POMORZE/MEDIA. „Mamy do czynienia z ewidentnym przykładem złamania etyki dziennikarskiej. Jest to działanie zarówno na niekorzyść publicznej telewizji, jak i środowiska dziennikarskiego” – czytamy w publikacji „Etyka ofiarą wojny TVP z Sopotem” autorstwa Doroty Abramowicz („Dziennik Bałtycki”). „Można i trzeba krytykować urzędników i urzędy, ale merytorycznie i bez socjotechnicznych zabiegów”
Publikacja reportażu „Kontrowersje wokół parkingu w parku”, w gdańskiej „Panoramie” , w którym wmontowano niefortunną wypowiedź urzędniczki z Sopotu (puszczono nagranie robocze, przerwane zdanie) zbulwersowała środowisko dziennikarskie.
We wrześniu ub.r. Jakub Świderski z TVP Gdańsk, były radny Sopotu, skazany w 2006 r. za naruszenie dóbr osobistych Karnowskiego, złożył do Rzecznika Praw Obywatelskich skargę, że urzędnicy magistratu odmawiają mu dostępu do informacji. Prezydent odpowiedział, że nie będą udzielane wypowiedzi osobie skazanej prawomocnym wyrokiem za pomówienie”.
– Ktoś musi się ośmielić, by powiedzieć prawdę – twierdzi red. Kordalska-Rosiek. – Nie można mówić, że przychodzą takie materiały i nie mamy wpływu czy będą, czy też niepublikowane. W swoim liście chciałam przypomnieć, że twarz ma się tylko jedną i musi ona wystarczyć do końca życia. Niektórzy są naiwni i bezrefleksyjni licząc, że w dobie internetu widzowie za kilka lat nie będą o tym pamiętali. Widzowie mają pamięć.
– Mamy do czynienia z ewidentnym przykładem złamania etyki dziennikarskiej. Jest to działanie zarówno na niekorzyść publicznej telewizji, jak i środowiska dziennikarskiego. Jako dziennikarze wiemy, że nierzadko rozmówca zatnie się, zająknie, więc trzeba powtórzyć nagranie. Naszym zadaniem jest przedstawienie argumentów każdej ze stron, a nie ośmieszenie rozmówcy.
