W niedzielę wygrała Polska… No… To teraz się zacznie…

W MEDIACH. CZAS NA ZMIANY. Dla ludzi pokroju Michnika demokracją jest to, co oni za demokrację uznają; podobnie z „faszyzmem”. Nie ma ceny, której by nie zapłacili za to, żeby ich było „na wierzchu” – czytamy w felietonie Wojciecha Piotra Kwiatka (sdp.pl). „Nasz prezydent musi mieć mocne wsparcie wszystkich sił rzeczywistej odnowy, reformy, oczyszczenia Polski z łajdactwa, cwaniactwa, nepotyzmu, złodziejstwa, zaprzaństwa, dewianctwa i tego, co przez ćwierć wieku rządu „saloniku warszawskiego” rozpleniło się u nas jak perz”.

Polska wycofana, Polska zakłamana, Polska okradająca i oszukująca swych obywateli – ta Polska przegrała. W niedzielę wygrała Polska lepszych perspektyw, Polska uczciwsza, Polska wyczekująca na prawdziwą zmianę.

Ba… Ale ci przegrani… Oni wciąż mają wszystko i długo jeszcze będą to mieć. Przede wszystkim zaś – mają wszelkie narzędzia przemocy, kłamstwa, manipulacji: mają media i „autorytety moralne”, zgrane co prawda chwilami do cna, ale dla „pożytecznych idiotów” wystarczające. Ci, którzy przegrali 24 maja, nie potrafią jednej ważnej rzeczy: nie potrafią przegrywać. Obłudne gratulacje, jakie złożył prezydentowi-elektowi obecny (jeszcze) lokator Dużego Pałacu, pokazują to najlepiej. Bo zaraz za gratulacjami poszły pogróżki: my tu jeszcze wrócimy. A to, co działo się w mediach, gdy pogasły jupitery w sztabach wyborczych, daje już przedsmak tego, czego możemy się spodziewać. I spodziewamy się. W każdym razie lepiej, żebyśmy się spodziewali…

Jak to się robi – mieliśmy okazję oglądać w latach 2005-2007, kiedy to cała armada nienawiści runęła na Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Nie było pisarczyka, najmarniejszego dziennikarzyny, najbardziej żałosnego błazenka, który nie czułby się w obowiązku dołożyć Kaczorom, opluć, opluskwić, wyszydzić, przekręcić, wywrócić na nice ewidentne prawdy dla politycznego geszeftu. I kto to wszystko? Polski, warszawski creme de la creme, elita (później przezwana, i słusznie, „elytą”), ludzie podziwiani przez lata, ludzie publicznego zaufania, przez lata kochani, ubóstwiani – oni wszyscy pokazali wtedy swe prawdziwe twarze, zmienione we wredne gęby nienawistników.

To był straszny czas, ale on niestety wróci, wróci z całą pewnością, on już zaczął wracać – u Tadli, Lisów, Sianeckich, Miecugowów… A będzie lepiej. W TVP Info w wieczór, a właściwie już w powyborczą noc zasiedli sobie m.in. panowie Hołdys, Poniedziałek, Legierski… Ten Legierski zaraz się naraził Hołdysowi (tak umierają nieśmiertelni, panie Grzesiu), bo wyznał, że po pierwsze jakoś wierzy, że Duda będzie dobrym prezydentem, a po drugie opowiedział, jak on i jego LGBT-owskie środowiska oczekiwały od Platformy i Pana Bula jakiejś pomocy i jak im ci jaśniepaństwo zatrzaskiwali drzwi przed nosem. Nie wiem, na co liczy pan Legierski ze strony Andrzeja Dudy, ale przynajmniej deklaruje gotowość do dialogu i wstępne zaufanie na początek. Pozostali nienawistnicy już mają noże w zębach, a przecież nic się jeszcze nie stało…

I tak to będzie – creme de la creme obrazi się, nabzdyczy nadąsa, będzie się swoją nienawiścią karmić jak Kutz czy Niesiołowski. Sekundować im będą „elyty” z Zachodu. Już niemieckie i brytyjskie gazety piszą o „ultrakatolikach”’ o „skrajnej, nacjonalistycznej prawicy”, z rzadka tylko przemknie się tam myśl, że może ta Platforma, ten prezydent nie byli tak świetni, skoro zostali odrzuceni. Oczywiście zawsze można na to odpowiedzieć, że oni byli świetni, tylko polski Ciemnogród tego nie zrozumiał.

I pomyśleć tylko, jak mało zmienia się świat, zwłaszcza ten cywilizowany (James Joyce nie używał słowa „cywilizacja”, mówił o „syfilizacji”)… Pamiętam walkę o prezydencki fotel między Mazowieckim a Wałęsą, na początku lat 90. Modne zrobiły się wtedy nalepki na szyby samochodów. „Wałęsiści” mieli nalepkę z napisem „Wałęsa – TAK”, Mazowiecczycy – nalepkę z hasłem „Siła spokoju”. Proszę sobie wyobrazić, że szyby wybijano tylko w samochodach z nalepką „Wałęsa – TAK”… To było 25 lat temu…

A sprawa austriackiego premiera Joerga Heidera, prawicowca i narodowca znad pięknego modrego Dunaju? Unijna, demokratyczna(!) Europa, a naprawdę unijne lewactwo dotąd szczuło przeciwko Austrii (porównując m.in. Heidera do Hitlera), aż wybrany premier ustąpił. To wszystko poputcziki: Michnik, Berlinguer, Cohn – Bendit, dziś Hollande (przy którym Francja bankrutuje), wcześniej Mitterand –  plejada lewackich „myślicieli”, „ideologów”, kreatorów „nowego ładu”, który dużo wcześniej w bolszewickiej Rosji nazwano „pieriekowką dusz”. Oni nigdy nie złożą broni.

Toteż nasz prezydent musi mieć mocne wsparcie wszystkich sił rzeczywistej odnowy, reformy, oczyszczenia Polski z łajdactwa, cwaniactwa, nepotyzmu, złodziejstwa, zaprzaństwa, dewianctwa i tego, co przez ćwierć wieku rządu „saloniku warszawskiego” rozpleniło się u nas jak perz.

Pamiętajmy: dla ludzi pokroju Michnika demokracją jest to, co oni za demokrację uznają; podobnie z „faszyzmem”. Nie ma ceny, której by nie zapłacili za to, żeby ich było „na wierzchu”.

Nie ma ceny.

Wojciech Piotr Kwiatek

Napisano 26.05.2015 r., (źródło: sdp.pl)

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *