Lodowe Krainy 2014 – Na kotwicy u brzegów Jan Mayen

KORESPONDENCJA. Załodze jachtu Barlovento II udało się wczoraj wylądować na jednej z najbardziej samotnych i oddalonych wysp na świecie – maleńkiej jak przecinek Jan Mayen.

Korzystny układ pogodowy na rozległych wodach Cieśniny Duńskiej, Morza Norweskiego i Morza Grenlandzkiego sprawił, że Barlovento mogło w poniedziałek wieczorem bezpiecznie rzucić kotwicę w zatoce Kvalrossbukta.
Po spokojnej nocy w zatoce załoga Barlovento w dwóch turach wylądowała na brzegu tej wulkanicznej wysepki, którą geolodzy i sejsmolodzy określają jako młodszą siostrę Islandii. Zejście na ląd było możliwe dzięki życzliwej zgodzie podpułkownika Roya Nordfonna, dowódcy norweskiej wojskowej stacji radiowej i meteorologicznej – która jest jedyną ludzką osadą na wyspie.

Nie chcąc nadużywać gościnności życzliwych meteorologów – którzy latem naprawdę są bardzo zajęci! – załoga Barlovento nie pozostała długo na wyspie i żegluje już na zachód, w kierunku wybrzeży północno-wschodniej Grenlandii.

Ewa Banaszek
Zespół Brzegowy
Lodowe Krainy 2014

Na kotwicy u brzegów Jan Mayen

DJI00032

Wczoraj późnym wieczorem Barlovento rzuciło kotwicę u północno-zachodnich brzegów Jan Mayen w zatoce Kvalrossbukta, a kpt Maciek Sodkiewicz przesłał nam relację z tego, co w poniedziałek działo się na pokładzie jachtu:

4 sierpnia
„Dzień rozpoczął się od… owsianki. To Pastor postanowił nawrócić nas na zdrową żywność. Swój niecny plan zaczął realizować już podczas zakupów imamy teraz na pokładzie 4 wielkie puszki płatków owsianych. Cóż nie było lekko, ale przywyknąć trzeba – i zwolna prawie cala załoga dala się przekonać. Tylko Szczupak pozostaje asertywny i marzy o frytkach ;)

Przekroczyliśmy 70 stopień szerokości geograficznej północnej. Wiatru wciąż prawie nie ma. Morze gładkie jak stół. Postanowiłem wypuścić drona. Miało być łatwo i pięknie – a tu nagle grot załopotał na fali. Dron pchnięty w takielunek stracił dwa śmigła, ja dostałem bomem, ale i tak mieliśmy farta:  Mam co prawda nowego guza na głowie, ale nasza ptaszyna jakimś cudem opadła na pokład – a nie do wody. Oj nie łatwo być filmowcem na jachcie…
Na szczęście kolejna próba poszła już dużo lepiej i mamy całkiem fajny film ze środka niczego.

Około południa na horyzoncie pojawiło się Jan Mayen. Majestatyczna wyspę widać z ponad 40 mil. Jest naprawdę potężna, a jej wierzchołek kryje czapa chmur. Czas jakby zwolnił. Godzina upływa za godziną a wyspa wciąż daleko. W kambuzie pachnie kurkumą i kuminem. Pastor serwuje kurczaka po indyjsku. Na monotonie kuchni nie można narzekać.

wyprawa DSC8709

Po południu odpalamy Zenka i siedzimy na pokładzie wpatrzeni w Jan Mayen z kubkami parującej kawy. Klify wyspy z głębokimi żlebami malowanymi paletą cieni. Jest w tym jakaś magia. Gdyby tak choć na chwilę słońce przebiło się przez chmury….  
Zamiast słońca zjawił się wieloryb. Nieduży. Zupełnie niezainteresowany naszą obecnością. Potem przypłynęły jeszcze dwa. Też nawet nie zwróciły na nas uwagi.

Od kilku godzin płynęliśmy już wzdłuż wyspy, gdy w jednej chwili chmury rozstąpiły się i ukazała się śnieżna czapa kryjąca wierzchołek wulkanu. Biel  odcina się od szarych klifów.
Zrobiło się późno. Po 23 słońce zeszło nisko nad horyzont i znalazło poniżej pułapu chmur. Wyspa ożywa. Szare dotąd skały pokrywają się cała paletą barw. W bajkowej scenerii kotwiczymy przy ruinach stacji wielorybniczej. Korzystając z resztek światła jeszcze raz wypuszczam drona. Widok na Jan Mayen z lotu ptaka jest jeszcze bardziej magiczny, ale nowy, bzyczący kolega nie przypadł do gustu mewom. Trzeba wracać na jacht.”

Na Jan Mayen są tylko dwa miejsca, gdzie można w miarę bezpiecznie rzucić kotwicę i próbować zejść na ląd. Kvalrossbukta to lepsze z miejsc i – doprawdy, trzeba mieć szczęście Maćka..! – tak się składa, że to właśnie ta zatoka jest w tej chwili najlepiej osłonięta od wschodniego wiatru zapowiadanego przez prognozy.
Na dziś zaplanowana jest próba lądowania na wyspie – o ile prognoza się sprawdzi i wiatr pozwoli. Bo zgodę szefa norweskiej stacji meteorologicznej, która mieści się na Jan Mayen już mamy. Obiecał osobiście przywitać załogę Barlovento o 0900 UTC – czyli jakoś… za chwilę!

 

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *