Daniluk: Wypędzony” spośród „Wypędzonych”

W MEDIACH. Ta „gra Niemcem” to wypróbowany sposób, by skutecznie skupić uwagę w mediach części elektoratu. Szczególnie na takich terenach, jak Pomorze Gdańskie, Śląsk czy Wielkopolska – czytamy w „Wypędzony” spośród „Wypędzonych” – Retrospektywa – blog Jana Daniluka (Radia Gdańsk).

Możemy różnić się w opiniach na temat historii. To jasne, nawet pożyteczne, ponieważ inspirujące do wymiany poglądów, pogłębionych badań czy nowych porównań. Możemy różnie interpretować fakty. Ale ich nie przeinaczajmy. Nie szukajmy na siłę „Niemca” tam, gdzie to niepotrzebne. I szkodzące wspólnej, merytorycznej dyskusji (jeśli ktoś jej naprawdę chce, w co niekiedy szczerze wątpię…).

„Wypędzony” spośród „Wypędzonych”

Kim jest ów tytułowy „Wypędzony” spośród „Wypędzonych”..? To prof. Manfred Kittel, były już dyrektor niemieckiej Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. W dniu wczorajszym (tj. 15 grudnia) został odwołany. Rzecz jasna, tytułu niniejszego wpisu nie można traktować dosłownie, chociaż poruszony tu temat do ważnych bez wątpienia należy.

Z depeszy PAP z wczorajszego wieczora (swoją drogą, to jestem mile zaskoczony, że temat ten zauważyły polskie media) dowiadujemy się, że prof. Kittel sam poprosił o przejście na inne stanowisko. Rada naukowa fundacji przychyliła się do jego prośby. Choć komunikat wydany przez fundację pełen jest (jak zazwyczaj w takich przypadkach) kurtuazji, to jednak nie jest tajemnicą, że zmiana na stanowisku dyrektora związana jest z ostrą krytyką, jaka spotkała prof. Kittela po tym, jak w listopadzie zaprezentował wystawę o wypędzeniach – ekspozycja ta pomyślana była jako zapowiedź stałej wystawy. Przypomnieć bowiem należy, że głównym zadaniem powołanej przez Bundestag w 2008 r. fundacji jest stworzenie w Berlinie ośrodka dokumentacyjno-informacyjnego poświęconego przymusowym wysiedleniem Niemców i innych narodów Europy w XX wieku. Placówka ma być gotowa w przeciągu najbliższych lat.

Zarzuty wobec koncepcji wystawy sygnowanej przez prof. Kittela dotyczyły w pierwszej kolejności zbytniego akcentowania niemieckiej problematyki w całym zjawisku wypędzeń w Europie. Tym samym (wbrew obawom niektórych) zadziałał tu „mechanizm bezpieczeństwa”, czyli wywierania wpływu przez gremium historyków zasiadających w radzie naukowej fundacji. Wśród nich (co warto podkreślić) znajdują się także wybitni naukowcy ze strony polskiej: prof. Krzysztof Ruchniewicz oraz prof. Piotr Madajczyk. I bardzo dobrze.

To wydarzenie przypomniało mi jednak przy okazji pewien artykuł, jak ukazał się na początku września br. w jednym z dzienników w Polsce. Wskazano w nim na efekt działania niemieckiej polityki historycznej, rzekomo w ramach której zmieniono nazwy na … drogowskazach w Niemczech, zastępując nazwy polskich miast niemieckimi (artykuł zatytułowano „Breslau wraca do Niemiec”). Streszczając: zamiast „Wrocław” Niemcy jadąc autostradami kierują się na „Breslau” itd. W przywołanym tekście cytowana jest m. in. jedna z naszych posłanek, która wskazuje ponadto na problem mniejszości polskiej w Niemczech (słusznie, skądinąd). Ale cały kontekst tekstu ma wydźwięk alarmistyczny, a wspomniane tablice na niemieckich drogach mają być jakoby koronnym dowodem na taką właśnie, negatywną w wydźwięku wobec nas, politykę historyczną naszego zachodniego sąsiada.

Szkopuł w tym, że jak szybko się okazało, główna teza artykułu nie do końca ma odbicie w rzeczywistości. Podczas powrotu z Berlina, gdzie byłem ostatnio na kwerendzie archiwalnej, specjalnie zwróciłem uwagę, czy aby rzeczywiście na niemieckich autostradach na drogowskazach widnieją tylko „Breslau”, „Warschau” czy „Posen”. Cóż… pamięć mnie jednak nie zawiodła. Udało mi się sfotografować jedną z tablic, gdzie obok „Warschau” widnieje także napis „Warszawa” (to właśnie ilustracja do niniejszego wpisu). Widziałem takich tablic jednak wiele. Dowiedziałem się również, że między Monachium i Wrocławiem na znakach obok „Breslau” można zobaczyć „Wrocław”. Wrześniowy artykuł jako ilustrację pokazywał znak dotyczący zjazdu na jedną z autostrad, gdzie – siłą rzeczy – miejsca na drugą nazwę (tzn. polską) najzwyczajniej w świecie nie ma. Ale już na samych autostradach, wyposażonych w duże tablice, powtarzane są nazwy miast współczesnej Polskie w dwóch językach (i niemieckim, i polskim). Tyle w temacie.

Ta „gra Niemcem” to wypróbowany sposób, by skutecznie skupić uwagę w mediach części elektoratu. Szczególnie na takich terenach, jak Pomorze Gdańskie, Śląsk czy Wielkopolska. Czy chcę przez to powiedzieć, że my (polscy historycy) mamy przyjmować wszystko, co narzuca nam niemiecki tok narracji historycznej? Oczywiście, że nie. Naszym zadaniem jest – trzymając się terminologii już drogowej – zachować zasadę „ograniczonego zaufania”. Patrzeć uważnie, co robią nasi sąsiedzi z historią, reagować, jeśli trzeba. Odpowiednimi narzędziami, jeśli trzeba – stanowczo. Ale chciałbym (marzę o tym), aby powierzono to zadanie profesjonalnym gremiom złożonym z historyków, a nie politykom i niektórym publicystom.

Możemy różnić się w opiniach na temat historii. To jasne, nawet pożyteczne, ponieważ inspirujące do wymiany poglądów, pogłębionych badań czy nowych porównań. Możemy różnie interpretować fakty. Ale ich nie przeinaczajmy. Nie szukajmy na siłę „Niemca” tam, gdzie to niepotrzebne. I szkodzące wspólnej, merytorycznej dyskusji (jeśli ktoś jej naprawdę chce, w co niekiedy szczerze wątpię…). To, że jej czasem brak z powodów politycznych, to osobny temat do dyskusji. Ale przykład działalności rady niemieckiej Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”, która przecież porusza jeden z najtrudniejszych tematów w stosunkach polsko-niemieckich, jest koronnym dowodem, że jeśli tylko merytorycznie i spokojnie jesteśmy w stanie argumentować nasze racje, to działania mogą przynieść oczekiwany rezultat.

(źródło: Blog Jana Daniluka w Radiu Gdańsk, 16.12.2014 r.).

Jana Daniluka – historyk, doktorant, badacz dziejów przede wszystkim Gdańska oraz Pomorza Gdańskiego w XIX i XX w. (do 1945 r.). Pracuje w gdańskim Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej. Pasjonat i popularyzator lokalnej historii, zakochany bezgranicznie we Wrzeszczu.

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *