GDAŃSK. Bogusław Nieznalski – fotografik, fotoreporter, członek Stowarzyszenia GODNOŚĆ. Zmarł 30 grudnia 2014 r. Miał 66 lat. Kim był, czego dokonał? Poniżej spisany przez Niego życiorys.
Urodziłem się 24 maja 1948 r. w Sopocie. Zostałem wychowany w rodzinie z dużymi tradycjami patriotycznymi, moja babcia Rozalia Dmowska była krewną Romana Dmowskiego. Z fotografią zetknąłem się pierwszy raz gdy miałem 7 lat. Mój wujek zrobił mi zdjęcie tajemniczym prostokątnym pudełkiem. Był to stary aparat fotograficzny typu box „Kodaka”. Zafascynowało mnie to czarne pudełko!!!
Po usamodzielnieniu się próbowałem kupić aparat fotograficzny, lecz w tym czasie wybór był bardzo mały, większość to aparaty złej jakości produkcji radzieckiej.
W grudniu 1970 r. uczestniczyłem w wiecu na Politechnice Gdańskiej, po czym z grupą studentów udałem się do Gdańska przed Komitet Wojewódzki PZPR. Ostre strzelanie z karabinów maszynowych przegoniło dużą grupę uczestników wiecu spod KW. Uciekłem na Forty Napoleońskie, z góry widziałem jak płonął KW.
Właśnie wtedy pomyślałem, że wydarzenia te należałoby fotografować. Nie miałem aparatu fotograficznego. Spowodowało to u mnie głęboki stres i złość. Uświadomiłem sobie, że należy być przygotowanym do dokumentowania takich wydarzeń.
W latach 70-tych łatwo można było kupić książki. Na temat fotografii zebrałem duży zbiór. Zapoznałem się teoretycznie z dziedziną fotografii. Około 1973 r. z dużym wysiłkiem finansowym kupiłem wymarzony aparat fotograficzny – lustrzankę „Prakticę”. W 1974 r. zapisałem się do Gdańskiego Towarzystwa Fotograficznego.
W środowisku starszych kolegów zdobywałem doświadczenie i zgłębiałem tajniki fotografii.
Od 1975 r. wysyłałem zdjęcia na wystawy i konkursy fotograficzne.
W 1977 r. na VII Salonie Portretu Artystycznego „Emocje” (fotografia socjologiczna) otrzymałem swoją pierwszą nagrodę „Grand Prix – Bursztynowy Trójząb”.
Fotografia pochłonęła mnie całkowicie. Z dużym trudem kompletowałem sprzęt ciemniowy. Łazienka w moim M3 została zamieniona na ciemnię. Brakowało wszystkiego. Na filmy i papier fotograficzny czekało się tygodniami, kupowało się po znajomości spod lady. Zestawy kąpieli fotograficznych były złej jakości. Wymusiło to na mnie „załatwienie” wagi aptekarskiej i wszelkie kąpiele przygotowywałem z odczynników sam wg wybranych recept z literatury fachowej.
Zaprojektowałem i sam wykonałem filtr do wody na potrzeby fotograficzne. Sam wykonywałem szereg narzędzi potrzebnych do pracy w ciemni.
Moimi ulubionymi tematami w fotografii były: dziecko, portret, reportaż. W połowie lat 70-tych coraz częściej fotografowałem kolejki przed sklepami, braki w zaopatrzeniu i inne zjawiska „cudownego” życia w socjalizmie.
Wykonując zdjęcia pustych sklepów kilkakrotnie zostałem zatrzymywany przez Milicję Obywatelską, spisywano mnie, straszono, grożono że zapudłują i zabierano filmy z aparatu.
Zdobywałem doświadczenie, jak należy ukrywać naświetlone filmy i jak uciekać. Ze sprzętem fotograficznym nie rozstawałem się, miałem przy sobie każdego dnia. Po pracy obserwowałem ulice, sklepy, ludzi. Robiłem zapis różnych wydarzeń i dnia codziennego. Najbardziej interesowały mnie problemy społeczne, wszelkie objawy patologii społecznej.
Wkroczyłem w dziedzinę fotografii socjologicznej. Tematyka ta pochłonęła mnie całkowicie w latach 1977–1994.
W sierpniu 1980 r. ktoś w pracy powiedział że w Stoczni Gdańskiej jest strajk. Natychmiast tam się udałem. Byłem przygotowany na tego typu wydarzenia. Przy bramie nr 2 spotkałem kolegę z lat szkolnych i mojej dzielnicy. Z grupą osób niósł chleby. Wprowadził mnie do Stoczni Gdańskiej i dał mi ustną zgodę na wykonywanie zdjęć. Był to Bogdan Borusewicz. Strajk fotografowałem od 16 do 31 sierpnia 1980 r. Po kilku dniach do Stoczni na strajk wprowadziłem przyjaciela.
Strajk był dla mnie fantastycznym plenerem fotografii socjologicznej. W mieszkaniu bywałem gościem, wpadałem po nowe filmy, czasami przespać się. Parę razy nocowałem w Stoczni na „styropianie”. Przy bramie nr 2 w stołówce dla stoczniowców kupowałem obiady. Stocznia w tym okresie stała się dla mnie drugim domem. W dniu 16 sierpnia byłem jedynym fotografem, każdego dnia przybywało fotografów ze świata zachodniego, a pod koniec strajku były tłumy.
Nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że uczestniczę i dokumentuję zryw społeczny, który uruchomił „demontaż” komunizmu w Polsce i Europie.
W Politechnice Gdańskiej gdzie pracowałem, stałem się osobą bardzo popularną. Przychodzili różni ludzie z prośbą by kupić zdjęcia ze strajku. Wykonywałem zestawy zdjęć. Zamówienia otrzymywałem z całej Polski. Kiedyś w podzięce otrzymałem od górników piękny medal wyrzeźbiony w węglu. Pieniądze ze sprzedaży zdjęć umożliwiały mi zakup sprzętu i materiałów fotograficznych. Dawało mi to dalsze możliwości nieograniczonego fotografowania różnych wydarzeń społecznych, manifestacji w Trójmieście, a także w całej Polsce.
Pragnę zaznaczyć, że za mną nie stały żadne organizacje i struktury. Byłem niezależnym samorządnym amatorem fotografem, samodzielnie myślącym, z dużym potencjałem pracy, samofinansującym się.
W czasie uroczystości odsłonięcia Pomnika Poległych Stoczniowców ksiądz Henryk Jankowski poprosił, abym wykonał zestawy zdjęć ze strajku oraz budowy pomnika, gdyż na początku stycznia 1981 r. delegacja z Lechem Wałęsą jedzie do Papieża i chcieliby moje zdjęcia przekazać Janowi Pawłowi II. Zaproponowałem księdzu, że polecę z nimi, lecz Lech Wałęsa nie chciał mnie zamieścić na liście delegacji „S”. Ksiądz H. Jankowski na czas informował mnie co i jak mam załatwić, abym mógł lecieć jako osoba prywatna tym samym samolotem co delegacja „S” do Rzymu. Wszelkie sprawy i opłaty załatwiałem sam. Do Rzymu i z powrotem leciałem za własne pieniądze. Przy powrocie w Rzymie, Wałęsa zapytał mnie, czy mogą na mój bilet zadeklarować nadbagaż, zgodziłem się.
Po czasie dowiedziałem się, że na moje nazwisko przemycane były powielacze, które delegaci otrzymali w darze od związkowców włoskich. Do chwili obecnej Wałęsa nie podziękował mi za wykonywanie dokumentacji fotograficznej z pobytu delegacji „S” we Włoszech, Watykanie jak i za mój przemyt (nieświadomy) powielaczy do Polski.
W czasie audiencji prywatnej w bibliotece delegacja „S” pozowała do „rodzinnego” zdjęcia z Papieżem. Były dwie ekipy telewizyjne RAI i chyba CNN, oraz fotograficy Arturo Mari, Felici oraz moja skromna osoba. W trakcie robienia zdjęć w aparacie skończył mi się film. Przerażony zdobyłem się na desperacki czyn. Świadom że Papież mówi po polsku, poprosiłem Ojca Świętego, aby chwilę poczekał aż zmienię film w aparacie. Papież wyraził zgodę !!!
W 1981 r. bardzo dużo pracowałem, dokumentowałem liczne wydarzenia w kraju, było ich bardzo dużo.
Po ogłoszeniu Stanu Wojennego – 13 grudnia 1981 r. już około godziny 9 byłem w Stoczni Gdańskiej, robiłem zdjęcia. Chciałem zarejestrować spontaniczny opór społeczeństwa na decyzję hunty wojskowej – WRON. Archiwum zdjęciowe natychmiast wyniosłem z mojego mieszkania, podzieliłem na części i szybko ukryłem. W trakcie robienia zdjęć w stanie wojennym filmy po opracowaniu były natychmiast ukrywane. Gdy fotografowałem manifestacje patriotyczne i gdy czułem że jestem obserwowany, naświetlone filmy przekazywałem zaufanym osobom, aby po kilku dniach zgłosić się do nich po odbiór.
Wszelkie ograniczenia i zakazy odbierałem bardzo osobiście, więc buntowałem się i robiłem wiele razy rzeczy wbrew zarządzeniom. Postanowiłem wykonać album fotograficzny o sytuacji w Gdańsku.
Z książki telefonicznej zdobyłem adresy placówek dyplomatycznych w Gdyni i Gdańsku, aby za ich pośrednictwem w lutym 1982 r. rozprowadzać moje zestawy zdjęć ze Stanu Wojennego. Jeden zestaw zaniosłem do prałata kościoła NMP (Mariackiego) księdza Stanisława Bogdanowicza. Starannie obejrzał je i zaproponował aby takie zestawy sprzedawać w kościelnym kiosku. Jego pomysł mnie przestraszył.
Świadom byłem, że rozprowadziłem już takie zestawy po placówkach dyplomatycznych, zdjęcia mogły ukazać się w prasie zachodniej. Obawiałem się, że SB mogłoby mnie namierzyć. Zaproponowałem łagodniejszą formę „podnoszenia ludzi na duchu”, mianowicie wykonanie z moich zdjęć odbitek Jana Pawła II z Lechem Wałęsą z prywatnej audiencji, oraz z budowy pomnika Poległych Stoczniowców. Ksiądz Prałat Stanisław Bogdanowicz moją propozycję zaakceptował.
Od marca 1982 r. do 1988 r. własnoręcznie wyprodukowałem kilkanaście tysięcy odbitek formatu pocztówkowego i rozwoziłem je po kościołach w Gdańsku – NMP i św. Brygidy, w Warszawie – św. Anny i św. Andrzeja Boboli na ulicy Rakowieckiej blisko więzienia. Często zostawiałem zdjęcia po kosztach własnych a czasami bezpłatnie na prośbę sióstr zakonnych, które sprzedawały w kościołach. Informowały mnie one o potrzebach więźniów politycznych i biednych.
„Patriotyczne zdjęcia” próbowałem rozwozić również po Śląsku. W Katowicach w jakimś dużym kościele nie za bardzo chciano przyjąć towar, więc zostawiłem za darmo dość dużą paczkę. W drodze powrotnej zostałem zatrzymany na kilka godzin przez patrol ZOMO. Byłem czysty, chyba mnie obserwowano.
W czasie robienia zdjęć w Stanie Wojennym nie raz byłem celem do którego ZOMO mierzyło i strzelało. Często różnego rodzaju pociski przelatywały blisko mnie.
31 sierpnia 1982 r. w II Rocznicę „Sierpnia 80” w czasie fotografowania dużej manifestacji patriotycznej koło kościoła Mariackiego w Gdańsku, zostałem postrzelony przez ZOMO.
13 marca 1983 r. w czasie manifestacji patriotycznej zostałem złapany w pobliżu pomnika przez ZOMO i przetrzymywany przez kilkanaście godzin. W następstwie byłem kilka razy wzywany przez UB w Gdańsku na przesłuchania.
Dokumentowałem różne manifestacje patriotyczne i inne wydarzenia w Gdańsku. W maju i sierpniu 1988 r. dokumentowałem strajki w Stoczni Gdańskiej.
W czasie manifestacji patriotycznej Pierwszego Maja 1989 r. !!! – zostałem pobity przez ZOMO. Sprawą zajął się mec. Jacek Taylor, po czasie prokuratura sprawę umorzyła.
W kwietniu 1990 r. na potrzeby II Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „S” wykonywałem serwis fotograficzny.
Brałem udział w przeszło 200 wystawach w kraju i zagranicą. Otrzymałem 12 GRAND PRIX i 33 różnych nagród na konkursach fotograficznych w kraju i zagranicą.
(źródło: wszechnica.solidarnosc.org.pl)

