
Aleksandra Olszewska przez Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej. Fot. Janusz Wikowski
GDAŃSK. Zmarła Aleksandra Olszewska, legendarna gospodyni Placu Solidarności. Zmarła 2 września w nocy po ciężkiej chorobie. Legendarna „pani Ala”, gospodyni Placu Solidarności w Gdańsku.
Aleksandra Olszewska przy stoczniowej bramie po raz pierwszy pojawiła się jeszcze w latach 70. Przychodziła do męża, stoczniowca i zapalonego związkowca. – Jak go tydzień w domu nie było, a tu wojna, czołgi… byłam przerażona. I od tego wszystko się zaczęło… Wtedy też poznałam prawdziwych stoczniowców. Nieraz to już mówiłam im, co wy tu produkujecie: statki czy bimber? A oni wszyscy odpowiadali, że to takie czasy… – wspominała w rozmowie z „Naszym Miastem Gdańsk”.
Od 1981 r. pani Ala stale opiekowała się pomnikiem Poległych Stoczniowców na Placu Solidarności. Tuż obok historycznej bramy Stoczni Gdańskiej znajduje się kiosk, w którym sprzedawała „solidarnościowe” pamiątki. W stanie wojennym układała pod Trzema Krzyżami czwarty, z kwiatów.
– Tak jak Ala pielęgnowała pomnik Poległych Stoczniowców, tak nikt nie potrafi. Każdy listek był pozbierany, wszystko było uprzątnięte – mówi Karol Guzikiewicz, szef stoczniowej „Solidarności” – Ona była taka babunia nasza. Chociaż nie pracowała w stoczni, traktowaliśmy ją jak swoją. Nawet na wycieczki z nami jeździła.
W 2012 roku zasłynęła tym, że przegoniła ekipę, która chciała zdjąć logo Solidarności z nazwy stoczni, zasłaniające napis „im. Lenina”. Tak opowiadała o tym wydarzeniu: „Oni przyjechali i ja się ich pytam, czego tu chcą. A ci mówią, że przyjechali zdjąć flagę „Solidarności”. Ja więc im powiedziałam, że na to nie pozwolę, nigdy nie pozwolę jej zdjąć. Oni jednak zaczęli wyciągać drabinkę, mówili, że „rozkaz to rozkaz”. A ja no to, że dosyć mamy tutaj tego całego Lenina. Wtedy jeden z nich zadzwonił do swojej szefowej, takiej pani Ewy, i powiedział, że „Ale nie pozwala”. Ona na to odpowiedziała, że w takim razie sama nie może decydować i że gdzieś tam musi jeszcze zadzwonić. Tymczasem tamci nadal chcieli wchodzić, ale przestraszyli się, że ja im zrzucę tą drabinę. Trochę się wtedy ze mną poszarpali, ale w końcu zadzwonili jeszcze raz i powiedzieli: „Pani Ala nie pozwoliła, a to ona jest gospodynią na tym placu”.
– Widziałam na tym placu wszystkich świętych. Widziałam Ronalda Reagana, pamiętam Thatcher i Bucha. Widok naszego papieża został ze mną na zawsze. Co tu się na tym placu nie działo. Długo by opowiadać.
Pani Alu, smutno będzie tutaj bez Pani…
(źródło: hd, www.solidarnosc.org.pl)
