SOPOT. Na terenie budowy sopockiego dworca ściągnięto z 50-metrowego dźwigu kobietę, która zamierzała z niego skoczyć. Gdyby nie interwencja policjantów, 36-latka z Gdańska najprawdopodobniej popełniłaby samobójstwo. Pogotowie ratunkowe zabrało kobietę do szpitala.
Wczoraj ok. godziny 8.00 policjanci z referatu patrolowo interwencyjnego otrzymali zgłoszenie o tym, że na terenie budowy sopockiego dworca, na wysokości około 50 metrów, na dźwigu siedzi kobieta. Policjanci, którzy interweniowali stwierdzili, że kobieta zachowuje się jakby chciała wyskoczyć z podestu. Funkcjonariusze poprosili oficera dyżurnego o pomoc Straży Pożarnej, następnie jeden z nich, sierżant Łukasz Kureczko nie czekając na jej przyjazd zaczął się wspinać po metalowych poręczach dźwigu. Kiedy dotarł na górę zaczął rozmawiać z roztrzęsioną kobietą. Rozmowa trwała ponad 30 minut.
Kobieta uspokoiła się i po przyjeździe Straży Pożarnej, z pomocą strażaków, policjant sprowadził kobietę na ziemię.36-latka, została oddana pod opiekę lekarzy.
