MEDIA. Marsz KOD dał się złapać na lep komunie. Bo nie chodzi tylko o Lecha Wałęsę. I czy faktycznie takie, czy inne powiązania Lecha Wałęsy z komuną miały wpływ na proces wolnościowy w Polsce. Czy esbecja w przeszłych czasach „grała” teczkami, a konkretnie to nimi straszyła „uważajcie, bo mamy na was haki” i dokładnie to samo robi teraz – czytamy w felietonie Andrzej Dramiński „KOD fałszowania demokracji” (sdp.pl)
Demokracji nie tylko trzeba pilnować, ale przede wszystkim jej nie nadużywać. Często jeżdżę do Wlk. Brytanii i tam wielokrotnie powtarzano mi: „nadużywamy naszej demokracji” (we abuse our democracy). A głównie chodziło o to, że nad każdym zagadnieniem toczą się długie, wielostronne dyskusje. I tak się zapalczywie rozważa „za i „przeciw”, że w końcu trudno dojść do konkluzji i jednoznacznych wniosków. I w ten sposób każde zagadnienie jest rozbabrane, konkluzji nie ma. Czyli nagadali się, nagadali się, a i tak nic z tego nie wynika. Puste gadanie? Ale czy w tym „szaleństwie” nie kryje się głębszy sens? Siądźmy i dyskutujmy, bo tylko w starciu poglądów można wypracować coś nowego, lepszego od dotychczasowego. Może nie za pierwszym, drugim, a nawet…trzecim razem. I szukajmy prawdy, nie fałszu. W dyskusji trudno coś fałszować. Bo natychmiast spotyka się to z celną ripostą. A taki fałszerz zostanie od razu rozpoznany, obnażony i wykaże się mu, że idzie w złą stronę.
A propos chodzenia. Właśnie w Warszawie przewala się po Alejach Jerozolimskich do Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego pochód Komitetu Obrony Demokracji (KOD) z banerami: „My, naród” oraz „Żądamy przestrzegania Konstytucji”. Hasła jak hasła, każdy może napisać sobie co chce (pierwszy przejaw demokracji), wyjść na ulicę i protestować (drugi przejaw demokracji). Ale, czy w tym nie ma fałszu? A może chodzi o to, że jak masy (a może jak masowo maszerujemy) wyjdą na ulice, to już ten sam fakt coś znaczy i stąd to oni mają rację? Czy na pewno? Przecież fałszem „jedzie” już z daleka. A demokracji nie wolno fałszować (trzeci przejaw demokracji). Po cóż to za demokracja, jak zafałszowana? Pierwszy baner „My, naród !”, to pierwsze słowa amerykańskiej konstytucji („We the people”). Tymi słowami Lech Wałęsa w dn. 15 listopada 1989 r. rozpoczął swoje przemówienie przed połączonymi izbami Kongresu Amerykańskiego. Tłumaczył Jacek Kalabiński, dziennikarz. W 1984 r. wyjechał z Polski i współpracował z Radiem „Wolna Europa”. To wszystko, to wielkie symbole. I wolności i demokracji w centralnej Europie. Lech Wałęsa mówił o tych ideach, jak trudno o nie walczyć. I ile trudu to kosztowało. Bo demokracja i wolność to niełatwa rzecz. To przemówienie Lecha Wałęsy to był wielki moment dla całego polskiego narodu, włączając w to liczną, amerykańską Polonię. O tym nie wolno zapominać. Bo Lech Wałęsa to symbol demokracji i wolności nie tylko w tej części Europy, ale i na całym świecie.
Nawiązanie przez maszerujących, zwołanych przez Komitet Obrony Demokracji (KOD) do tego historycznego przemówienia, to jednocześnie pokazanie, iż jest to marsz w obronie Lecha Wałęsy. Niedawno na tym samym portalu red. Stefan Truszczyński pisał by się odczepić od Lecha Wałęsy. Ale czy od 17 lutego, gdy ujawniono z czym i po co żona generała Czesława Kiszczaka przyszła do IPN ktoś szczególnie zaczął grozić Lechowi Wałęsie? Felieton „Cze.kiszczaki a wokoło Bolek” zacząłem od tego, iż komuna dalej rej wodzi. Jeszcze długo będziemy szantażowani tym, co esbecy wytworzyli albo nie, kiedy to ujawnią. Być może sami wybierają takie momenty, by w danej chwili robić jak najwięcej zamieszania. I tak się stało tym razem.
Marsz KOD dał się złapać na ten lep komunie. Bo nie chodzi tylko o Lecha Wałęsę, bo oddajmy mu to, co mu się należy i już, co o prawdę historyczną i pełne ujawnienie jak to było z walką z komuną. I czy faktycznie takie, czy inne powiązania Lecha Wałęsy z komuną miały wpływ na proces wolnościowy w Polsce. Czyli, czy esbecja w przeszłych czasach „grała” teczkami, a konkretnie to nimi straszyła „uważajcie, bo mamy na was haki” i dokładnie to samo robi teraz.
I część naszego społeczeństwa dała się na to nabrać. Bo nie ma zagrożenia demokracji (jej przejawem jest ten marsz z 27 lutego) i każdy nosi hasła jakie chce. Ale, czy mimo wszystko to co zrobił KOD w ostatnią sobotę, to nie jest nadużycie wolności i demokracji. „My, naród !” odnosi się do przemówienia, ale i do tego, że wszyscy maszerujący, to jeszcze nie cały naród. Jeżeli chcecie bronić demokracji, to jej brońcie, a nie udawajcie, że to robicie. Po drugie, to nie chodzi o atakowanie Lecha Wałęsy, ale o pełną prawdę historyczną do czego właśnie cały naród ma pełne prawo. Robi to IPN, który specjalnie został do tego powołany i postępuje zgodnie z prawem. Gdy się na to patrzy od tej strony, to demonstracja KOD jest jak próżne walenie w płot i wręcz nadużywanie prawa. A może ktoś podpuszczony przez byłą esbecję (bo tak jest niewątpliwie) robi sobie w ten sposób polityczną hucpę. Jak łatwo jest teraz wejść na trybunę (widać nas, patrzcie jesteśmy i jeszcze mamy coś do powiedzenia) i wykrzykiwać hasła o wolności i solidarności, bo istnieje zagrożenie, które my sami wymyśliliśmy. Czy znowu część narodu, a raczej jego politycznej klasy nie zaczęła nami bezczelnie manipulować? Dokładnie tak, manipulować. Czy to taki ma być kod do odczytania tego, co zrobił KOD ? Czy zamiast obrony, nie jest to fałszowanie demokracji? I jaki to miało zasięg? Policja podała, że było 15 tys. maszerujących. A „kodowcy”, że 80 tys. To już poważna siła, tyle, że wykorzystana przez innych i skierowana w złą stronę.
„Protestu” 27 lutego nie zorganizowała żadna partia polityczna, dodajmy opozycyjna, bo są na to za słabe i nie dadzą rady. Nie ma też ludzi kultury i sztuki, którzy wyczuli, że nie mogą dawać twarzy czemuś stanowiącemu kolejną manipulację. Ale innych na hasła-jak widać-zawsze da się zwołać. I oczywiście politycy też lecą na to jak na lep. Przecież nieważne, co powiedzą, najważniejsze, że ich można zauważyć.
Jeśli już mowa o przestrzeganiu zasad, to ta została wyraźnie naruszona. To ci z tej „złej strony mocy” powołują się przecież na to, że należy poczekać i sprawę dokładnie wyjaśnić. Zatem po co wyprowadzać ludzi na ulicę i nie czekać aż powołana do tego przez państwo instytucja i zgodnie z prawem nie wyjaśni tego do końca. Dobrze, chcecie bronić bohatera, ale bohater się obroni. Z tym, że przede wszystkim sam ma powiedzieć prawdę. Wiele osób w różny sposób komentuje obecnie tę sytuację. Lecz niewiele z nich było świadkami, tego co się wtedy naprawdę wydarzyło. Dlatego warto posłuchać Kornela Morawieckiego: „Lechu stań w prawdzie”. Czy stanie?
Drugim hasłem było „Żądamy przestrzegania konstytucji”. Przez kogo i kto ją naruszył? Uczestnicy marszu sami nie przeczytali nie tylko dokładnie konstytucji z 1997 r., ale przede wszystkim preambuły do niej.
A zapisano wyraźnie: „my, Naród – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. Jak wszyscy, to nie 15, czy 80 tysięcy. Dlaczego jakaś grupa, nawet wielotysięczna ma mówić w imieniu całego narodu? Cały naród to wybory powszechne. Jaki był wynik jesienią 2015 r. dokładnie wiadomo. Może tak odbijamy sobie ich niekorzystny wynik? A na samym początku napisano: „W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie”. Właśnie dlatego powinniśmy wyjaśnić całą prawdę by w przyszłości komuna nie próbowała, tak jak teraz, ani nie robiła sobie z nas widowiska, jakim niewątpliwie był marsz 27 lutego. I to dodajmy marnego widowiska.
Czy w ten sposób nie chodzi o rozmydlanie całej sprawy? Przecież tak wielu mówi o tym, by to zostawić, że to rozdrapywanie ran i niepotrzebne zupełnie poszukiwania. Jeden z redaktorów w telewizyjnej dyskusji rzucił, że to nie interesuje młodego –pokolenia, tylko starsze do tego prze. Od razu został zastopowany. Młodzi chcą, a nawet żądają prawdy. To na przyszłość powinniśmy wszystko dokładnie wyjaśnić. Nikt tu nie chce pomniejszać roli Wałęsy, ani zabierać mu bohaterstwa walki z komuną. Ale co zrobił dokładnie mamy prawo wiedzieć.
A czy nie chodzi tu o to, by głośno nie powiedzieć, co w robotniczym państwie, rządzonym niby przez robotniczą partię i niby w imieniu robotników robiła służba bezpieczeństwa? Jak nie tylko straszyła ich, ale ich najbliższych, ich rodziny? A ilu z nich zabiła, zamordowała? I powiedzmy to głośno: służba bezpieczeństwa robotniczego państwa? Czy by to na pewien czas ukryć, a potem wyciągnąć w odpowiednim momencie papiery, tak jak to zrobił dokładnie szef bezpieki?
Czy w dalszym ciągu mamy się bać „bezpieczniaków”? Czy dalej mamy czekać na to, by nie tylko żona Kiszczaka, ale i wielu innych „bezpieczniackich kacyków” wyciągało różne dokumenty, kiedy im się zachce? Ile jeszcze demonstracji będzie organizowanych z inspiracji ukrywania prawdy i podburzania przez aktywność „byłych” z SB? Chyba ma rację były premier Jan Olszewski (którego rząd został obalony przez te nieszczęsne teczki), który stwierdza, że „rewolucji w 1989 roku nie było”.
To co było? Czy tu nie powinno być aktywnych działań dziennikarskich? IPN głosi, że dla tego zawodu jego podwoje są otwarte. Czy mamy się dać zakrzyczeć przez fałszywe, bo nie prawdziwe, działania demokratyczne?
Andrzej Dramiński
(źródło: felieton/sdp.pl)
Andrzej Dramiński. Wiceprezes Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie. Jako radca prawny prowadzi Kancelarię Grupa Radców Prawnych LEGITIME w Olsztynie. Wyróżniony tytułem „Prawnik Pro Bono” i „Kryształowe Serce Radcy Prawnego”. Od ponad 20 lat wspiera działalność i udziela porad prawnych w Telefonie Zaufania. Jako jeden z prawników bierze udział w procesach przeciwko niemieckim mediom o użycie określeń „polskie obozy zagłady”, „polskie obozy koncentracyjne”, ostatnio m. in. w Moguncji (Mainz).




