
MEDIA. Jacek Kurski przez kolejne cztery lata będzie szefem Telewizji Polskiej. „Mamy więc na woronickim stolcu gdańszczanina. Wracamy do korzeni. Pan Jacek Kurski na pewno szybko zmieni telewizję. Trenował przecież już rok – napisał Stefan Truszczyński (znający telewizję publiczną na wylot). Dobrze – do cholery! – że nie wybrali tego Skowrońskiego. Wnet wylezie szydło z worka…
Zagadka brzmi: jaki to rzeczownik abstrakcyjny może być jednocześnie pełnym zdaniem?
Otóż to – SROGOŚĆ!
Zawitała ona była na obliczu groźnego szefa jurorów konkursu na prezesa TVP. Pan Przewodniczący ze szczególną ostrością w spojrzeniu i słowach przepytywał delikatnego i skromnego kandydata imieniem Jacek, nazwiskiem Kurski. Współczucie przeszywało serca słuchających. Dobrze, że fonia tego przeprowadzonego beznadziejnie pod względem technicznym (choć nie tylko) przesłuchania była również beznadziejna. Nie wszystko docierało do milionów widzów. Zdolny młodzieniec skromniutko zasiadł na krzesełku i obszernie opowiadał, jaką to straszną sytuację zastał na Woronicza. Jak z tym z wielkim samozaparciem walczył przez wiele miesięcy. Np. nie dopuścił do powrotu do firmy 400 leasingowanych. Niestety, mało dowiedzieliśmy się, jak będzie działał dalej i co chce osiągnąć. Pan Przewodniczący Rady Mediów Narodowych już z samej powagi i porażającej nazwy urzędu jest człowiekiem odpowiedzialnym i wzbudzającym zaufanie. Szczególnie u wierzących. Wierzących w niego. Ale na pewno w końcu uda mu się wymyślić, jak mamy płacić abonament, oczywiście notyfikować gdzie trzeba, a także przygotować nową wspaniałą ustawę medialną. Wtedy, niedowiarki, zobaczycie!
Nie dziwota, że braciszek karconego teraz przez władze Pana Jacka, półwładca „Gazety Wyborczej”, mógł się poczuć nieswojo. Niektórzy wprawdzie mówią, że braciszkowie różnią się jedynie imionami… Jednak przesłuchanie odbywające się nie w okropnym budynku na Woronicza, ale w dostojnym gmachu, zaprojektowanym przez prof. Pniewskiego – to jednak zobowiązuje.
Aż zły byłem na pana Krzysztofa Czabańskiego. Cóż to za brutal! Chciał zniszczyć, przygwoździć pytaniami w końcu ciągle jeszcze prezesa odpowiedzialnego za coraz lepszy program TVP. Czego niestety ludzie nie doceniają. I ta głupia widownia zmniejsza się.
Ale w końcu pojąłem. Chodziło o zwiększenie szans innego kandydata – Krzysztofa Skowrońskiego. Wielu w końcu mówiło, że to „czarny koń” Czabańskiego.
Na nic jednak nie zdały się brutalne działania eks prezesa Radia. Na nic podstępne pytania i złośliwe riposty. Otóż w jury była czujność! Przede wszystkim dwie urocze panie – posłanki. Z jednej dumny jest Kalisz (oczywiście nie chodzi o Ryszarda), a z drugiej Lublin. Były czujne. Wprawdzie pani Joanna Lichocka miała jakieś szczególnie ważne sprawy i wyszła z posiedzenia. Natomiast pani Elżbieta Kruk bystro wszystko śledziła. Czuwał także pan Juliusz Braun. Ten wybitny fachowiec telewizyjny, dzięki któremu pan Kurski w ogóle coś tam jeszcze zastał po zasiądnięciu na Woronicza – zawsze wywołuje ogromne zainteresowanie, gdy mówi o telewizji. Nie słucha go tylko siostrzeniec Grzegorz, ale ten pan odpadł z konkursu w przedbiegach. Podobno zapomniał zakleić kopertę konkursową i jakieś tam ważne dokumenty wypadły. To oczywiste, że bałaganiarz narodową instytucją kultury rządzić nie może.
Dobrze, że właśnie pana Brauna Juliusza wystawiła do jury Platforma Obywatelska. Ta partia zawsze wie, co robi, choć nie wszystko jej się udaje.
Wreszcie Pan Grzegorz Podżorny. Strasznie trudne do zapamiętania nazwisko. Zasiadł, bo go tam pan Paweł Kukiz posadził. Słusznie, bardzo słusznie ten politolog, dziennikarz i działacz związkowy (powtarzam za Wikipedią) pytał o telewizje regionalne. Pytał może trochę naiwnie. Był tu w końcu w roli jurora pierwszy raz. A przecież wiadomo, że „Warszawa” nie dopuści do rozwoju telewizji regionalnych. Wykreowano by nowych ludzi, z tzw. terenu, a u nas funkcje posłów i senatorów mają być dożywotnie. Na pewno jednak pan Podżorny będzie doceniony. Już za sam udział ma dostać telewizyjną Dwójkę.
No i co się w końcu stało? Mimo tych bezpardonowych ataków na ojca „dziadka z Wehrmachtu” oliwa, która – jak wiadomo – jest sprawiedliwa, zadziałała oliwnie i na pana Czabańskiego, w efekcie czego wybrano na prezesa właśnie tego, którego on niedawno chciał zwolnić. Najwidoczniej pan Czabański zrozumiał uprzedni swój błąd. Choć Przewodniczący powiedział, że zauważył ogromne zmiany u pana Jacka.
Mamy więc na woronickim stolcu gdańszczanina. Wracamy do korzeni. Wszystko dzięki temu, że są jeszcze tacy jak Czabański, Lichocka, Kruk, Braun i Podżorny. Pan Jacek Kurski na pewno szybko zmieni telewizję. Trenował przecież już rok. Osobiście ani na chwilę nie będę już gasił telewizora. Mam na szczęście dobrą żonę, dzieci i wnuki, więc pożywienie mi doniosą. Chyba też zafunduję sobie nocnik – podobnie jak to praktykował Józef Wissarionowicz. Trzeba mieć wszystko pod ręką. Będzie się działo!
Dobrze – do cholery! – że nie wybrali tego Skowrońskiego. Wnet wylezie szydło z worka.
Stefan Truszczyński
14 października 2016
(źródło: sdp.pl)
