Mec. Johann: BEZ SELEKCJI. O zatrzymaniu dziennikarzy przez policję

W MEDIACH. Obowiązkiem dziennikarzy jest, aby za wszelką cenę zdobyć informacje dla swego odbiorcy. Dziennikarz ma wpisany w swój zawód narażanie się na niebezpieczeństwa. Policja powinna pamiętać o statusie dziennikarza – uważa mec. Wiesław Johann. – Siedziba PKW ma charakter miejsca publicznego stale dostępnego dla dziennikarzy. Zatrzymani dziennikarze nie wchodzili tam siłą, weszli, nikt ich nie zatrzymywał, nie wzywał policji, nie stawiał oporu, nie zamykał drzwi. Nie można więc mówić, że było to wtargnięcie w rozumieniu art. 193 kk. 

 

BEZ SELEKCJI

Z Wiesławem Johannem o zatrzymaniu dziennikarzy w siedzibie PKW rozmawia Błażej Torański (portal sdp.pl)

Policja zatrzymała w siedzibie PKW troje dziennikarzy – Jana Pawlickiego z Telewizji Republika, fotoreportera PAP Tomasza Gzella i Ewę Stankiewicz. Czy ich wtargnięcie do siedziby PKW  można uznać za naruszenie miru domowego? Złamali przepis kodeksu karnego?

Pojęcie miru domowego wywodzi się jeszcze z kodeksu z 1932 roku (śmiech) i odnosi się do prywatności obywatela, domu, mieszkania, miejsc prywatnych. Rozszerzona interpretacja art. 193 kk mówi o wdzieraniu się do lokalu, pomieszczenia i wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie opuszczania go. Teoretycznie można by przyjąć, że wejście do cudzego pomieszczenia wbrew woli użytkownika tego lokalu wyczerpuje znamiona przestępstwa.

W PKW dziennikarze mieli jednak wolny wstęp. Ciągle się tam kręcili. 

Ano właśnie. Non stop odbywają się tam konferencje prasowe bez względu na porę dnia i nocy. Dziennikarze po wyborach mają tam prawo wejść w każdej chwili. Trudno, aby dziennikarz – czy operator – z ciężką kamerą co godzinę latał z nią, przenosił. Siedziba PKW ma charakter miejsca publicznego stale dostępnego dla dziennikarzy. Zatrzymani dziennikarze nie wchodzili tam siłą, weszli, nikt ich nie zatrzymywał, nie wzywał policji, nie stawiał oporu, nie zamykał drzwi. Nie można więc mówić, że było to wtargnięcie w rozumieniu art. 193 kk.

Czy miały tam prawo dostępu także inne osoby, nie tylko dziennikarze?

Wydaje się, że tak. Mamy tu do czynienia z jawnością życia publicznego, wpisaną do Konstytucji w art. 61. Nie tylko dziennikarze, ale także inni obywatele Rzeczypospolitej mają prawo dostępu do informacji publicznej. Nie dzieliłbym tu obywateli na mniej lub bardziej uprawnionych, a więc na dziennikarzy, którzy mają szersze prawo i innych. Nie. Wszyscy, jako obywatele Rzeczypospolitej mamy  jednakowe prawo do informacji. Natomiast dziennikarze spełniają swój zawodowy obowiązek.

No właśnie: dziennikarze wypełniali swoje zawodowe, ale i społeczne obowiązki.

Tak. Dziennikarz ma obowiązek informowania swoich czytelników, radiosłuchaczy czy telewidzów o wszelkich przejawach życia publicznego. Ma służyć państwu i społeczeństwu. W jaki sposób ma służyć społeczeństwu? Dostarczając mu informacji. I dlatego wydaje mi się, że obecność tam dziennikarzy była całkowicie uprawniona i uzasadniona.

Po zatrzymaniu Jana Pawlickiego Telewizja Republika wydała oświadczenie. Jej szefowie – Tomasz Terlikowski i Anita Gargas – ocenili to, jako uderzenie w wolność słowa i i budującą ład demokratyczny wolność mediów. Podziela pan ten punkt widzenia?

Uważam, że zatrzymanie może nastąpić w wyjątkowych przypadkach. Konstytucja każdemu zapewnia nietykalność i wolność osobistą. Człowiek może być pozbawiony wolności – a zatrzymanie jest taką formą – ale musi być natychmiast poinformowany, jakie są tego przyczyny. Każde zatrzymanie musi być uzasadnione okolicznościami i w dokonane w sposób humanitarny. Oglądałem kilkakrotnie incydent zatrzymania przez policję redaktora Pawlickiego. Jego koleżanka pytała: „Dlaczego go zatrzymujecie, on jest tu służbowo. Ma małe dziecko”. Nikt z nim nie dyskutował, wzięli go policjanci pod pachy i wyprowadzili.

Czy ktoś go wcześniej wzywał, aby opuścił to  pomieszczenie?

Nie wiem. Nie słyszałem.

Czy jest to próba zastraszenia dziennikarzy?

Ma to wszelkie cechy zastraszenia.

Takie działania policji niszczą ład społeczny w kraju?

Są jego naruszeniem, ale nie powiedziałbym, że niszczą. Policja jest powołana przede wszystkim do tego, aby zabezpieczyć porządek. Dlaczego – jeśli istniało zagrożenie – wcześniej w siedzibie PKW nie było policji? To oczywiste, że policja miała rozeznanie, że pojawią się protesty, zgromadzenie. Już kilka godzin wcześniej była mowa o tym, że przed siedzibą PKW będą zbierać się ludzie.

Nie było żadnej akcji prewencyjnej.

Ludzie wchodzili, wychodzili. Policjanci także. Nie mieli skoordynowanej akcji.

Czy postawa Jana Pawlickiego nie jest testem dla każdego dziennikarza?

Jestem pełen uznania dla takich dziennikarzy. Podobnie, jak dla Bartłomieja Maślankiewicza, który z narażeniem własnego życia biegał przed rokiem po kijowskim Majdanie. To jest obowiązkiem dziennikarzy, żeby za wszelką cenę zdobyć informacje dla swego odbiorcy. Dziennikarz ma wpisany w swój zawód narażanie się na niebezpieczeństwa. Policja powinna pamiętać o statusie dziennikarza. Legitymacja prasowa oczywiście nie jest immunitetem. Ale jest glejtem, na podstawie którego dziennikarz powinien od policji oczekiwać pomocy, bo zbiera informacje dla odbiorcy, realizuje konstytucyjne prawo dostępu do informacji publicznej.

Jak w tym kontekście oceni pan wypowiedź byłego ministra sprawiedliwości prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który działania protestujących w siedzibie PKW nazwał skandalem i chuligaństwem politycznym?

Nie mnie oceniać wypowiedź Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Wielokrotnie się z nim nie zgadzałem. Ma prawo mieć takie poglądy, ale słyszeliśmy już nie raz słowa o warchołach, chuliganach, bandytach. Retoryka jest taka, jak w wypowiedzi premiera Józefa Cyrankiewicza, który podczas wydarzeń czerwcowych w Poznaniu w 1956 roku chciał odrąbywać ręce. Każdy, kto się władzy sprzeciwia jest – w jej ocenie – warchołem, a nie obywatelem, który realizuje swoje podstawowe, konstytucyjne prawa. Redaktor Jan Pawlicki miał konstytucyjne prawo do pozyskania informacji o działalności Państwowej Komisji Wyborczej, która siedziała za drzwiami i nie wystawiła rzecznika prasowego, który mógłby się z dziennikarzami spotkać.

Wiesław Johann

Wiesław Johann, rocznik 1939. Prawnik, dziennikarz nauczyciel akademicki, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. W latach 1973-1981 dziennikarz Polskiego Radia. Po 1982 roku adwokat, m.in. obrońca w procesach politycznych.

(źródło: sdp.pl)

Może zainteresuje Cię:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *