Załuski o wolnych mediach: Najtrudniejszy pierwszy krok

zaluski

MEDIA. W interesie lokalnych społeczności należałoby jak najszybciej wprowadzić całkowity zakaz wydawania czasopism przez władze samorządowe, włącznie z reklamówkami i gadżetami reklamującymi poczynania władz – uważa Krzysztof Maria Załuski, wydawca prasy lokalnej na Pomorzu. – Zasadnym byłoby także zakazanie umieszczania reklam i ogłoszeń samorządowych w wydawnictwach spoza regionu, a zwłaszcza w należących do koncernów z zagranicznym kapitałem.

Na niemiecko-szwajcarskim pograniczu, gdzie mieszkałem przez kilkanaście lat, w każdym niemal powiecie wychodzi gazeta lokalna – zazwyczaj jest to bezpłatny, całkowicie niezależny tygodnik informacyjno-reklamowy. Pisma takie zajmują się głównie sprawami bezpośrednio dotyczącymi lokalnej społeczności, nie stroniąc jednocześnie od tematów regionalnych i ponadregionalnych. Ich publikacje stymulują nastroje, gusta i preferencje polityczne czytelników. Są również niezwykle ważnym składnikiem aktywności obywatelskiej, a więc tego, czego nam w Polsce tak naprawdę ciągle brakuje. Wycofanie przez Prawo i Sprawiedliwość reklam z „Gazety Wyborczej” wydaje się pierwszym krokiem na drodze do demokratyzacji rynku medialnego w Polsce.

Odbiorcy gazet lokalnych w Niemczech i Szwajcarii są przez właścicieli tego rodzaju publikatorów traktowani bardzo poważnie. Lecz nie tylko oni zabiegają o uwagę czytelników. Również powiatowi i gminni urzędnicy liczą się z tym, co i jak się o niech pisze. Dlatego lokalne czasopisma i portale redagowane są niezwykle starannie – pisują w nich najczęściej dziennikarze zawodowi, ale obok profesjonalistów ważną rolę odgrywają także dziennikarze obywatelscy i niezależni blogerzy.

Od płatnych gazet regionalnych (należących zazwyczaj do wielkich koncernów medialnych), te bezpłatne różnią się przede wszystkim objętością – niektóre „reklamówki” dochodzą do kilkudziesięciu stron, a ich nakłady sięgają kilkudziesięciu, a nawet stu tysięcy egzemplarzy. Oczywiście, większą część zawartości „reklamówek” stanowią płatne ogłoszenia, reklamy, wspomnienia, nekrologi, artykuły promujące lokalne inicjatywy gospodarcze, społeczne czy religijne – nie oznacza to jednak, że rzetelna informacja nie pozostaje dla wydawców priorytetem.

W Polsce po roku 1989 prasa lokalna przeżyła gwałtowny rozkwit. Jak wynika z danych Ośrodka Badań Prasoznawczych UJ w Krakowie, w 2005 r. w kraju zarejestrowanych było prawie 2600 tytułów prasy lokalnej. Obecnie ich liczba dochodzi do 3 tysięcy – z czego prawie 40 procent stanowią czasopisma należące do samorządów. Niemal drugie tyle (37,74 %) to tytuły niezależne, nie mające jednak – zwłaszcza te, które pragną zachować faktyczną niezależność od władz – szans w zderzeniu z mediami, w ten czy inny sposób, dotowanymi z budżetu samorządów.

Własny filar demokracji

Podstawowym zadanie mediów, obok przekazywania obywatelom rzetelnej informacji, jest kontrola wszelkich szczebli władzy. Istnienie niezależnych lokalnych mediów, a zwłaszcza prasy, stanowi więc główny filar demokracji. Nic więc dziwnego, że posiadanie własnych lub „zaprzyjaźnionych” publikatorów stało się tak istotne dla władz samorządowych.

Prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie wiedzą bowiem doskonale, że przychylne media, to istotny element propagandowy, dzięki któremu można w istotny sposób wywierać wpływ na lokalną opinię publiczną, a nawet kreować wyniki wyborów. Dlatego inwestują w media, dając reklamy i wykupując masową prenumeratę jedynie u określonych wydawców.

Wydawanie gazet przez samorządy nie jest co prawda niezgodne z prawem, lecz jeśli wydawnictwo należące do urzędu miasta czy gminy jest nośnikiem płatnych ogłoszeń samorządowych i reklam lokalnych podmiotów gospodarczych, to śmiało potraktować można je jako działanie o charakterze korupcyjnym. Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której medium kontrolowane finansowo przez samorząd, kontrolowałoby swojego pracodawcę, czyli krótko mówiąc by władza kontrolowała samą siebie.

Dlatego, aby uniknąć oskarżeń o korupcję, niektóre samorządy zakładają media udające niezależność – wydawcami w takich wypadkach są różnego rodzaju stowarzyszenia, lub organizacje pozarządowe – na przykład towarzystwo miłośników danej miejscowości czy regionu. W rzeczywistości ich redaktorami są jednak pracownicy wydziałów prasowych urzędu miasta lub gminy – zazwyczaj ci sami, którzy odpowiadają za promowanie wizerunku prezydenta lub wójta.

Przyjaźń czy korupcja?

Powszechnym już niemal zjawiskiem stał się proceder wiązania ze sobą finansowo urzędników samorządowych i redaktorów wysokonakładowych pism regionalnych i dzienników centralnych (wychodzących jako regionalne mutacje). Właściciele koncernów przymykają oko na te nieformalne układy, gdyż przyjmowanie od samorządów wielkopowierzchniowych reklam, informacji o inwestycjach, ogłoszeń o przetargach oraz wykup prenumeraty, daje im milionowe zyski. Prawo o samorządzie gminnym i powiatowym nakłada wprawdzie na władze lokalne obowiązek informowania mieszkańców o swojej działalności, ale samorządy powinny to robić poprzez własne biuletyny i strony internetowe, a nie za pomocą „zaprzyjaźnionych” gazet, opłacanych z lokalnego budżetu, bo to już korupcja w czystej formie.

Dlatego w interesie lokalnych społeczności należałoby jak najszybciej wprowadzić całkowity zakaz wydawania czasopism przez władze samorządowe, włącznie z reklamówkami i gadżetami reklamującymi poczynania władz. Zasadnym byłoby także zakazanie umieszczania reklam i ogłoszeń samorządowych w wydawnictwach spoza regionu, a zwłaszcza w należących do koncernów z zagranicznym kapitałem.

To samo powinno dotyczyć prenumeraty. Zasadne wydaje się również wprowadzenie limitów środków wydawanych przez władze lokalne na samopromocję w płatnych mediach regionalnych i określenie sum, jakie powinny trafiać z urzędów do wydawców niezależnych.

Tylko takie bowiem działania wymuszą na władzach samorządowych dialog z mieszkańcami i sumienne wykonywanie wyborczych obietnic, mediom niezależnym dadzą zaś szansę rozwoju. Decyzja o rezygnacji z reklam w „Gazecie Wyborczej” przez rząd jest dobrym krokiem na drodze do normalizacji rynku medialnego w Polsce. I miejmy nadzieję, że nie jest to krok ostatni.

Krzysztof Maria Załuski

(źródło: sdp.pl)

Może zainteresuje Cię:

Kúpiť Viagru online bez receptu Kup Viagra 100mg online bez recepty w Polsce Kup Levitra 20 mg online bez recepty w Polsce Viagra Koupit levně online bez receptu Koupit Kamagra online bez předpisu Kup Cialis 20 mg online bez recepty w Polsce Koupit Cialis bez předpisu v Praze Koupit Viagru bez předpisu Praha