Zmarł Gdańszczanin – red. Włodzimierz Szymański. Niestrudzony Redaktor, wspaniały Człowiek

W Gdańsku 18 czerwca, w wieku 72 lat, zmarł red. Włodzimierz Szymański. Niestrudzony redaktor prasy pomorskiej, dziennikarz specjalizujący się w tematyce ekonomicznej i sportowej. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego.

Kilka zdań o Włodku

Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Debiutował w Tygodniku POLITECHNIK (w 1976 r). Jako dziennikarz, redaktor pracował m.in. w „Głosie Wybrzeża”, „Przeglądzie Sportowym”, praktykował w prasie w Stanach Zjednoczonych. Publicysta w „Tygodniku Gdańskim”, współtworzył „Dziennik Bałtycki” (szczególnie wydania terenowe). Był zastępcą redaktora naczelnego „Wieczoru Wybrzeża”, redagował tygodniki Wydawnictwa Pomorskiego. Autor popularnego i poszukiwanego w mediach w latach 90. pierwszego „Rankingu Banków” w Polsce. Wychowawca młodej braci dziennikarskiej.

Długie lata działał społecznie w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, międzynarodowej organizacji statystyków lekkoatletycznych ATFS. Autor i współautor kilkunastu książek (opracowań) z zakresu historii sportu i lekkoatletyki w Polsce i na Wybrzeżu Gdańskim.

Miał fenomenalną pamięć (potrafił podać dokładne wyniki sportowe chodziarzy z całego świata!). Wybitny i znany w świecie znawca – posiadający ogromną wiedzę i własne archiwa z danymi statystycznymi dyscypliny chodu sportowego. Był w młodości utalentowanym chodziarzem (w czołówce na mistrzostwach Polski juniorów).

Wspomnijmy Włodka…

Przytoczę Wasze słowa z licznych smsów, telefonów i przekazów internetowych: wspaniały Człowiek, nadzwyczaj pracowity.

Fenomenalny umysł”, z niezwykłą pamięcią, ale nie pamiętliwy. Sprawiedliwy.

Z natury wrażliwy, pogodny, dobrotliwy, przyjacielski, życzliwy i oddany ludziom,

Uczciwy i skromny człowiek o prawym charakterze i encyklopedycznej wiedzy.

Dokładny i skrupulatny.

Włodek był mistrzem liczenia – nie tylko w statystykach, rankingach bankowych. Koledzy, współpracownicy, podwładni mogli zawsze liczyć na Włodka. Walczył o ich wierszówki, nagrody, a nawet pieniądze składane na pomoc dla niego przeznaczał na cele charytatywne („bo inni bardziej potrzebują”…).

Nie zajmował się polityką, chociaż nie ukrywał swoich konserwatywnych sympatii, lecz to polityka wydawnictwa prasowego straszliwie skrzywdziła go. Musiał odejść z pracy zawodowej w Polskapresse, gdzie włożył swój talent, lata ciężkiej, odpowiedzialnej pracy – w zakresie redagowania, publicystyki sportowej i ekonomicznej (na czym się doskonale znał).

Powiedzmy wprost; bez niezwykłej pracowitości Włodka nie byłoby sukcesów „DB” w regionie, sieci oddziałów i tygodników lokalnych. Są tutaj dziennikarze, świadkowie i współtwórcy tego dzieła i rozwoju prasy regionalnej, potem – niestety – dzieła zmarnowanego…

A on tylko chciał ambitnie, z oddaniem dla dobrej sprawy -niezależności dziennikarskiej i wysokiego poziomu redagowania – pracować, spełniać swoje pasje i być dla innych…

Jako twardziel nie poddał się i na banicji – w stolicy zdany był na tułaczkę po wydawnictwach branżowych – hotelarskich, medycznych. Dał radę! Jego fachowość doceniło Wydawnictwo Pomorskie. Wrócił do domu, redagował z sukcesami tygodniki lokalne, aż do emerytury i początku niespodziewanego czasu walki o życie…

Włodek Szymański. Fot. Janusz Wikowski

Miałem ten przywilej, że mogłem bywać u Niego. Niemal do ostatniego okrążenia przed metą. Dziękuję za te spotkania, rozmowy…

Był chłonny wiadomości ze środowiska dziennikarskiego – co się dzieje w środowisku, w mediach i życiu każdego ze znajomych.

Przekazywałem wszystkie Wasze słowa otuchy, zatroskania i podziwu za ten hart „chodziarski. Ileż mieliśmy wspomnień z działalności dziennikarskiej (dawniej – w naszym ukochanym „Politechniku”, potem w „Dzienniku”, tygodnikach). Słuchał z wdzięcznością i wzajemnie pozdrawiał

Jak zwykle dociekliwy, życzliwy i małomówny. Gdy stracił głos, dalej mówił – wzrokiem, uśmiechem.

A „oczy są zwierciadłem duszy”. W jego pięknych, głębokich, czasami szklących oczach odczytywałem tę duszę szlachetnego Człowieka – chęć życia (takiego jakie było mu dane), wielką pokorę oraz wdzięczność Irenie za opiekę, cierpliwość.

Kiedyś, kilka lat temu, gdy był coraz słabszy zapytałem Włodka, co mogę dla Ciebie zrobić, jakie masz życzenia? Odpowiedział, że chciałby jeszcze osobiście uczestniczyć w Eucharystii – we mszy świętej.

Tracił siły, bez szans na medyczne uzdrowienie. Wydawało się wówczas, że coraz bliższe jest „ostatnie pożegnanie”. Zatem już w domu, mszę świętą odprawił zaprzyjaźniony ksiądz Piotr. Włodek z czcią przyjął namaszczenie pobłogosławionym olejem Świętej Filomeny (patronki szukających pomocy w beznadziejnych przypadkach). Przez wiele kolejnych lat dane mu było dalej żyć z ufnością i nadzieją.

Potem, co miesiąc, Jezus przychodził do Niego, wraz z proboszczem – ks. Andrzejem. Bogu dzięki.

Bardzo kochał Matkę – swoją, też skromną, oddaną synom, osobę niezwykłą, zasłużoną dla Armii Krajowej. I kłaniał się Matce Bożej w Lurdes. Miał marzenie, aby odwiedzić Fatimę. Zaprzyjaźniona Rodzina z Bractwa św. Piusa zdążyła mu, krótko przed odejściem do Domu Pana, przywieźć z miejsca objawień uświęcony różaniec. Posługa – jak się okazało, do ostatecznych modlitw – oczyma i sercem.

Przez wiele lat dotknięty rzadką chorobą, przykuty do łóżka, zdany na pomoc nie narzekał na swój los. Był świadom sytuacji, pogarszającej się kondycji fizycznej, lecz jego wiara, duchowość dawała mu sił wewnętrznych – aby zwycięsko dotrzeć do „mety”.

Był pod niezwykle troskliwą opieką swojej Małżonki Ireny, znosząc – pokornie, w głębokiej wierze – trudy tego „pielgrzymowania”.

Gdy jeszcze miał głos wyznał w wywiadzie (dla Gabrysi): „Niektórzy przyjaciele zastanawiali się, dlaczego akurat mnie to spotkało, ta choroba? Ja się nie zastanawiałem, ja po prostu wierzę, że wyroki Boskie są sprawiedliwe i wszystko ma swój sens. Także choroby, ból i cierpienie. A moja żona dopowiada: Bo ktoś inny by tego nie dźwignął…”

Franciszek, ministrant trydencki, któremu dane było wraz z rodzeństwem odwiedzać coraz słabszego fizycznie, lecz zawsze pogodnego, Włodka pocieszał kiedyś: „Nie ma innej drogi do zbawienia, do Nieba niż przez mękę, cierpienie…”

Ileż dusz zostało oczyszczonych ze swoich win i otrzymało zbawienie za przyczyną tej męki?

Irena przygotowała go jak zwykle do snu i Włodek zasnął. O czym mógł śnić w tym ostatnim ziemskim tchnieniu? O niebiańskim świecie pełnym szczęścia?

Wszystko tu przeżył – to co dobre, szlachetne, ale także – złe i trudne.

Miał piękne wspomnienia o ukochanych górach, wycieczkach, sporcie, chodzie i tej romantycznej wyprawie z zaślubinami.

I zasnął, z Bogiem w sercu, wczesnym rankiem 18 czerwca 2026 r.

„A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? […] Nic wielkiego. Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.” (To mądrości Kubusia Puchatka)

Pogrążonej w żałobie Małżonce – Irenie oraz Bratu – Krzysztofowi i składam, w wielkim smutku, w imieniu „Politechników”, braci dziennikarzy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wyrazy głębokiego współczucia.

Kochany Włodku, Przyjacielu – dzięki, że byłeś, czuję, znając Ciebie przez pół wieku, że jesteś z nami także teraz. Jak zwykle dziękujesz wszystkim za życzliwość, Irenie – za każdą chwilę, Panu Bogu – za miłosierdzie. Będziesz w naszej wdzięcznej pamięci.

Niech dobry Pan przyjmie Ciebie do „królestwa” i da Tobie – dobremu Człowiekowi, Słudze Bożemu zasłużone życie wieczne.

Odpoczywaj w pokoju!

Janusz Wikowski

Może zainteresuje Cię:

Kúpiť Viagru online bez receptu Kup Viagra 100mg online bez recepty w Polsce Kup Levitra 20 mg online bez recepty w Polsce Viagra Koupit levně online bez receptu Koupit Kamagra online bez předpisu Kup Cialis 20 mg online bez recepty w Polsce Koupit Cialis bez předpisu v Praze Koupit Viagru bez předpisu Praha