WARTO WIEDZIEĆ. Jedna z trudniejszych decyzji w naszym życiu podjęta – kupujemy mieszkanie. Pełni zapału idziemy do banku i staramy się o kredyt. Jest! Dostaliśmy! W między czasie podejmujemy decyzję, czy chcemy mieszkanie nowe czy używane. Szukamy, bardzo szybko kupujemy, a potem… Potem plujemy sobie w brodę.
1. Umowa jest po to, by ją czytać
Tak, tak, kto czyta umowy? Musimy jednak pamiętać, że nabycie mieszkania to nie błahostka. To nie podpisanie umowy z operatorem telefonii komórkowej jedynie na dwa lub trzy lata. Nie wystarczy pobieżnie przelecieć tekstu wzrokiem. Za jakiś czas może się okazać, że wpakowaliśmy się w coś, o czym nie mamy zielonego pojęcia i z czego trudno się wykręcić, a zazwyczaj wręcz jest to niemożliwe. Jeżeli nie rozumiemy jakiegoś zapisu, nie powinniśmy się wstydzić poprosić o wyjaśnienia.
2. Kupno mieszkania to nie tylko cena za metr kwadratowy
Dajmy na to, że do dyspozycji mamy 400 tysięcy złotych (nieważne, czy w formie gotówki czy kredytu). Znajdujemy idealne mieszkanie, które kosztuje nas 380 tysięcy i zadowoleni, że w zanadrzu mamy jeszcze 20 tysięcy, decydujemy się na nie. A potem okazuje się, że za te 20 tysięcy złotych musimy jeszcze wykończyć mieszkanie (jeśli kupiliśmy takie z rynku pierwotnego) lub je wyremontować (gdy zdecydowaliśmy się na używane), opłacić notariusza i uiścić inne niezbędne opłaty dodatkowe, np. podatek od czynności cywilno-prawnych.
3. Ufamy na słowo
Ostrożności nigdy za wiele. Umowa mieszkaniowa to nie zwykła obietnica złożona przez przyjaciela. Podczas zakupu mieszkania (zarówno z rynku pierwotnego, jak i wtórnego) możemy negocjować. Wszelkie nowe ustalenia – mniejszy koszt za metr kwadratowy lub inne rabaty – muszą zostać spisane – tylko takie ustalenia mają moc prawną. W przeciwnym razie osoba, która sprzedaje nam mieszkanie, może z łatwością się z nich wycofać. Lepiej zabezpieczyć się przed takim obrotem sprawy.
4. Wstydzimy/boimy się negocjować
Może i nie jesteś wybitnym negocjatorem – nie martw się, większość z nas nie może poszczycić się taką umiejętnością. Nie oznacza to jednak, że należy z pertraktacji całkowicie zrezygnować. „Deweloper jest gotowy na rokowania. Należy jednak pamiętać, że wynegocjowane warunki muszą być korzystne dla obu stron, dlatego upieranie się przy jednej rzeczy i rezygnowanie z tego, co proponuje inwestor, nie jest najlepszym pomysłem – nastaje wtedy nieprzyjemna atmosfera, emocje biorą górę i w efekcie żadna ze stron nie skorzysta” – mówi specjalista z Marvipol Development. Możesz – a nawet powinieneś – targować się, kupując zarówno mieszkanie z rynku pierwotnego, jak także z rynku wtórnego.
5. Sugerujemy się wyłącznie niską ceną
Każdy chciałby wydać jak najmniej. Jeżeli nie mamy wielkich wymagań i nie będą nam przeszkadzać pewne niedogodności – uciążliwi sąsiedzi, zła komunikacja z centrum miasta/pracą, układ pomieszczeń czy nieunormowana prawna sytuacja – nic nie stoi na przeszkodzie, by skusić się na podejrzanie niską cenę. Powinniśmy dokładnie wiedzieć czego oczekujemy od lokalu mieszkaniowego i okolicy, w której chcemy zamieszkać i pytać o wszystko. Lepiej zadać jedno pytanie więcej i nie żałować zakupu.

