Michał Górski: grałem w siatkówkę, studiowałem w wolnych chwilach

Wspomnienia z okresu studiów na Politechnice Gdańskiej. Mija 50 lat od ukończenia studiów. 7 czerwca odbędzie się spotkanie absolwentów Wydziału Elektrycznego PG.

Na studiach to grałem w siatkówkę, a w wolnych chwilach studiowałem. Taki tekst sprzedałem dziekanowi Wydziału Elektrycznego, na którym studiowałem, podczas jednej z licznych rozmów o moich postępach w nauce.

To dlaczego nie poszedł Pan na Akademię Sportową ? Odparł, tego do końca sam też nie wiedziałem. Pierwszy rok mieszkałem na stancji, czyli wynajętym pokoju. Pierwszy z nich wynajął mi ojciec gdy razem ze mną pojechaliśmy na zwiady do Gdańska. Była to straszne miejsce, gdyż miałem mieszkać w przechodnim pokoju, gdzie krzyżowały się drogi wszystkich domowników. Po kilku dniach mieszkania tam spotkałem Dionizego (Dyzio) Kuźmickiego, który zaproponował mi wspólne mieszkanie w pokoju na ulicy Białej. Zgodziłem się chętnie i udało mi się uzyskać nawet część wynagrodzenia zapłaconego z góry w poprzedniej stancji. Mieszkaliśmy w pokoju opalanym piecem kaflowym, było taniej a gospodarze byli mili. Telewizor był jeden i musieliśmy każdorazowo prosić o możliwość wspólnego oglądania go. Było blisko do stacji kolejki SKM we Wrzeszczu i do uczelni. Większość wieczorów miałem zajętych treningami, a po trzech miesiącach miałem też praktycznie zajęte weekendy, gdyż awansowałem do pierwszej drużyny AZS i grałem już w lidze. Na uczelni nie było łatwo. Na pierwszym roku były tylko zajęcia teoretyczne i przeważała zdecydowanie matematyka (12 godzin tygodniowo !) i fizyka. Było to zwyczajne szkole uczenie się wraz z zadaniami domowymi, które dopiero na drugim roku przepisywałem namiętnie od pilniejszych ode mnie kolegów. Mój współspacz Dyzio strasznie się męczył nauką, bo jak sam mówił miał rok przerwy. Aby zdobyć dodatkowe punktu jako robotnik (tak robotnicy mieli pierwszeństwo w dostępie do studiów) zatrudnił się na budowie. Przy rocznej przerwie i braku jakiegokolwiek kontaktu z edukacja bardzo ciężko przychodził mu kontakt z edukacją. Uczyłem się tylko tyle aby zaliczyć poszczególne przedmioty. Niestety dodatkowo okazało się, że mamy także zajęcia z rysunku technicznego, czego starałem się bardzo unikać. Śniadania i kolacje jedliśmy w domu, natomiast na obiady chodziłem do barów mlecznych itp. gdyż ciągle miałem za mało pieniążków. Gdy po dwóch miesiącach odwiedził mnie w Gdańsku tata, to aż głęboko westchnął mówiąc przy tym: „Ale tyś schudł” i dał mi parę złotych. W tym okresie byłem zawsze chudy i nie wiem jak mogłem być jeszcze chudszy. Ze względu na pochodzenie inteligenckie i średnie zarobki rodziców nie przysługiwało mi stypendium, a dożywiania sportowego jeszcze nie miałem. Dyzio stał się moim najwierniejszym kibicem, przychodził na wszystkie mecze rozgrywane w Gdańsku. Udało mi się nie bez trudności i egzaminów poprawkowych zaliczyć pierwszy i drugi semestr studiów.

Podczas pierwszego roku moich studiów równolegle w Sopocie studiował mój brat Rysiek na Wyższej Szkole Ekonomicznej. Odwiedziłem go kilka razy na stancji, gdzie uznanie budziła sterta opróżnionych butelek po winie, które pracowicie z kolegą Rubasem wypijali. W międzyczasie mama przestała pracować i zmniejszyły się dochody na członka naszej rodziny. Tak więc mogłem wystąpić o miejsce w domu studenckim i o stypendium. Pierwsze dostałem bez problemów, natomiast zamiast stypendium dostałem talony do stołówki i talony do sklepiku, gdzie mogłem wykupić sobie wyżywienie. Do tego doszło dożywianie sportowe za drugą klasę sportową. Było więc dobrze. Na drugim roku mieszkałem w DS nr 16 wpierw w pokoju 6-osobowym gdzie stały trzy piętrowe łóżka. Nie było łatwo, nie wszyscy myli regularnie nogi i powszechnym było podkradanie sobie żywności. Ponadto w pokoju pojawiły się pluskwy, które nas okropnie gryzły. Walczyliśmy z nimi w ten sposób, ze wkładaliśmy nogi łóżek do metalowych puszek po konserwach napełnionych wodą. Mieliśmy nadzieję, ze się w niej potopią. Niestety były bardziej cwane, bo poruszały się po suficie i spuszczały z góry na nasze łóżka. Spałem niestety na górze.

Trudności z pogodzeniem nauki i sportu zaczęły się pogłębiać. Coraz więcej miałem nie zaliczonych przedmiotów i nie zdanych egzaminów. Do tego doszły wydarzenia grudnia 1970 roku. Wracałem właśnie z treningu w Akademickim Ośrodku Sportowym przy Alei Zwycięstwa, gdy minął mnie pochód robotników Stoczni Gdańskiej z samochodem dostawczym i nagłośnieniem. Tu po raz pierwszy usłyszałem ich postulaty. Potem było tylko gorzej. Koledzy opowiadali o masakrze w Gdyni, a ja uganiałem się z milicją we Wrzeszczu i przy Dworcu Głównym, gdzie widziałem zabitych stoczniowców i milicjanta i także niestety szabrowanie sklepów. Stoczniowcy przyszli do naszego akademika i chcieli przez radiowęzeł upublicznić swoje postulaty. Niestety kadra nauczycielska politechniki zamknęła nas w środku i nie pozwolili wejść im do środka. Myśmy uciekali prze okno aby uczestniczyć, a może przyglądać się protestom. Uchwaliliśmy w akademiku, że będziemy nosić czarne żałobne opaski a na budynku umieściliśmy flagę polską przepasana kirem. Niestety milicja podeszła pod nasz DS i zażądała usunięcia flagi. Któryś z kolegów się złamał i zdjął ją. Zaraz potem skrócono okres nauki i wysłano nas do domów.

Trzeci semestr jeszcze jakoś przebrnąłem. Kłopoty zaczęły się w czwartym semestrze. Nie zaliczyłem w normalnym trybie aż czterech przedmiotów i musiałem zdawać je na jesieni w sesji poprawkowej, W tym czasie graliśmy kilkudniowy turniej o Puchar Polski w Warszawie. To był straszny okres. Pojechałem pociągiem do Warszawy, zagrałem wieczorem pierwszy mecz. Po meczu wsiadłem w pociąg powrotny do Gdańska aby rano zdawać pierwszy z zaległych egzaminów. Po zdaniu go wsiadłem w samolot i poleciałem na kolejny mecz do Warszawy. Po meczu wsiadłem w kolejny pociąg do Gdańska i tak cztery razy. W turnieju zajęliśmy chyba drugie miejsce a ja nie zdałem egzaminu z fizyki (lubiłem ten przedmiot, ale zmienił się wykładowca i odpytał mnie z materiału, którego za poprzedniego wykładowcy nie przerabialiśmy). Napisałem do Dziekana Wydziału o urlop dziekański, który szybko otrzymałem. Działało tu już mocne lobby sportowe AZS-u, które wsparło mój wniosek. Przez następny rok we względnym komforcie zaliczałem nieszczęsna fizykę i kilka przedmiotów awansem z roku trzeciego. Znamienne były słowa Pani Profesor matematyki, która po pomyślnie zdanym przeze mnie egzaminie powiedział: „Jakie to szczęście, że kończy się ten przedmiot i ani Pan ani ja nie będziemy już musieli się spotykać”. Nadmiar czasu miał jednak te zgubne skutki, że siedziałem po nocach słuchając studenckiej rozgłośni SAR i też zacząłem grać na drobne pieniądze w karty szczególnie w tzw. derdę. Założyliśmy Klub Króla Kier, gdzie wszyscy członkowie zobowiązali się, że 10% obrotu z gry na pieniądze trafia do klubu. Klub za te pieniądze wynajmował raz w miesiącu nasz klub studencki „Schronik”, w którym klub zapewniał nam także picie i jedzenie. Było super ! Na trzecim roku studiów mieszkałem już w pokoju trzyosobowym i zaprzyjaźniłem się ze Zbyszkiem Ornowskim, też siatkarzem, który mieszkał razem z ciężarowcem (podnoszenie ciężarów Lechia Gdańsk) Lechem Bujniewiczem. W pokoju zaprzyjaźniłem się z kolegami z roku Kazikiem Buchalskim, Henrykiem Grabowskim, Maćkiem Kohnke i innymi, a w tym z tzw. Dowódcą (niestety zapomniałem imienia). Na pierwszym i drugim roku znaliśmy się wszyscy, gdyż musieliśmy przejść praktykę robotniczą, na budowie gdzieś pod Malborkiem, w wakacje przed podjęciem nauki. Po urlopie dziekańskim dopadł mnie następny rocznik, mało mi niestety znany. W tym okresie rzadko wpadałem do domu rodzinnego w Lęborku. Jeżeli już to na święta albo wtedy gdy brakło mi pieniędzy. Rodzica długo opowiadali, że wpadałem jak po ogień, najczęściej z workiem ciuchów do prania. I bardzo szybko wracałem do Gdańska. Podczas ferii też najczęściej byłem na jakimś obozie lub zgrupowaniu sportowym. Czasami udawało mi się jednak wyjechać na wczasy w Ostrowiu k. Karwii podczas ferii letnich. Na trzecim roku studiów było już przyjemniej. Zaczęły się zajęcia z przedmiotów zawodowych, wybieraliśmy wszyscy specjalizacje, wybrałem aparaty elektryczne, które miały w założeniu być nieco łatwiejsze. Na szczęście skończyły się zajęcia z matematyki i geometrii wykreślnej. Ale wkrótce okazało się, że pojawiły się laboratoria, gdzie musiałem być na każdych zajęciach. W związku z licznymi wyjazdami nie było to możliwe i nawarstwiała się liczba laborek (tak o nich mówiliśmy) do odrobienia. Kilka przedmiotów zaliczyłem awansem więc udawało mi się z trudem ale w miarę regularnie zaliczać poszczególne przedmioty. Mieszkałem teraz już w pokoju dwuosobowym, niestety ciągle zmieniali się moi współlokatorzy. Mieszkałem przez pół roku z jednym z doktorantów, a pół roku z Thomasem Tandianem Ibrahimem ibn Boya z Republiki Mali. Obcokrajowcy byli dosyć powszechnie obecni podczas studiów na naszej uczelni. W grupie spotkałem Jugosłowianina, dwóch Wietnamczyków i Afrykanina. Na tym roku mieliśmy też zajęcia z programowania komputerowego na tzw. Odrze. Był to olbrzymi przestrzennie komputer bo mieścił się w dwóch pokojach o mikroskopijnych możliwościach obliczeniowych. Ale na szczęście pomagał mi mój współlokator doktorant, który był w tej materii dosyć biegły. Moje ciągłe nieobecności, szczególnie na wykładach, sprowadzały na mnie nowe nieszczęścia. Na przykład na egzaminie ustnym z Automatyki Przemysłowej wykładowca zapytał mnie kim jestem. Odpowiedziałem, że jego studentem. Na to odparł, że nigdy mnie na wykładach nie widział i postawił dwóję z egzaminy, mimo, ze pisemny zaliczyłem na 3+. Zdałem dopiero w terminie poprawkowym. Od Prorektora uczelni, który był jednocześnie wiceprezesem Klubu AZS mieliśmy plik podpisanych zwolnień in blanco, które w razie potrzeby przedstawialiśmy naszym wykładowcom. Nie zawsze przynosiło to pożądane przez nas efekty. W latach 1972 i 1973 byłem nominowany do nagrody najlepszego sportowca Politechniki Gdańskiej. Raz udało mi się zając szóste miejsce. Wyróżnień i nagród za wyniki nauczania niestety żadnych nie otrzymałem. 1973 rok to rok zmian w moim życiu akademickim i osobistym. Poznałem uroczą kandydatkę na moją żonę i z miejsca się w niej zakochałem. Ponadto rodzina postanowiła wyjechać na stałe do Niemiec ich w tym wspierałem. Te dwa zdarzenia wpłynęły na to, że zacząłem traktować otaczający mnie świat zgoła inaczej tzn. znacznie poważniej. Oświadczyłem się Joli i zostałem przyjęty, a rodzicom oświadczyłem, że nie jadę z nimi do Niemiec. Moje oświadczyny odbyły się w Święta Bożego Narodzenia w rodzinnym domu Joli w Ustroniu Morskim. W obecności całej rodziny ukląkłem przez Jolą i snułem opowieść jak to my się kochamy i chcemy się pobrać oraz prosimy rodziców o zgodę. Taka zgodę z niemałym trudem otrzymaliśmy. Odradzał mi ożenek mój przyszły teść twierdząc, że nam się na dłuższą metę nie uda. Jak się później okazało nie miał zupełnie racji i chyba był trochę zazdrosny o swoja uroczą córkę. Moja mama nie bardzo mogła się z tym wszystkim pogodzić ale nie miała wyjścia. Pomagałem rodzinie w załatwieniu wszystkich formalności, także wizowych w Warszawie. Gdy urzędnik ambasady niemieckiej zobaczył, ze staramy się o stały pobyt przeszedł od razu na język niemiecki. Dałem rade i swobodnie kontynuowałem rozmowę w tym języku. Rodzina wyjechała w lutym 1974 roku na stałe do Niemiec, a my z Jolą ustaliliśmy termin ślubu. Na uczelni nie pojawiały się już większe kłopoty, zaliczałem wszystko dosyć sprawnie. Wkrótce kazano mi opuścić mieszkanie po rodzicach w Lęborku i do końca studiów byłem osoba bezdomną. Zgłosiłem na milicji w Lęborku, że ja zostaję w Polsce i nie będę miał gdzie mieszkać. Na to otrzymałem odpowiedź, że to już mój problem. Mieszkałem na okrągło w akademiku, także w czasie wakacji bo działał casus zawodnika, który ma ciągle jakieś obozy sportowe. Chcieliśmy mieszkać z Jolą razem w następnym roku akademickim i okazało się, że aby otrzymać wspólny pokój musimy być małżeństwem. Złożyliśmy szybko dokumenty w Urzędzie Stanu Cywilnego w Gdańsku i ślub cywilny (rejestracja jak mówili nasi rodzice) odbył się 8 czerwca. Wesele dla koleżanek i kolegów odbyło się w klubie studenckim „Schronik”. Przyjechali rodzice Joli (moja rodzina nie mogła z Niemiec przyjechać) i wspólnie bawiliśmy się po studencku do białego rana. Nie obyło się bez wpadek, zapomnieliśmy o wiązance dla panny młodej, która kupiliśmy po drodze u ulicznej sprzedawczyni. Natomiast pozowane zdjęcia po ceremonii, które wykonywał mój świadek Tadeusz, wszystkie się w jakiś dziwny sposób naświetliły. W podróż poślubną pojechaliśmy na świetny spływ kajakowy rzeką Krutynią. Następny rok spędziliśmy już jako małżeństwo w pokoju koedukacyjnym w akademiku nr 15. Wracając do studiów, to pod koniec czwartego roku otrzymywaliśmy tematy prac magisterskich. Miałem wykonywać jakieś pomocnicze prace dla jednego z docentów (Winiarskiego) ale poprosiłem dziekana wydziału Pana Profesora Woynarowskiego o temat pracy, który będzie miał jakiś związek z przemysłem. Udało mi się i otrzymałem temat związany z firmą ZWAR z Lęborka pod tytułem: Możliwość zastosowania izolatorów średniego napięcia z tworzyw termoplastycznych. Samo pisanie pracy dyplomowej było chyba najprzyjemniejszym okresem podczas całych studiów. Dyplom udało mi się obronić 28 października 1975 r. Oblewaliśmy zdany egzamin magisterski w gronie przyjaciół i brata Joli Leszka w akademiku. Nie pamiętam jak dotarłem do łóżka ! Pierwsza pracę wraz z mieszkaniem zorganizowała nam Jola, która mieszkała wcześniej z koleżanką z Akademii Medycznej Łucją Gursztyn, a ta z kolei była córką Dyrektora PBRol w Braniewie, który usłyszawszy o nas zaproponował nam pracę i co ważne mieszkanie zakładowe. Decyzja była natychmiastowa. Jeszcze w sierpniu tego roku spotkał mnie trener Stoczniowca Gdańsk, zespołu z I ligi siatkówki. Zaproponował mi grę w tym zespole. Niestety nie było widoku na mieszkanie, a ja byłem bezdomny, więc grzecznie odmówiłem. Na koniec musze dodać, że efekt mojej pracy dyplomowej znalazł praktyczne zastosowanie. Po kilku latach ZWAR Lębork zaczął produkcję nieco zmienionych izolatorów z tworzyw sztucznych.

MICHAŁ GÓRSKI

Może zainteresuje Cię:

Kúpiť Viagru online bez receptu Kup Viagra 100mg online bez recepty w Polsce Kup Levitra 20 mg online bez recepty w Polsce Viagra Koupit levně online bez receptu Koupit Kamagra online bez předpisu Kup Cialis 20 mg online bez recepty w Polsce Koupit Cialis bez předpisu v Praze Koupit Viagru bez předpisu Praha