Idę głównym deptakiem dużego miasta. Z każdej strony widzę ulice oblepione papierowymi plakatami i reklamami. Z każdej strony ktoś próbuje mi wcisnąć jakąś ulotkę. Z każdej strony szyby autobusów zachęcają mnie do wzięcia szybkiej pożyczki albo zapisania się na kurs językowy. Nawet z mojej przydomowej skrzynki pocztowej wyłaniają się niedopchnięte gazetki promocyjne. I to nie jest jeszcze szczyt tego, co może się zdarzyć. A zdarza się gorzej podczas różnego rodzaju kampanii politycznych.
Jak się okazuje, nie tylko mnie rażą te nachalne reklamy. Sprawa jest bardziej złożona. Tak oto we francuskim miasteczku Grenoble wprowadzono zakaz obklejania ulic plakatami. Ustawę przyjęto po licznych petycjach mieszkańców, którym zależało przede wszystkim na estetyce swojego miasta. W Polsce zapewne, na ten moment, jest to stan niemożliwy do osiągnięcia, bowiem większość ogłoszeń jest zawieszonych nielegalnie. Dlatego zwolennicy uważający, że zysk z reklam pomaga budżetowi miejskiemu trochę przeliczają się w swojej teorii. Z nielegalnymi afiszami walczy już wiele organów: urzędnicy, straż miejska, Konserwator Zabytków Miejskich, czy Inspektorat Nadzoru Budowlanego.
Nielegalne reklamy to problem. Ale z drugiej strony mamy dość skomplikowane prawo, które nie ułatwia zdania tym, którzy chcą zrobić wszystko legalnie. Przykład: nawet jeżeli jakiś właściciel chce wywiesić plakat na swojej nieruchomości musi uzyskać na to zgodę z Wydziału Architektury Urzędu Miasta (głównie decyduje o tym Miejski Konserwator Zabytków). I wcale nie jest pewne, że taką zgodę otrzyma. W świetle polskiego prawa za rozwieszanie nielegalnych afiszów, apeli, plakatów, ogłoszeń, napisów, ulotek grozi kara grzywny (do 500 złotych) lub pozbawienia wolności.
Istnieje duże ryzyko, że nawet, gdy uda się usunąć nielegalną reklamę za parę dni może pojawić się ponownie. I to w tym samym miejscu. Polskie prawo nie jest jednostronne w interpretacji. Problemem jest także to, że karani są pracownicy, którzy rozlepiają ogłoszenia, a nie firmy zlecające te czynność. Aby pociągnąć kogoś do odpowiedzialności trzeba tę osobę złapać na gorącym uczynku lub nagrać ją na monitoring. I tutaj pojawia się kolejne pytanie, jak daleko władza może się posunąć w montowaniu kamer w mieście. Obywatele walczą raczej o ich usuwanie niż mnożenie, ponieważ zależy im na prywatności.
Jeszcze jedno: podobno przykład idzie z góry. Niestety, po wyborach politycznych (samorządowych, parlamentarnych, prezydenckich, europejskich) na ulicach zalegają plakaty wyborcze kandydatów. Ustawa z 2011 roku reguluje czynności związane z uporządkowaniem terenu publicznego z materiałów powyborczych. Komitety wyborcze mają na to 30 dni od dnia ogłoszenia wyników wyborów. W praktyce sami wiemy jak to wygląda. Nie najlepiej. Chociaż z czystym sumieniem można przyznać, że sprawy z roku na rok mają się coraz korzystniej. Parę lat temu miasto po wyborach wyglądało zdecydowanie gorzej niż obecnie. Zobaczymy co będzie czekało na nas w maju.
Nie mam pojęcia, dlaczego firmom dalej zależy na nachalnym promowaniu się poprzez umieszczanie we wszystkich możliwych zakątkach papierowych reklam. Przecież czyta je znikomy odsetek osób. Ok. Mojej babci zdarza się przeglądanie gazetek w celu ustalenia, gdzie najtaniej można dostać kawałek mięsa. Co prawda zazwyczaj nie stosuje się do tych informacji, ale sumiennie wszystko porównuje. Warto uświadomić przedsiębiorcom, że zdecydowanie ciekawsze są bardziej oryginalne gadżety niż kawałek kolorowej kartki: coś, co potencjalnym klientom może się przydać, a nie przeszkadzać. A co do ceny – nie od dzisiaj wiadomo, że lepiej stawiać na jakość niż ilość.
Artykuł został przygotowany przy pomocy firmy www.reklamowygadzet.pl specjalizującej się w gadżetach i materiałach reklamowych. Zapraszamy do odwiedzenia sklepu internetowego z Gadżetami: www.reklamowygadzet.pl

