylko teoretyczny. Dla obywateli nie są one, więc takie abstrakcyjne jak sankcje gospodarcze wobec Rosji czy ratowanie Grecji przed bankructwem. Stanowią nową twardą rzeczywistość, zwłaszcza gdy odpada tynk ze szkolnych ścian i tworzą się kolejki w inwestycjach komunalnych. Establishment nie zna odpowiedzi, gdy chodzi o kryzys z azylantami. AfD, jako partia opozycyjna „nie wychyla” się tutaj niepotrzebnie. Ten, kto rządzi musi mieć recepty, a nierządzący ma prawo wytykania palcem niepowodzeń i faktów łamania prawa – to przynosi nowej partii więcej punktów.

Można by przytoczyć jeszcze szósty, zapożyczony z giełdy, czynnik przemawiający za dalszymi sukcesami AfD „Trend jest twoim przyjacielem” (ang. „The trend is your friend„) – brzmi giełdowy slogan. Raz osiągnięty sukces pomnaża się tu samoistnie. Ten, kto w tegorocznych wyborach do Landtagów w Nadrenii Palatynacie, Badenii-Wirtembergii i w Saksonii-Anhalt prawie bez rozbiegu uzyskał od razu miedzy 12% a 24% głosów, ma prawo liczyć na więcej. Następnym egzaminem są wybory do Bundestagu.

Viktor Heese

Dr Viktor Heese jest ekonomistą,  urodził się w 1951 r. w Starym Targu (obecnie woj. pomorskie). Studiował w Uniwersytecie Gdańskim. Doktorat z ekonomii obronił w Niemczech, gdzie pracował w instytucjach finansowych, m.in w bankach (Deutsche Bank Köln, WGZ-Bank Düsseldorf, Deutsche Apotheker- und Ärztebank), obecnie mieszka w Köln (RFN). Jest  analitykiem papierów wartościowych i autorem publikacji o tematyce ekonomicznej, giełdowej a także społecznej. Autor kilku książek (o tematyce ekonomicznej a także społecznej). Przez wiele lat był komentatorem m.in. w Dzienniku Pomorza.

http://www.bankundversicherungsbilanzen.de

heese1@t-online.de

Co się mówi o AfD w polskich mediach?
W ciągu zaledwie trzech lat Alternatywa dla Niemiec (AfD) stała się trzecią polityczną siłą w kraju. Ambicje tego ugrupowania są jeszcze większe. Chcą je potwierdzić w wyborach, które się odbędą za półtora roku. Delegaci zgromadzeni na niedawnej konferencji partyjnej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w Stuttgarcie wezwali do wprowadzenia ograniczeń i zakazów, gdy chodzi o „islamskie symbole panowania”. Ta skrajnie prawicowa znajdująca się obecnie na trzecim miejscu w sondażach krajowych partia zaostrzyła swoje antymigracyjne stanowisko oświadczając, że islam nie należy do Niemiec. Partia już szykuje się do wyborów powszechnych w Niemczech, które odbędą się za półtora roku.
Pojawiły się nawet informacje, iż w obliczu rosnącej coraz bardziej popularności tego ugrupowania niemiecka kanclerz, naciskana przez partyjnych kolegów, jak twierdziła miejscowa prasa, zmieni obecny kurs i zacznie nęcić bardzo konserwatywny elektorat. Sama Angela Merkel jednak temu stanowczo zaprzeczyła wyjaśniając, że jej rodzima partia jest na tyle silna i atrakcyjna, że ma czym przyciągać do siebie wyborców. AfD to prawdziwy fenomen na niemieckiej scenie politycznej, powstała dopiero trzy lata temu na fali sprzeciwu wobec euro w jego obecnej formie. Teraz na sztutgarckiej konferencji potwierdziła swoje antyislamskie stanowisko. Spotkanie delegatów miało służyć wypracowaniu nowego programu politycznego. Jednocześnie ugrupowanie wezwało do wprowadzenia zakazu budowy nowych meczetów, noszenia burki przez kobiety i korzystania z muzułmańskiego wezwania do modlitwy. Ponadto AfD domaga zakazu finansowania z zagranicy budowy meczetów na terenie Niemiec. Posunięcie to stanowi bezpośrednią reakcję na działania niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która w ubiegłym roku, w obliczu rosnących nastrojów i postaw anty-imigracyjnych, stwierdziła że islam należy do Niemiec. Jednak stanowisko takie sformułowała jeszcze przed napływem ponad miliona migrantów ubiegających się o azyl – wielu z nich przybyło z krajów islamskich.  (źródło: polskatimes.pl)

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *