Cały czas znajdujemy się w drodze, tak, jak w życiu, dzień po dniu przynosi nowa podróż, podróż przez życie z optymizmem.Ponieważ życie jest zbyt piękne, aby marnować je na spory i kłótnie, trzeba je poznawać każdego dnia, bo każdy przeżyty dzień nigdy już do nas nie powróci.
Rozmowa z Maxem Meirem Mrozem, artystą fotografikiem, autorem wystawy „Klimaty Jeruzalem”, prezentowanej w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, w ramach XVI Bałtyckich Dni Kultury Żydowskiej w Gdańsku.
– W Gdańsku jest pan po raz pierwszy?
– Tak. I wywożę niesamowite wrażenia. Ludzie uśmiechnięci, wspaniali, atmosfera fantastyczna! Z organizatorami wystawy poznaliśmy się na facebooku, osoby z różnych miejsc w Polsce, z którymi spotkałem się na wernisażu, dowiedziały się o mnie tą samą drogą.
– Urodził się pan w 1958 roku w Białymstoku, skąd pochodzili pana rodzice, dziadkowie?
– Rodzina moja przybyła po wojnie z Wołynia. Jak wiadomo na tym terenie wiele się działo, stąd konieczność zmiany życia i miejsca zamieszkania. W Białymstoku mieszkałem 21 lat, dobrze wspominam to miasto. Tam również zrodziła się moja pierwsza miłość, miłość do fotografii . W VI liceum Ogólnokształcącym im. Zygmunta Augusta założyłem szkolne koło fotograficzne i przez 4 lata prowadziłem warsztaty fotograficzne fotografii klasycznej .
– Pańska wystawa dostarcza nowych – estetycznych i emocjonalnych – wrażeń. Jak długo pan pracował?
– Z takiego ciepłego i wnikliwego odbioru mogę się tylko cieszyć. Ekspozycja, a wkrótce, mam nadzieję, ukaże się również większych rozmiarów album „Erec Israel – pod jednym dachem…”, który jest efektem wielu naszych wspaniałych wspólnych wyjazdów z moją wspaniała żoną, Judith, autorką barwnych opisów wspomnianej publikacji. Jako że jest to nasza druga ojczyzna, dlatego odwiedzamy ją często i zawsze z wielką przyjemnością.
– Utrwalił pan osobiste wrażenia na temat miasta i ludzi w nim żyjących.
– Jak określiła to moja żona, starałem się fotografować dusze. Istota tematu jest również to, że młodych, urodzonych w Izrealu, określa się jako „Sabry”. To jest kaktus, rosnący w tym kraju, który na zewnątrz ma bardzo ostre kolce, jest niedostępny, a wręcz wrogi, natomiast w środku jest on bardzo, bardzo słodki. Takie też jest społeczeństwo izraelskie. Trudno do tamtejszych ludzi dotrzeć, ale, jeśli się to uda, okazują się przewspaniali, kochają i cenią życie, wiedzą, że jest ono bardzo, bardzo ulotne. To mają wypisane na swoich twarzach i to starałem się fotografować, nie fizyczność lecz stan ducha . Ja się tam zawsze czuję u siebie. Pomimo działań wojennych i wrogiej polityki zewnętrznej jedność, którą tworzymy, jest prawdziwa, to się czuje każdego dnia i o każdej porze i to jest wspaniałe .
– W jakich miejscach najbardziej odczuwa się wielowiekową tradycję?
– Te klimaty obecne są w Jerozolimie na każdym kroku. Starałem się ukazać stronę żydowską, nie eliminując żadnej innej. Na jednej z fotografii tej ekspozycji pokazałem ortodoksyjnego Żyda, trzymającego małe dziecko ze smokiem w buzi. Pytałem wielokrotnie, czy ktokolwiek widział mężczyznę arabskiego w takiej sytuacji? Nigdy mi nikt tego nie potwierdził, może nie miałem szczęścia ale coś w tym jest… To świadczy chyba, jak różna jest kultura arabska i żydowska, a jednak jest to tygiel, w którym każdy odnajdzie swój kawałek świata. Wszyscy żyją w tym samym miejscu, zespala ich kultura czasów minionych. Ona w dalszym ciągu jest i ją się czuje na każdym kroku i w każdej świątyni, niezależne od wyznania.
– Gdzie najbardziej widoczne są klimaty religijne?
– Generalnie jest to państwo świeckie, nikt nikomu nie narzuca żadnej religii i to się odczuwa. Natomiast z wielkim szacunkiem podchodzi się tam do religii wszelkich, pod warunkiem, że nie będzie ona toksyczna i agresywna. Trzeba odróżnić wiele odmian judaizmu – Żydów ortodoksyjnych, ultra ortodoksyjnych, konserwatywnych, postępowych. Ktoś niedawno powiedział, powtórzę, że zbyt wiele nas łączy, żebyśmy musieli się dzielić. I to jest to, co zespala. Wszyscy jesteśmy z tej samej linii, dlatego wszelkie animozje nie są wskazane. Gdziekolwiek się spotykamy na świecie, wszędzie czujemy się u siebie, jeśli trafiliśmy do synagogi, nie ma różnic. Wie pani, co robi Żyd, gdy przyjeżdża do nowego miasta czy kraju? Szuka drugiego Żyda – i to jest piękne – aby być razem.
– Z Gdańska udajecie się państwo do domu?
– W tej chwili jedziemy do Krakowa, gdzie wynajęliśmy dom, mamy również mieszkanie w Warszawie, aby móc swobodnie zwiedzać Europę. Niedawno, przez prawie osiem miesięcy, przebywaliśmy w Niemczech, wcześniej – jeździliśmy po Włoszech. W paru miejscach mieszkamy, ponieważ jesteśmy ciekawi świata, poznajemy diaspory Żydowskie w różnych częściach Europy. Na stałe przebywamy w Glencoe na północ od Chicago w Stanach Zjednoczonych. Cały czas znajdujemy się w drodze, tak, jak w życiu, dzień po dniu przynosi nowa podróż, podróż przez życie z optymizmem, ponieważ życie jest zbyt piękne, aby marnować je na spory i kłótnie, trzeba je poznawać każdego dnia, bo każdy przeżyty dzień nigdy już do nas nie powróci. Podróżujemy, prawie jak Mojżesz, we współczesności poznając wspaniałych ludzi i czasami udaje się nam zatrzymać chwilę w kadrze, tę jedna jedyna, niepowtarzalną. Bywa, że ta właśnie jedna sekunda decyduje o losach konkretnego człowieka, staram się ją uchwycić i podzielić się z innymi w postaci fotografii.
Rozmawiała: Katarzyna Korczak
Wystawa Maxa Meira Mroza pt. „Klimaty Jeruzalem” otwarta została 14 czerwca 2015 r. w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim przy ulicy Wojciecha Bogusławskiego 1. Wernisaż poprzedził koncert muzyki żydowskiej w wykonaniu Gdańskiego Chóru Nauczycielskiego pod dyrekcją Teresy Pabjańczyk i Danziger Klezmorim, solistką wieczoru była Regina Stróżyk, członkini obu zespołów. Wystawę oglądać można do 15 lipca 2015 r. po godz. 14. Towarzyszy jej katalog. Wstęp wolny.
Zdjęcia z wystawy Maxa Meira Mroza pt. „Klimaty Jeruzalem”








