Akumulatory nie bez powodu uważane są za najistotniejsze elementy składowe całego samochodu. Trudno sobie wyobrazić, aby bez nich zdołał on ruszyć z miejsca. Toteż kiedy nasz akumulator w końcu się rozładuje, wpadamy zwykle w panikę i gorączkowo rozglądamy za nowym.
To zwykle przypadłość zwłaszcza młodych i niedoświadczonych kierowców. Jeżeli nie troszczą się oni o odpowiednie serwisowanie samochodu, nie kontrolują regularnie poziomu naładowania akumulatora oraz nie wsłuchują w sygnały, wysyłane im przez samochód, pewnego dnia bywają zwykle niemile zaskoczeni. Tymczasem akumulatory niemal nigdy nie rozładowują się z dnia na dzień. A nawet jeśli, to nie od razu oznacza to, że nadszedł czas kupić nowy.
Nie wpadajmy od razu w panikę
Czasami wystarczy sprawdzić stan elektrolitu oraz dolać trochę wody destylowanej, aby po podładowaniu akumulator działał niemal jak nowy. Innym razem sprawdzi się on w przypadku mniejszego samochodu, któremu nie będą wadziły jego ograniczone parametry. Natomiast kierowcy wychodzą zwykle z założenia, że skoro ich akumulatory mają już po kilka lat, to mają prawo się psuć. Tymczasem mają, ale wcale nie muszą z niego korzystać.
Przede wszystkim, kontrolujmy tu poziom elektrolitu. Wystarczy robić to choćby raz w roku, a już na pewno – przed zimą. Akumulatory bezobsługowe pozwalają zwykle na podważenie wieczka zamykającego cele – wówczas możemy sprawdzić stosowne parametry sami. Jeżeli dostęp do nich jest uniemożliwiony, oznacza to, że producent zadbał o to, aby poziom elektrolitu nie miał możliwości obniżyć się do niebezpiecznej wartości. Z kolei niedobory uzupełnimy tu wspomnianą już wodą destylowaną bądź demineralizowaną, które znajdziemy na każdej stacji paliw.
Jak najprędzej sięgajmy po prostownik
Kiedy nasze akumulatory okażą się niedoładowane, nie zwlekajmy także z sięgnięciem po prostownik. Podłączmy je do niego czym prędzej, ponieważ obniżone napięcie może skutkować trwałym zasiarczeniem. Warto pamiętać też o tym, że do ładowania dobrze jest wymontować akumulatory z aut, ponieważ gazujący elektrolit może pryskać na poszczególne elementy nadwozia, a w efekcie powodować ich korozję.
Postawmy na ostateczną weryfikację
Akumulatory, choćby i mocno zużyte, można naładować – standardowo potrzebnych jest do tego około ośmiu godzin, ale zwykle czas ten jest dużo krótszy. Minus jest taki, że mogą one słabo kręcić rozrusznikiem i rozładować nam się ponownie. Dlatego, jeśli chcemy sprawdzić, czy nasze akumulatory nadają się już do wymiany, sięgnijmy po specjalne testery. Albo zafundujmy im test pod obciążeniem, gdzie wyznacznikiem będzie rozrusznik. Jeśli pod dużym obciążeniem napięcie naładowanego akumulatora spadnie poniżej 10 V, oznacza to, że jest on definitywnie zużyty.
Pamiętajmy jednak wówczas, aby sprawdzić, jakie akumulatory są zalecane do naszych samochodów. Zwykle stosowne informacje znajdziemy w instrukcji obsługi pojazdu, załączonej nam przez producenta. Najważniejsze, na co należy zwracać tutaj uwagę, to pojemność, prąd rozruchowy, gabaryty zewnętrzne oraz sposób mocowania w aucie. Resztę możemy uzależnić już od zasobności naszych portfeli.
Tekst stworzony przy współudziale specpart.pl
