Piechotą przez Półwysep Helski

 

Dempc Daniel sm Palisada

POMORZE. W pociągu tłum i gorąco. Jakaś młoda turystka z Francji nie mogła złapać tchu i koleżanki ją ratowały. W Pucku pociąg stanął na dobre. Jedna z pasażerek, młoda kobieta ze łzami w oczach skarżyła się mamie przez telefon: „Stoimy na jakimś odludziu (pucki dworzec), nie możemy ruszyć, bo jest za dużo ludzi. Nie zdążę na pociąg w Gdyni”.

4.07.2015 r. Istnieje wiele sposobów podróżowania do i po Półwyspie Helskim. Można pojechać koleją, samochodem czy rowerem, popłynąć tramwajem wodnym albo wodolotem. Można także przejść półwysep wzdłuż na piechotę od strony otwartego morza. Mieliśmy oboje wolny weekend i szukaliśmy pomysłu na wycieczkę. Spośród kilku opcji wybraliśmy właśnie ten ostatni sposób. Dystans do pokonania to ok. 35 km, więc wycieczkę rozłożyliśmy na 2 dni.

Po remoncie linii kolejowej Reda – Puck pociągi jeżdżą tam szybciej, a od jakiegoś czasu są nowe szynobusy. Jechaliśmy pociągiem, start o 7.30, a przed 9 byliśmy w Helu. Było ciepło, bezchmurnie i bezwietrznie. Jak na tegoroczny lipiec wyjątkowo ładnie. Sporo ludzi wysiadło we Władysławowie, a ogólnie w pociągu nie było tłumów.

W Helu poszliśmy na sam koniec cypla wejściem nr 67 (ostatnim). Wysmarowaliśmy się olejkami z filtrem i ok. godz. 10 w drogę. W Helu na plaży mało ludzi, pewnie z powodu wczesnej pory dnia. Było gorąco i bezwietrznie, ale potem zerwał się lekki wietrzyk. Marne to było jednak chłodzenie. W okolicach wejść na plażę było więcej ludzi. Poza tym małe grupy. Plaża szeroka, piasek drobny i jasny na tyle, że przydały się okulary słoneczne.

Latarni morskiej w Helu z plaży nie było widać. W niektórych miejscach widać niszczącą siłę morza. Pierwszy postój ok. godz. 11 obok starej latarni morskiej na Górze Szwedów. Konstrukcja skorodowana, w niższych partiach dospawane blachy uniemożliwiające wejście. Sama góra to dobry punkt widokowy.

Za Helem ludzi coraz mniej. Miejscami nikogo aż po horyzont, a była upalna letnia sobota. Szliśmy wzdłuż rezerwatu „Helskie Wydmy”. Miejsce podobne do wydm w Łebie tylko w mniejszej skali. Na jego początku była wieża widokowa, wyremontowana na tyle, że można było wejść i stanąć w jednym z narożników. Po drodze różne pozostałości po wojsku jak i obecne budowle. W jednym miejscu wrak łodzi, odwrócony go góry dnem, znajdujący się przy samym brzegu.

Przybyło trochę chmurek, ale nie dawały żadnego cienia. Wraz ze zbliżaniem się do Juraty na plaży przybywało ludzi. Przy głównych wejściach tłumy. W lekko ocienionym przez drzewa miejscu zjedliśmy resztę kanapek. Wejścia na plażę zmieniły nazwę na Jastarnia, a w oddali widać było sporą wieżę wojskową. Kończyliśmy dzisiejszy etap. Zeszliśmy jednym z wejść (idiotyczne) zobaczyć, czy to już centrum Jastarni. Był jeszcze las przed miastem. Poszliśmy dalej plażą i następnym wejściem trafiliśmy do centrum miasta. Tłumy turystów. Znaleźliśmy wcześniej zarezerwowaną kwaterę.

Było około godz. 16. W pobliskim barze zjedliśmy „czebureki” – ukraińską potrawę (różne farsze w cieście pierogowym). Panie w tym barze miały wyraźny wschodni akcent. Przebraliśmy się i poszliśmy do kościoła. Piękna świątynia z morskimi akcentami: żyrandole z kotwic, ambona w kształcie łodzi, ryby – młoty podtrzymujące ołtarz. Sporo wiernych jak na sobotę. Potem jeszcze spacer na molo, zakupy na kolację i na jutro rano.

Wieczorem, po godz. 21 wyjście na plażę, żeby obserwować zachód słońca i ewentualnie wschód księżyca. Słońce zaszło, księżyc nie pokazał się. Na plaży mimo późnej pory sporo ludzi nawet z małymi dziećmi. Dość ciepło. Przez cały dzień nie było zbyt wielu kąpiących się. Lato na początku było chłodne i nie zdążyło nagrzać morza. Przy powrocie z plaży, obok przejścia przez tory, było słychać jakieś dziwne dźwięki – coś jakby ryk lwa albo odgłosy filmów z Godzillą. A to w Multikinie pod namiotem wyświetlano „Terminatora”.

5.07.2015 r. Pobudka przed godz. 7. Na śniadanie owoce. Pogoda dalej słoneczna. Ok. godz. 7.30 wychodziliśmy z kwatery. Ludzi niewiele, wszystko pozamykane. Na plaży pierwsi turyści rezerwowali najlepsze miejsca. Idziemy w stronę Kuźnicy. Ciepło a momentami gorąco.

Generalnie po plaży idzie się ciężko. Na samym brzegu piasek jest zbity, ale skośny i dłuższe chodzenie jest niewygodne. Z kolei na pozostałym terenie plaży grzęźnie się w piachu, ale jest równo. Zaraz za Jastarnią bunkier na plaży.

Przed Kuźnicą drugie śniadanie. Co jakiś czas nagle pojawiały się wyraźne fale na spokojnym morzu. Zastanawialiśmy się skąd te fale? Pytałem potem znajomego rybaka z Babich Dołów. Wyjaśnił, że to daleko przepływające statki, tak daleko, że ich nie widać. Dodał, że jak do Gdyni wchodzi prom Stena Line, to po 20 minutach pojawiają się fale w Babich Dołach.

W oddali widać jakieś ciemne miejsca na wodzie. Okazało się później, że to rzędy pali wbitych w plażę i dno. Tych rzędów było kilkaset. Za Jastarnią ludzi niewiele, ale zawsze było kogoś widać. W oddali widać Rozewie i chyba tłum w Kuźnicy. Doszliśmy tam po godz.10.

Na całym półwyspie jest 67 wejść na plażę. Od Helu do Jastarni kilkanaście a reszta w kierunku do Władysławowa. W Kuźnicy poszliśmy na kawę i czekoladę. Za tą miejscowością zaczęły się palisady i plaże nudystów. Nie było ich (nudystów) zbyt wiele. Na palach, daleko od brzegu, siedziały mewy, kormorany i inne ptaki. Po plaży chodziły też gołębie i wrony mało kojarzące się z morzem. Zerwał się lekki, przyjemny wietrzyk. Cały czas letnia plażowa pogoda. Im bliżej Chałup tym więcej ludzi. Potem trochę luźniej, a potem znowu ciaśniej. Z oddali widoczne budowle w porcie. Końcówka plaży bardzo zatłoczona.

Po zejściu z plaży buty na nogi i marsz do dworca PKP. Pociąg spóźnił się 15 minut i jadąc dalej zwiększał opóźnienie. Klima nie działała. W pociągu tłum i gorąco. Jakaś młoda turystka z Francji nie mogła złapać tchu i koleżanki ją ratowały. W Pucku pociąg stanął na dobre. Jedna z pasażerek, młoda kobieta ze łzami w oczach skarżyła się mamie przez telefon: „Stoimy na jakimś odludziu (pucki dworzec), nie możemy ruszyć, bo jest za dużo ludzi. Nie zdążę na pociąg w Gdyni”. Pomyślałem sobie, to jak dają radę pociągi towarowe wiozące 40 wagonów z węglem ze Śląska? I zaraz potem: skoro jest za dużo ludzi, to pewnie przyjdzie konduktor i będzie wypraszać pasażerów. Jaką przyjmie zasadę: masa pasażera, czy wielkość bagażu? Moje rozważania przerwał przyjazd następnego pociągu na dworzec. Przesiedliśmy się do niego. Nowy pociąg podołał owej wielkiej ludzkiej masie (dosłownie) i miał działającą klimę. Z każdą stacją coraz mniej ludzi. Ok. 17 w Rumi. Jeszcze marsz do domu i koniec. Padłem.

Fot i tekst: DANIEL DEMPC

Dempc Daniel sm Zagadkowe fale Dempc Daniel sm Zachód słońca w Jastarni Dempc Daniel sm Wieża widokowa Dempc Daniel sm Rezerwat Helskie wydmy Dempc Daniel sm Podmyta plaża Dempc Daniel sm Bunkier na plaży

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *