Konik – stare tramwaje. Kupił kolekcję od Niemca

png lis sm IMGP3705

Makiety tramwajów autorstwa Dietricha Schellie. Fot. Jerzy Gajewicz

GDAŃSK. Siedemnaście własnoręcznie wykonanych przez Scheelje modeli tramwajów z kartonu, których precyzja jest niewiarygodna. Na jeden model poświęcał około roku czasu. Wszystko zachowało się w idealnym stanie, zapakowane było w specjalne pudełka. Scheelje zdobył za modele liczne medale.

Rozmowa z Maciejem Lisickim, wiceprezydentem miasta Gdańska, kolekcjonerem, spotkanym na Jarmarku Dominikańskim 2014

– Pan prezydent na kontroli?

– Nie, prywatnie, zaraz po otwarciu perskiego rynku udało mi się wyszperać i nabyć aż cztery przedrewolucyjne widokówki z Mińska Litewskiego. Są na nich znane motywy: teatr, dworzec, kościół Jezuitów. Sukces! W ubiegłych latach o tej samej porze zdobywałem jedną, najwyżej dwie, pocztówki. Dla mnie, jak i dla innych kolekcjonerów, jarmark staroci jest ciekawy wyłącznie pierwszego dnia, później na spenetrowanych stoiskach nic już ciekawego nie ma.

– Dlaczego interesuje pana Mińsk Litewski?

– Z tamtych stron pochodzi moja rodzina ze strony ojca. Widokówek z Mińska Litewskiego mam już blisko pięćset i jest to jedna z większych kolekcji w Polsce. Chodzę na rynki staroci, szukam w Internecie, obiekty trafiają do mnie z całego świata.

– Gromadzi pan nie tylko pocztówki.

– Także stare przedmioty, przede wszystkim kresowe, ale również związane z Gdańskiem. Kolekcjonuję rozmaite polonica dotyczące Kresów Wschodnich, ale – uwaga! – tych, które pozostały po pierwszej wojnie światowej za polską granicą, czyli nie z obszaru II Rzeczypospolitej, ale, można powiedzieć umownie, z obszaru I Rzeczypospolitej z lat20. i 30. Kupuję na przykład gazety, które wydawała w tym okresie partia komunistyczna dla Polaków w języku polskim, to są egzemplarze unikalne, bowiem tytuły ukazywały się w niewielkich nakładach. Teraz czekam na przysłanie dwóch unikatowych polskich dokumentów z 1920 roku – głowa boli! – z terenu, na którym urodził się i dzieciństwo spędził mój ojciec.

– Nie jest tajemnicą, że pana konik to stare tramwaje.

– Parę miesięcy temu nabyłem całą spuściznę po Niemcu z Hamburga, panu Dietrichu Scheelje, gdańskim tramwajarzu, rodem z Królewca, który po wojnie wyjechał do Niemiec i dalej pracował w zawodzie. Scheelje całe życie utrzymywał kontakt z Gdańskiem, często po wojnie tutaj przyjeżdżał, zmarł rok temu. Jego rodzina szukała kogoś, kto chciałby nabyć jego kolekcję związaną ze starymi tramwajami gdańskimi – mnóstwo dokumentów, zdjęć, parę biletów i modele tramwajów. Wieść o tym dotarła do mnie poprzez Piotra Mazurka z Towarzystwa Przyjaciół Gdańska. Kupiłem, kosztowało to duże pieniądze, biorąc pod uwagę realną wartość zbioru, ale się bałem, że jak tego nie nabędę, ulegnie rozproszeniu.

– Co ze zbioru jest najcenniejsze?

– Siedemnaście własnoręcznie wykonanych przez Scheelje modeli tramwajów z kartonu, których precyzja jest niewiarygodna. Na jeden model poświęcał około roku czasu. Wszystko zachowało się w idealnym stanie, zapakowane było w specjalne pudełka. Scheelje zdobył za modele liczne medale. Wszystkie modele, które kupiłem, zobaczyć można w Strefie Historycznej Miasta Gdańska na Długim Targu w Gdańsku. Są w zbiorze przedwojenne bilety: miesięczny na trasie z Gdańska do Oliwy, półmiesięczny na trasie – ulica Waryńskiego – Brzeźno należący do 10 letniej dziewczynki Gertrudy Lamalsch z sierpnia 1938 roku. Najstarszym biletem w kolekcji, chyba moja największa ozdoba, jest bilet miesięczny na tramwaj konny z 1890 roku na trasie Wrzeszcz – Gdańsk z oryginalnym podpisem Oskara Kupferschmidta , który przez pięćdziesiąt lat był dyrektorem gdańskich tramwajów.

Już się umówiłem wstępnie z Międzynarodowymi Targami Gdańskimi, że na przyszłorocznych 10. Międzynarodowych Targach Kolejowych udostępnię dla publiczności zarówno modele tramwajów, jak i, z tej samej kolekcji, dzieło Scheelje – makietę przedwojennej gdańskiej zajezdni tramwajowej z ulicy Łąkowej, która nie była prezentowana. Makieta jest zrobiona precyzyjnie, z uwzględnieniem szczegółów – słupków, drutów i in.

– Jeździłam konnym tramwajem po ulicy Długiej na Dzień Dziecka w latach 60.

– Mam kilka biletów na te tramwaje, były w kolekcji Scheelje, przyjeżdżał w tym czasie do Gdańska. Jest pomysł, żeby reaktywować konny tramwaj przy ulicy Łąkowej w Gdańsku, mam nadzieje, że uda się go zrealizować.

– Czy do Gdańska powróci z Krakowa tramwaj Ring?

– Tramwaje typu Ring, wyprodukowane w latach 30. w Gdańskiej Fabryce Wagonów (Danziger Waggon Fabrik), kursowały w okresie międzywojennym na trasie dzisiejszych al. Hallera, ul. Mickiewicza i al. Legionów, do skrzyżowania z Kościuszki i portu lotniczego. Nazwa tej serii tramwajów pochodzi od przedwojennej nazwy ulicy Kościuszki – Ringstrasse – Ringstrassenbahnwagen (skrót. Ring). Po wojnie tramwaje te używano jako wozy techniczne. Miasto Gdańsk dwa tramwaje Ring na przełomie lat 80. i 90. przekazało na własność tworzonemu Muzeum Komunikacji Miejskiej w Krakowie, które gromadziło stare tramwaje z całej Polski, muzeum to jednak nie powstało. Obiekty znajdują się w posiadaniu stworzonego w miejsce planowanej placówki Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, podobnie, jak stare tramwaje z innych miast, nie zostały jednak poddane renowacji i nie są eksponowane. Tylko krakowskie dawne tramwaje odrestaurowano i pokazano. Ponieważ do Krakowa poszły dwa nasze identyczne takie tramwaje, pojawił się pomysł, aby jeden odzyskać. Miasto Gdańsk, na dosyć trudnych warunkach finansowych, pozyskaliśmy sponsorów, odkupi jeden gdański tramwaj Ring. Najprawdopodobniej w przyszłym roku, wyremontowany, powróci na gdańskie tory i będzie kolejnym, obok Bergmana, zabytkowym tramwajem.

– Atrakcja dla mieszkańców i turystów.

– To jest przede wszystkim nasze dziedzictwo, takie rzeczy budują naszą tożsamość tego miasta. Bo turysta zobaczy, przejedzie się i wyjedzie, a gdańszczanin poczuje, że jest u siebie. Dla mnie największym osiągnięciem lat 90. Gdańska, pomijając cała sferę wymiaru materialnego, jest to, że myśmy, po kilkudziesięciu latach, nawiązali nić ciągłości z przeszłością przedwojenną i wcześniejszą. Wielka zasługa albumów Donalda Tuska „Był sobie Gdańsk” i innych inicjatyw, jak Strefa Historyczna Wolnego Miasta Gdańsk. Zaczynamy mieć do czynienia z dbałością o wspólne dziedzictwo bez względu na to, w jakim języku mówił twórca tego dziedzictwa i jakiego był wyznania. Bo do tej pory ludzie, którzy, przyjechali tu po wojnie, mieli wrażenie, że są w obcym mieście. Wspólnym pomysłem, prezydenta Pawła Adamowicza i moim, było, żeby współczesne gdańskie tramwaje miały patronów – dawnych zasłużonych gdańszczan różnych narodowości. I z zadowoleniem obserwuję, że ma to wartość edukacyjną. Pasażerowie informacje czytają i szanują całą tradycję. Ja się nie boję, że zobaczę na elewacji w Gdańsku fragment niemieckiego napisu i ktoś powie, że to jest niemieckie miasto.

Rozmawiała: Katarzyna Korczak

png lis sm IMGP3706

Makiety tramwajów autorstwa Dietricha Schellie. Fot. Jerzy Gajewicz

png lis sm IMGP3705

Makiety tramwajów autorstwa Dietricha Schellie. Fot. Jerzy Gajewicz

png lis ok Obraz (2)

Dietrich Schellie na emeryturze po wojnie w swoim domu w Hamburgu. Z archiwum M. Lisickiego

png lis  ok Obraz (3)

Dietrich Schellie jako tramwajarz w Wolnym Mieście Gdańsk. Z archiwum M. Lisickiego

 

 

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *