GDAŃSK. Siedemnaście własnoręcznie wykonanych przez Scheelje modeli tramwajów z kartonu, których precyzja jest niewiarygodna. Na jeden model poświęcał około roku czasu. Wszystko zachowało się w idealnym stanie, zapakowane było w specjalne pudełka. Scheelje zdobył za modele liczne medale.
Rozmowa z Maciejem Lisickim, wiceprezydentem miasta Gdańska, kolekcjonerem, spotkanym na Jarmarku Dominikańskim 2014
– Pan prezydent na kontroli?
– Nie, prywatnie, zaraz po otwarciu perskiego rynku udało mi się wyszperać i nabyć aż cztery przedrewolucyjne widokówki z Mińska Litewskiego. Są na nich znane motywy: teatr, dworzec, kościół Jezuitów. Sukces! W ubiegłych latach o tej samej porze zdobywałem jedną, najwyżej dwie, pocztówki. Dla mnie, jak i dla innych kolekcjonerów, jarmark staroci jest ciekawy wyłącznie pierwszego dnia, później na spenetrowanych stoiskach nic już ciekawego nie ma.
– Dlaczego interesuje pana Mińsk Litewski?
– Z tamtych stron pochodzi moja rodzina ze strony ojca. Widokówek z Mińska Litewskiego mam już blisko pięćset i jest to jedna z większych kolekcji w Polsce. Chodzę na rynki staroci, szukam w Internecie, obiekty trafiają do mnie z całego świata.
– Gromadzi pan nie tylko pocztówki.
– Także stare przedmioty, przede wszystkim kresowe, ale również związane z Gdańskiem. Kolekcjonuję rozmaite polonica dotyczące Kresów Wschodnich, ale – uwaga! – tych, które pozostały po pierwszej wojnie światowej za polską granicą, czyli nie z obszaru II Rzeczypospolitej, ale, można powiedzieć umownie, z obszaru I Rzeczypospolitej z lat20. i 30. Kupuję na przykład gazety, które wydawała w tym okresie partia komunistyczna dla Polaków w języku polskim, to są egzemplarze unikalne, bowiem tytuły ukazywały się w niewielkich nakładach. Teraz czekam na przysłanie dwóch unikatowych polskich dokumentów z 1920 roku – głowa boli! – z terenu, na którym urodził się i dzieciństwo spędził mój ojciec.
– Nie jest tajemnicą, że pana konik to stare tramwaje.
– Parę miesięcy temu nabyłem całą spuściznę po Niemcu z Hamburga, panu Dietrichu Scheelje, gdańskim tramwajarzu, rodem z Królewca, który po wojnie wyjechał do Niemiec i dalej pracował w zawodzie. Scheelje całe życie utrzymywał kontakt z Gdańskiem, często po wojnie tutaj przyjeżdżał, zmarł rok temu. Jego rodzina szukała kogoś, kto chciałby nabyć jego kolekcję związaną ze starymi tramwajami gdańskimi – mnóstwo dokumentów, zdjęć, parę biletów i modele tramwajów. Wieść o tym dotarła do mnie poprzez Piotra Mazurka z Towarzystwa Przyjaciół Gdańska. Kupiłem, kosztowało to duże pieniądze, biorąc pod uwagę realną wartość zbioru, ale się bałem, że jak tego nie nabędę, ulegnie rozproszeniu.
– Co ze zbioru jest najcenniejsze?
– Siedemnaście własnoręcznie wykonanych przez Scheelje modeli tramwajów z kartonu, których precyzja jest niewiarygodna. Na jeden model poświęcał około roku czasu. Wszystko zachowało się w idealnym stanie, zapakowane było w specjalne pudełka. Scheelje zdobył za modele liczne medale. Wszystkie modele, które kupiłem, zobaczyć można w Strefie Historycznej Miasta Gdańska na Długim Targu w Gdańsku. Są w zbiorze przedwojenne bilety: miesięczny na trasie z Gdańska do Oliwy, półmiesięczny na trasie – ulica Waryńskiego – Brzeźno należący do 10 letniej dziewczynki Gertrudy Lamalsch z sierpnia 1938 roku. Najstarszym biletem w kolekcji, chyba moja największa ozdoba, jest bilet miesięczny na tramwaj konny z 1890 roku na trasie Wrzeszcz – Gdańsk z oryginalnym podpisem Oskara Kupferschmidta , który przez pięćdziesiąt lat był dyrektorem gdańskich tramwajów.
Już się umówiłem wstępnie z Międzynarodowymi Targami Gdańskimi, że na przyszłorocznych 10. Międzynarodowych Targach Kolejowych udostępnię dla publiczności zarówno modele tramwajów, jak i, z tej samej kolekcji, dzieło Scheelje – makietę przedwojennej gdańskiej zajezdni tramwajowej z ulicy Łąkowej, która nie była prezentowana. Makieta jest zrobiona precyzyjnie, z uwzględnieniem szczegółów – słupków, drutów i in.
– Jeździłam konnym tramwajem po ulicy Długiej na Dzień Dziecka w latach 60.
– Mam kilka biletów na te tramwaje, były w kolekcji Scheelje, przyjeżdżał w tym czasie do Gdańska. Jest pomysł, żeby reaktywować konny tramwaj przy ulicy Łąkowej w Gdańsku, mam nadzieje, że uda się go zrealizować.
– Czy do Gdańska powróci z Krakowa tramwaj Ring?
– Tramwaje typu Ring, wyprodukowane w latach 30. w Gdańskiej Fabryce Wagonów (Danziger Waggon Fabrik), kursowały w okresie międzywojennym na trasie dzisiejszych al. Hallera, ul. Mickiewicza i al. Legionów, do skrzyżowania z Kościuszki i portu lotniczego. Nazwa tej serii tramwajów pochodzi od przedwojennej nazwy ulicy Kościuszki – Ringstrasse – Ringstrassenbahnwagen (skrót. Ring). Po wojnie tramwaje te używano jako wozy techniczne. Miasto Gdańsk dwa tramwaje Ring na przełomie lat 80. i 90. przekazało na własność tworzonemu Muzeum Komunikacji Miejskiej w Krakowie, które gromadziło stare tramwaje z całej Polski, muzeum to jednak nie powstało. Obiekty znajdują się w posiadaniu stworzonego w miejsce planowanej placówki Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, podobnie, jak stare tramwaje z innych miast, nie zostały jednak poddane renowacji i nie są eksponowane. Tylko krakowskie dawne tramwaje odrestaurowano i pokazano. Ponieważ do Krakowa poszły dwa nasze identyczne takie tramwaje, pojawił się pomysł, aby jeden odzyskać. Miasto Gdańsk, na dosyć trudnych warunkach finansowych, pozyskaliśmy sponsorów, odkupi jeden gdański tramwaj Ring. Najprawdopodobniej w przyszłym roku, wyremontowany, powróci na gdańskie tory i będzie kolejnym, obok Bergmana, zabytkowym tramwajem.
– Atrakcja dla mieszkańców i turystów.
– To jest przede wszystkim nasze dziedzictwo, takie rzeczy budują naszą tożsamość tego miasta. Bo turysta zobaczy, przejedzie się i wyjedzie, a gdańszczanin poczuje, że jest u siebie. Dla mnie największym osiągnięciem lat 90. Gdańska, pomijając cała sferę wymiaru materialnego, jest to, że myśmy, po kilkudziesięciu latach, nawiązali nić ciągłości z przeszłością przedwojenną i wcześniejszą. Wielka zasługa albumów Donalda Tuska „Był sobie Gdańsk” i innych inicjatyw, jak Strefa Historyczna Wolnego Miasta Gdańsk. Zaczynamy mieć do czynienia z dbałością o wspólne dziedzictwo bez względu na to, w jakim języku mówił twórca tego dziedzictwa i jakiego był wyznania. Bo do tej pory ludzie, którzy, przyjechali tu po wojnie, mieli wrażenie, że są w obcym mieście. Wspólnym pomysłem, prezydenta Pawła Adamowicza i moim, było, żeby współczesne gdańskie tramwaje miały patronów – dawnych zasłużonych gdańszczan różnych narodowości. I z zadowoleniem obserwuję, że ma to wartość edukacyjną. Pasażerowie informacje czytają i szanują całą tradycję. Ja się nie boję, że zobaczę na elewacji w Gdańsku fragment niemieckiego napisu i ktoś powie, że to jest niemieckie miasto.
Rozmawiała: Katarzyna Korczak




